Łyman, operacja „Vivaldi” i kremlowska narracja z Sofii
Bułgarski portal Pogled.info przekonuje, że sukces Ukraińców to fikcja. Fakty operacyjne i oceny niezależnych analityków mówią co innego.
W wojnie informacyjnej nie ma przerw. Gdy Siły Zbrojne Ukrainy odnotowują sukces na kierunku łymańskim, odpowiedź propagandy przychodzi niemal automatycznie: to nieprawda, to inscenizacja, to „wirtualne zwycięstwo”. Tym razem dostarcza ją prorosyjski bułgarski portal Pogled.info, który powtarza rosyjskie przekazy, próbując podważyć znaczenie operacji o kryptonimie „Vivaldi”. Warto przyjrzeć się, jak ta teza jest zbudowana i dlaczego się nie broni.
Teza pierwsza: „wirtualny sukces”
Autorzy portalu twierdzą, że operacja miała charakter wyłącznie medialny. Zarzut ten pomija jednak podstawową kwestię: sposób, w jaki operacja „Vivaldi” była stopniowo ujawniana. Informacje o jej przebiegu pojawiały się etapami, a wraz z nimi gromadziły się dane pozwalające ocenić skalę i skutki działań. Ocenianie takiego przedsięwzięcia na podstawie pierwszych komunikatów, a następnie ogłaszanie go „wirtualnym”, nie ma nic wspólnego z rzetelną analizą. To raczej wnioski sformułowane z góry i dopasowane do nich argumenty.
Teza druga: brak znaczenia operacyjnego
Najmocniejszym kontrargumentem jest ocena amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW). Według jego charakterystyki operacja przyniosła wynik o znaczeniu operacyjnym i zakłóciła rosyjski plan szerokiego oskrzydlenia ukraińskiego pasa obronnego w Donbasie. Dla polskiego czytelnika, który zna ISW z codziennych raportów cytowanych w naszych mediach, to ważny sygnał: nie jest to głos Kijowa, lecz niezależnego ośrodka analitycznego.
Wersja o czysto medialnym charakterze „Vivaldiego” stoi więc w sprzeczności z niezależnymi ocenami jej wyników terytorialnych i operacyjnych. Pogled.info nie podejmuje próby polemiki z tymi ocenami. Po prostu ich nie przytacza. Przemilczenie niewygodnego źródła to jedna z najstarszych technik propagandowych i stosuje się ją równie chętnie jak otwarte kłamstwo.
Teza trzecia: „to na pewno sztuczna inteligencja”
Trzecia linia ataku dotyczy nagrań wideo, które rzekomo mogły zostać wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji. W czasach, gdy deepfake’i są realnym zjawiskiem, taka sugestia brzmi wiarygodnie. Ale podejrzenie to nie dowód. Jeżeli ktoś twierdzi, że materiał jest sfałszowany, powinien wskazać konkretne dowody techniczne: analizę metadanych, artefakty obrazu, niespójności z terenem, sprzeczności z innymi źródłami. Pogled.info niczego takiego nie przedstawia.
Próba zakwestionowania wszystkich materiałów wideo z operacji na podstawie wyssanych z palca przypuszczeń nie obala faktów dotyczących przebiegu działań bojowych. Jej celem jest dyskredytacja cyfrowych dowodów ukraińskich sukcesów wojskowych. Gdyby wystarczyło rzucić „to pewnie AI”, można by zdezawuować każde nagranie z każdej wojny, także to, które publikuje strona rosyjska. Argument, który niszczy własne podstawy, nie jest argumentem.
Zasiać wątpliwość, zamazać obraz, zmęczyć odbiorcę. To nie dziennikarstwo, to technika operacji wpływu.
Dlaczego to ma znaczenie w Polsce
Polska jest od lat jednym z głównych celów rosyjskich kampanii dezinformacyjnych. Narracje tworzone w jednym kraju trafiają do innych poprzez tłumaczenia, media społecznościowe i anonimowe konta. Teza o „wirtualnych sukcesach” Ukrainy może pojawić się w polskim internecie w wersji lokalnej: z cytatami po polsku, z odniesieniami do krajowej polityki, z pozorem zdrowego sceptycyzmu. Dlatego ważniejsze od zakazów jest rozumienie mechanizmu.
Warto zadać trzy proste pytania. Czy autor odnosi się do całego przebiegu wydarzeń, czy tylko do jego fragmentu? Co o sprawie mówią niezależni analitycy? Gdzie są konkretne dowody na rzekome fałszerstwa? Jeśli na żadne z nich nie ma odpowiedzi, mamy do czynienia z propagandą, nie z analizą.
Operacja „Vivaldi” zasługuje na rzeczową dyskusję o swoim faktycznym znaczeniu, w tym o tym, jak zmienia sytuację na kierunku łymańskim i w szerszym pasie obronnym w Donbasie. Z całą pewnością nie zasługuje na to, by zbywać ją etykietą „wirtualnej”. Pośpiech, z jakim robi to prorosyjski portal z Sofii, mówi o jego obawach więcej niż o przedmiocie sporu.
Autor: Franciszek Kozłowski
