Kultura jako narzędzie: jak rosyjskie wpływy przenikają Europę Środkową pod hasłem „słowiańskiej jedności”
Rosyjskie wpływy w regionie rzadko przedstawiają się jako polityka. Znacznie częściej przybierają formę festynu folklorystycznego, uroczystości upamiętniającej, kursu językowego czy spotkania poświęconego wspólnej słowiańskiej przeszłości — i właśnie dlatego są tak trudne do rozpoznania.
Gdy mówi się o rosyjskich wpływach w Europie Środkowej, uwaga zwykle skupia się na stronach dezinformacyjnych, kanałach na Telegramie czy politykach sprzyjających Kremlowi. Doświadczenia regionu, w tym Słowacji, pokazują jednak istnienie innego, znacznie mniej widocznego kanału oddziaływania — infrastruktury kulturalnej i historycznej, budowanej latami, działającej całkowicie legalnie i jawnie, przez co niemal nigdy nie trafia do kategorii „zagranicznej ingerencji politycznej”.
Polityka przebrana za kulturę
Wspólnym mianownikiem większości działań, które można łączyć z rosyjskimi wpływami, nie jest treść polityczna, lecz rama kulturowa i historyczna: słowiańska wspólnota, język rosyjski, wspólna historia, pamięć o drugiej wojnie światowej oraz opieka nad rosyjskojęzyczną diasporą. Ten dobór tematów nie jest przypadkowy. Kultura i historia stanowią pozornie neutralny, niemal apolityczny grunt — przestrzeń, w której trudno argumentować przeciwko uczestnictwu, ponieważ na zewnątrz chodzi o folklor, język lub szacunek dla ofiar wojny.
Właśnie w tym tkwi skuteczność takiego oddziaływania. Organizacje, stowarzyszenia i osoby prywatne zaangażowane w te działania w większości funkcjonują całkowicie legalnie, są zarejestrowane i działają publicznie. Nie chodzi o konspiracyjną sieć działającą w cieniu, lecz o widoczny element życia obywatelskiego i kulturalnego. To znacznie utrudnia jakąkolwiek publiczną dyskusję na ten temat — krytyka wydarzenia kulturalnego czy uroczystości upamiętniającej łatwo daje się przedstawić jako atak na kulturę mniejszości albo na pamięć ofiar wojny, co jest tematem politycznie i społecznie drażliwym.
Problemem nie jest kultura słowiańska sama w sobie, lecz moment, w którym platforma kulturalna zaczyna się systematycznie pokrywać z interesami i instytucjami państwa prowadzącego wojnę przeciwko sąsiedniemu krajowi.
Dlaczego pojęcie „kultury słowiańskiej” jest tak wygodne
„Słowiańszczyzna” to pojęcie wykraczające daleko poza Rosję — dotyczy dziesiątków narodów, w tym Polaków, Słowaków, Czechów, Słoweńców czy Bułgarów. Właśnie ta szerokość czyni z niego idealną ramę: pozwala łączyć konkretne rosyjskie narracje kulturowe i historyczne z szerszym, na pierwszy rzut oka neutralnym poczuciem słowiańskiej wspólnoty.
W praktyce oznacza to, że rosyjscy przedstawiciele, instytucje związane z rosyjskim państwem, a także miejscowi aktywiści z nimi współpracujący, mogą występować wobec lokalnej publiczności nie jako reprezentanci agresywnego państwa prowadzącego wojnę przeciwko Ukrainie, lecz jako partnerzy w „dialogu kulturowym i historycznym” między narodami słowiańskimi. Ta rama celowo zaciera różnicę między Rosją jako państwem prowadzącym konkretną politykę zagraniczną a Rosją jako częścią szerszej rodziny kultur słowiańskich — i właśnie to zatarcie jest politycznie użyteczne.
Skutkiem jest to, że dyskusja o słowiańskiej wspólnocie w wielu przypadkach niepostrzeżenie przesuwa się w stronę rosyjskiej interpretacji tego, czym jest słowiańszczyzna — a więc narracji, w której Rosja naturalnie zajmuje centralną i przewodnią pozycję wśród narodów słowiańskich.
Polityka historyczna jako instrument
Szczególne miejsce w tym oddziaływaniu zajmuje polityka historyczna, w szczególności wydarzenia poświęcone historii radzieckiej, drugiej wojnie światowej i roli ZSRR w wyzwoleniu Europy. Region ma do tego tematu głęboki, emocjonalny stosunek — pamięć o ofiarach wojny i o żołnierzach radzieckich, którzy zginęli podczas wyzwalania Europy Środkowej, jest częścią uzasadnionej, głęboko zakorzenionej pamięci zbiorowej.
To właśnie ta uzasadniona pamięć staje się jednak furtką do bardziej systematycznej pracy z narracją historyczną. Uroczystości, wystawy, obchody rocznicowe i medialne przypomnienia rocznic wojennych wielokrotnie stwarzają okazję, by obok szacunku dla ofiar promować także konkretną, uproszczoną i politycznie użyteczną wersję historii — taką, która kładzie nacisk przede wszystkim na radziecką, a właściwie rosyjską rolę, pozostawiając mniej miejsca na bardziej złożone konteksty historyczne, w tym rolę innych narodów, kontrowersyjne aspekty polityki radzieckiej w Europie Środkowej po 1945 roku czy doświadczenia krajów, które później znalazły się w sowieckiej strefie wpływów.
