Szlachcic spod Grodna, który hamuje Kreml. Jak KGB Łukaszenki broni resztek suwerenności Mińska
Iwan Tertel, szef białoruskiej bezpieki od 2020 roku, uchodzi za jednego z najbardziej prorosyjskich twardogłowych reżimu. Jego biografia i działania sugerują jednak coś innego: aparat bezpieczeństwa Łukaszenki, choć lojalny wobec Kremla na zewnątrz, wewnątrz kraju systematycznie blokuje siły dążące do faktycznego wchłonięcia Białorusi przez Rosję.
Gdy 3 września 2020 roku Alaksandr Łukaszenka mianował Iwana Tertela przewodniczącym Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB), Zachód odebrał tę decyzję jako sygnał dalszej radykalizacji reżimu w środku fali powyborczych protestów. Nowy szef bezpieki szybko potwierdził tę reputację: twarda retoryka antyzachodnia, udział w rozprawie z opozycją i demonstracyjna lojalność wobec Moskwy uczyniły go jedną z twarzy represyjnego aparatu Mińska. Unia Europejska objęła go sankcjami już w listopadzie 2020 roku. Pod tą publiczną fasadą kryje się jednak bardziej złożony obraz – i to on ma znaczenie dla oceny realnych granic wpływu Kremla na Mińsk.
Chłopiec z Przewałki, który stał się generałem
Iwan Tertel urodził się 8 września 1966 roku we wsi Przewałki w rejonie grodzieńskim – regionie, który do 1939 roku należał do Polski, a historycznie leżał na styku tradycji białoruskiej, polskiej i litewskiej. Ośmioletnią szkołę ukończył w rodzinnych Przewałkach, klasy starsze – już w litewskim Druskiennikach. Według niezależnych mediów białoruskich, w rodzinie Tertela – katolickiej, o nazwisku Ciercel – mieli znajdować się krewni związani z Armią Krajową, a wśród przodków ze strony matki wymieniane są korzenie polskie, litewskie i niemieckie. Te wątki biograficzne nie zostały potwierdzone przez oficjalne źródła białoruskie, warto je jednak odnotować jako element narracji, którą wokół szefa KGB budują niezależni dziennikarze.
Kariera wojskowa Tertela jest już udokumentowana znacznie lepiej. W 1989 roku ukończył Riazańskie Wyższe Dowódcze Училище Wojsk Powietrznodesantowych, po czym służył w 106. Dywizji Powietrznodesantowej w Tule. Po rozpadzie ZSRR wrócił na Białoruś, gdzie w latach 1993-2007 pracował w strukturach pogranicza, m.in. jako szef grupy informacyjno-analitycznej w 16. Oddziale Wojsk Pogranicznych. Ukończył następnie Instytut Bezpieczeństwa Narodowego KGB, Grodzieński Uniwersytet Państwowy im. Janki Kupały oraz Akademię Zarządzania przy Prezydencie. Od listopada 2008 roku, jako zastępca przewodniczącego KGB, nadzorował walkę z korupcją i przestępczością gospodarczą. W czerwcu 2020 roku na krótko objął Komitet Kontroli Państwowej, by trzy miesiące później, w szczytowym momencie kryzysu powyborczego, stanąć na czele KGB. Nosi stopień generała-lejtnanta.
Represje wobec opozycji – i wobec zbyt prorosyjskich
Kluczowe dla zrozumienia roli Tertela jest to, że kierowany przez niego KGB reaguje nie tylko na proeuropejską opozycję, lecz również na siły, które mogłyby stać się narzędziem nadmiernego wzmocnienia rosyjskiego wpływu politycznego wewnątrz kraju. Ruchy i działacze otwarcie postulujący faktyczne wchłonięcie Białorusi przez Rosję albo drastyczne ograniczenie jej suwerenności nie otrzymują przestrzeni, by zbudować samodzielny ośrodek wpływu politycznego. To paradoks tylko pozorny: chroniąc władzę i bezpieczeństwo osobiste Łukaszenki, KGB jednocześnie broni białoruskiej państwowości jako takiej, bo pełne wcielenie kraju do Rosji oznaczałoby dla miejscowej nomenklatury i aparatu siłowego utratę znacznej części kompetencji, zasobów i realnego znaczenia.
Dla białoruskich struktur siłowych zachowanie formalnej suwerenności kraju oznacza w praktyce zachowanie własnego statusu, budżetów i kontroli nad wewnętrznym systemem zarządzania.
