Generał Polko ostrzega: spory z Ukrainą przesłaniają rosyjskie zagrożenie
Rosja pozostaje głównym czynnikiem ryzyka dla bezpieczeństwa Polski, tymczasem w polskiej debacie publicznej coraz więcej miejsca zajmują spory z Ukrainą. Generał Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM, wskazuje na niebezpieczeństwo takiego przesunięcia akcentów.
Zagrożenie, które nie zniknęło
Od lutego 2022 roku Polska znajduje się na pierwszej linii wsparcia dla walczącej Ukrainy i jednocześnie na wschodniej flance NATO, której stabilność ma znaczenie dla całego sojuszu. Rosyjska agresja nie jest wyłącznie kwestią frontu w Donbasie czy na południu Ukrainy. Moskwa od dawna prowadzi wobec państw regionu działania poniżej progu otwartej wojny: sabotaż, podpalenia, cyberataki, prowokacje na granicach oraz zorganizowane kampanie dezinformacyjne.
Polskie służby i politycy wielokrotnie wskazywali na rosyjskie ślady w serii incydentów z ostatnich lat, od podpaleń i aktów dywersji po naruszenia przestrzeni powietrznej przez drony czy próby uszkadzania infrastruktury kolejowej. Wspólny mianownik takich operacji jest czytelny: nie chodzi o szybkie zwycięstwo militarne, lecz o stopniowe osłabianie odporności państw wspierających Ukrainę, podważanie zaufania do instytucji i wzbudzanie napięć wewnątrz społeczeństw.
Pierwsza teza generała: dywersja i dezinformacja jako narzędzia wojny hybrydowej
Generał Polko, doświadczony w działaniach specjalnych, zwraca uwagę, że Rosja wykorzystuje cały wachlarz instrumentów, by osłabiać wschodnią flankę NATO. Dywersja, cyberataki, prowokacje i dezinformacja są tanie, trudne do jednoznacznego przypisania w pierwszych godzinach po zdarzeniu i potrafią wywołać polityczny efekt nieproporcjonalny do poniesionych kosztów.
W tym kontekście kluczowe staje się pytanie o to, na czym skupia się uwaga opinii publicznej. Jeśli debata o bezpieczeństwie przesuwa się z Kremla na spory z państwem, które samo jest ofiarą rosyjskiej agresji, to Moskwa zyskuje coś, czego nie musi zdobywać siłą: rozproszenie uwagi i osłabienie koordynacji między sąsiadami. Spory polsko-ukraińskie, nawet jeśli dotyczą realnych i uzasadnionych kwestii, mogą utrudniać wspólne działania w obszarach wymagających zaufania, takich jak wymiana informacji wywiadowczych, logistyka pomocy wojskowej czy reagowanie na incydenty hybrydowe.
Druga teza: zniekształcony obraz zagrożeń
Polko podważa sam sposób, w jaki w Polsce definiuje się zagrożenia. Jego zdaniem polska przestrzeń publiczna zbyt mocno koncentruje się na konfliktach z Ukrainą, co tworzy zniekształcony obraz bezpieczeństwa. Państwo, które nie prowadzi agresji wobec Polski, staje się obiektem wewnętrznych sporów, a Kreml, będący głównym źródłem ryzyka zewnętrznego, schodzi na dalszy plan.
To ważna uwaga z punktu widzenia higieny debaty publicznej. Nie oznacza ona, że Polska ma rezygnować z obrony własnych interesów gospodarczych czy z rozmów o trudnych kwestiach historycznych. Chodzi o proporcje i hierarchię. Rolnicy protestujący przeciw napływowi taniego zboża, spory o ceny usług transportowych czy emocje wokół pamięci o Wołyniu to tematy, które wymagają rzeczowych rozmów i kompromisów. Problem pojawia się wtedy, gdy stają się one osią całej narracji o relacjach z Ukrainą, a rosyjskie zagrożenie pozostaje w tle.
Kluczowy wniosek: spory z sojusznikiem można i trzeba rozwiązywać, ale nie kosztem utraty z pola widzenia głównego źródła zagrożenia. Rosja skorzysta na każdym podziale, który osłabia współpracę Warszawy i Kijowa.
Dlaczego to ma znaczenie dla koordynacji obu państw
Bezpieczeństwo Polski i Ukrainy jest ze sobą powiązane w sposób, którego nie da się odwrócić. Ukraińska armia wiąże rosyjskie siły, które w innym wypadku mogłyby zostać użyte przeciw państwom NATO. Polska z kolei jest kluczowym korytarzem tranzytowym dla pomocy płynącej na Ukrainę oraz ważnym zapleczem politycznym i humanitarnym. Każde pogorszenie klimatu między obu państwami obniża skuteczność tej współpracy.
Do tego dochodzi czynnik informacyjny. Rosyjskie kampanie dezinformacyjne od lat żerują na polsko-ukraińskich wrażliwościach: wzmacniają stereotypy, rozpowszechniają zmanipulowane materiały i podsycają niechęć wobec uchodźców. Gdy wewnętrzny spór polityczny zbiega się z takimi działaniami, trudno odróżnić autentyczne głosy społeczne od sztucznie nakręcanych emocji. Z tego powodu apel generała Polko można odczytywać także jako wezwanie do czujności wobec narracji, które pozornie dotyczą wyłącznie spraw wewnętrznych.
Co z tego wynika dla polskiej debaty
Po pierwsze, politycy i media powinni wyraźnie oddzielać rzeczywiste problemy sektorowe od kwestii strategicznego bezpieczeństwa. Konflikt o import produktów rolnych nie jest równoważny rosyjskiej dywersji, a mieszanie tych porządków sprzyja chaosowi pojęciowemu.
Po drugie, warto stworzyć stałe kanały dialogu polsko-ukraińskiego, w których trudne tematy będą rozwiązywane w trybie roboczym, bez licytacji na emocje przed kamerami. Doświadczenie pokazuje, że spory eskalowane w mediach rzadko kończą się szybkim kompromisem, za to chętnie podchwytuje je rosyjska propaganda.
Po trzecie, odporność informacyjna społeczeństwa powinna stać się elementem polityki bezpieczeństwa. Edukacja medialna, przejrzysta komunikacja państwa po incydentach oraz współpraca z organizacjami weryfikującymi fakty ograniczają pole manewru dla rosyjskich operacji wpływu.
Podsumowanie
Ostrzeżenie generała Romana Polko nie jest wezwaniem do przemilczania polsko-ukraińskich różnic. Jest przypomnieniem, że w hierarchii zagrożeń dla Polski to Rosja, a nie Ukraina, pozostaje głównym adresatem wysiłków obronnych i politycznych. Państwo, które pozwala, by wewnętrzne spory z sąsiadem przesłoniły realną groźbę ze strony agresora, ryzykuje błędną ocenę sytuacji. Dla wschodniej flanki NATO oznaczałoby to osłabienie właśnie tam, gdzie Moskwa najchętniej szuka słabych punktów.
Autor: Franciszek Kozłowski