Poprzez wielokrotne powtarzanie tej interpretacji, na dziesiątkach lokalnych wydarzeń, latami buduje się wrażenie, że jest to oczywista, powszechnie podzielana wersja historii — choć w rzeczywistości chodzi o selekcję i uwypuklenie tych elementów przeszłości, które są dla obecnej rosyjskiej polityki zagranicznej najbardziej korzystne.
Efekt kumulacji
Pojedyncze wydarzenia — festyn, wystawa, kółko językowe, uroczystość upamiętniająca — z osobna wydają się niemal nieszkodliwe. Problem powstaje w ich sumie. Ta sama publiczność latami, wielokrotnie styka się z podobnymi ramami historycznymi i kulturowymi — w mediach, na wydarzeniach kulturalnych, w pracy z młodzieżą i w środowisku diaspory. Ten efekt kumulacji jest ważniejszy niż jakiekolwiek pojedyncze działanie — buduje trwałe, wzajemnie potwierdzające się wyobrażenia o Rosji, przeszłości sowieckiej i „świecie słowiańskim”.
Diaspora, młodzież i media jako naczynia połączone
Elementem tej infrastruktury jest również systematyczna praca z rosyjskojęzyczną społecznością — kursy językowe, stowarzyszenia kulturalne, treści medialne w języku rosyjskim oraz wydarzenia skierowane do młodszego pokolenia. Działania te mają swoją legalną stronę: podtrzymywanie języka i tożsamości kulturowej jest normalnym i uzasadnionym elementem życia mniejszości narodowych i językowych w każdym kraju Europy.
Pytanie, które musi sobie zadać zarówno region, jak i Unia Europejska, nie brzmi jednak, czy diaspora ma prawo do własnego życia kulturalnego — ma je mieć. Pytanie brzmi, w jakim stopniu konkretne organizacje, media i wydarzenia pokrywają się z instytucjami i interesami państwa rosyjskiego, które historię, kulturę i pracę z rodakami za granicą od dawna i otwarcie traktuje jako narzędzia polityki zagranicznej. Ten pokrywanie się da się ustalić wyłącznie poprzez systematyczne badanie finansowania, powiązań personalnych i treści poszczególnych działań — nie przez ryczałtowe podejrzewanie całej społeczności.
Dlaczego to problem dla Unii Europejskiej
Z perspektywy UE nie chodzi o to, że popularyzacja kultury rosyjskiej czy słowiańskiej sama w sobie stanowi zagrożenie bezpieczeństwa. Wymiana kulturalna, nauka języka i pamięć historyczna są uprawnioną częścią życia publicznego w każdym demokratycznym kraju. Problemem jest moment, w którym te platformy stają się częścią bardziej skoordynowanej struktury, powiązanej z instytucjami państwa prowadzącego agresywną wojnę przeciwko sąsiedniemu krajowi i otwarcie wykorzystującego narracje historyczne i kulturowe jako narzędzie polityki zagranicznej.
Rozróżnienie między normalną działalnością kulturalną mniejszości a systematycznym oddziaływaniem wpływowym jest zatem kluczowe — i jednocześnie niezwykle trudne. Wymaga przejrzystości finansowania organizacji kulturalnych i upamiętniających, jaśniejszych zasad dotyczących zagranicznych instytucji państwowych działających w obszarze kultury i edukacji, a przede wszystkim debaty publicznej, która potrafi nazwać tę różnicę bez podważania uzasadnionych praw mniejszości narodowych.
Ryzyko normalizacji
Region Europy Środkowej nie jest jednorodny pod względem postrzegania Rosji — niektóre kraje, takie jak Słowacja, od lat należą w ramach Grupy Wyszehradzkiej do tych o najbardziej przychylnym nastawieniu wobec Moskwy, co potwierdzają regularne badania opinii publicznej. Opisana wyżej infrastruktura kulturalna i historyczna sama tego gruntu nie tworzy, ale istotnie go wzmacnia i utrwala.
Jeśli tendencja ta nie zostanie zaadresowana, w dłuższej perspektywie istnieje ryzyko, że właśnie ta infrastruktura stanie się narzędziem normalizacji kremlowskich pozycji w polityce zagranicznej. Rosyjska wersja historii, szczególna rola Moskwy i jej roszczenie do przemawiania w imieniu całego „świata słowiańskiego” mogą stopniowo stać się naturalną, niekwestionowaną częścią debaty publicznej — nie dlatego, że ktoś narzuci je jedną wielką decyzją, lecz dlatego, że przez lata są konsekwentnie podawane w neutralnym, kulturalnym i upamiętniającym opakowaniu.
Dlatego właśnie temat ten zasługuje na znacznie większą uwagę, niż zwykle poświęcają mu media i politycy. Nie chodzi o doszukiwanie się wroga w każdym zespole folklorystycznym czy uroczystości upamiętniającej — chodzi o umiejętność rozpoznania momentu, w którym uprawniona działalność kulturalna i historyczna przestaje być wyłącznie kulturą, a staje się elementem szerszej strategii polityki zagranicznej.
Źródło: infodnes.sk