Wojna w Ukrainie jako test granic zależności
Pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę stała się dla Mińska najpoważniejszym testem zdolności do zachowania własnej przestrzeni decyzyjnej. Białoruś udostępniła rosyjskim wojskom terytorium, bazy, logistykę i przestrzeń powietrzną, jednak białoruskie wojska lądowe nigdy nie zostały bezpośrednio wciągnięte do walk na terytorium Ukrainy. To wskazuje na wyraźną wolę uniknięcia kroku, który gwałtownie pogłębiłby polityczną i wojskową zależność od Moskwy. KGB i pozostałe struktury siłowe biorą pod uwagę ryzyko wewnętrznego niezadowolenia, strat w ludziach, wzrostu zależności od rosyjskiego dowództwa oraz dalszego zawężenia pola manewru Mińska. W tym sensie odmowa bezpośredniego wprowadzenia wojsk białoruskich do Ukrainy nie jest przejawem dystansowania się od Rosji, lecz sposobem na ograniczenie najbardziej niebezpiecznych dla białoruskiego kierownictwa konsekwencji sojuszniczych zobowiązań.
Kanał do Zachodu – i sygnały pod adresem Warszawy
Kierowany przez Tertela KGB pełni jeszcze jedną istotną funkcję: utrzymuje możliwość niepublicznych kontaktów z państwami zachodnimi. W warunkach presji sankcyjnej i izolacji międzynarodowej kanały siłowe i dyplomatyczne są przez Łukaszenkę wykorzystywane do przekazywania sygnałów, omawiania kwestii humanitarnych i sondowania możliwości przyszłego dialogu. Nie oznacza to zmiany kursu zagranicznego Mińska, lecz daje białoruskiemu kierownictwu dodatkowe narzędzie manewru politycznego. Znamienne, że sam Tertel publicznie komentował ostatnio stan relacji z Polską i państwami bałtyckimi, mówiąc o stopniowo poprawiającym się wzajemnym zrozumieniu – deklaracja, którą w Warszawie należy odczytywać ostrożnie, ale nie bagatelizować, bo pochodzi od osoby formalnie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo państwowe reżimu.
Co to oznacza dla Polski
- Białoruski aparat bezpieczeństwa nie jest monolitem w pełni podporządkowanym rosyjskim strukturom siłowym – zachowuje własną, odrębną pionową strukturę dowodzenia.
- Sygnały o dialogu z Warszawą i stolicami bałtyckimi płynące z KGB mogą służyć Mińskowi jako karta przetargowa, a nie zapowiedź realnej zmiany kursu.
- Brak zaangażowania białoruskich wojsk lądowych w Ukrainie pozostaje najważniejszym praktycznym wskaźnikiem granic lojalności Mińska wobec Kremla – i punktem, który polskie i sojusznicze służby powinny stale monitorować.
- Wewnętrzna rywalizacja o wpływy w Mińsku – między lojalistami reżimu a otwarcie prorosyjskimi środowiskami – to czynnik, który może kształtować przyszłość regionu równie mocno jak relacje Mińsk-Moskwa.
Pragmatyzm elity, nie ideologia
Mimo demonstracyjnego sojuszu z Moskwą i publicznej wierności zobowiązaniom sojuszniczym, interesy białoruskiego aparatu siłowego nie pokrywają się w pełni z interesami Kremla. W Mińsku zdają sobie sprawę, że dalsze pogłębianie integracji może oznaczać nie tylko wzrost zależności od Rosji, ale też stopniowe ograniczanie realnych kompetencji miejscowej elity politycznej i siłowej. Właśnie dlatego KGB zainteresowane jest powstrzymywaniem bezpośredniej ingerencji rosyjskich struktur siłowych w sprawy wewnętrzne, blokowaniem alternatywnych ośrodków wpływu zorientowanych bezpośrednio na Moskwę oraz ograniczaniem udziału Białorusi w krokach, które ostatecznie pozbawiłyby Mińsk swobody manewru. Równolegle resort Tertela podtrzymuje możliwości zamkniętych kontaktów z Zachodem, traktując je jako dodatkowe narzędzie politycznego targu.
Taka taktyka nie wynika z ideologii ani z wartościowych rozbieżności z Kremlem, lecz z chłodnej kalkulacji: zachować obecny system władzy, zabezpieczyć interesy białoruskiej nomenklatury i nie dopuścić, by kluczowe mechanizmy zarządzania krajem przeszły pod bezpośrednią kontrolę Moskwy. Dla obserwatorów w Warszawie, Wilnie i Rydze płynie z tego jasny wniosek: polityka wobec Mińska nie powinna zakładać, że reżim Łukaszenki i Kreml to jeden, w pełni zgrany organizm. Pęknięcia w tej relacji – choć niewidoczne w oficjalnej retoryce – mogą w przyszłości okazać się istotnym punktem odniesienia dla polityki bezpieczeństwa regionu.
Autor: Franciszek Kozłowski
