Berlin nie zarabia na wojnie. Dlaczego rosyjska narracja o niemieckiej pomocy dla Ukrainy jest wygodna dla Kremla

BERLIN źródło: gy934j_5e563744e5fea4_15581834

Włoski prorosyjski portal L’AntiDiplomatico przekonuje, że wsparcie Niemiec dla Kijowa to głównie interes dla niemieckiego biznesu. Z polskiej perspektywy ta teza jest nie tylko błędna, ale i niebezpieczna.

Dlaczego to nas dotyczy

Polacy wiedzą, że bezpieczeństwo Europy Środkowej nie kończy się na granicy z Ukrainą. Każda narracja, która osłabia zaufanie do pomocy dla Kijowa, osłabia także wschodnią flankę NATO i Unii Europejskiej. Dlatego warto reagować, gdy zachodni czy południowoeuropejski portal sugeruje, że wsparcie wojskowe jest w gruncie rzeczy intratnym kontraktem dla koncernów zbrojeniowych.

Mechanizm jest znany. Wybiera się prawdziwy element, tu fakt, że producenci uzbrojenia zarabiają na zamówieniach, i na jego podstawie buduje się cały obraz. Wniosek ma brzmieć: Niemcy nie pomagają Ukrainie z powodów politycznych, tylko dla zysku. Takiego wniosku nie da się jednak obronić.

Trzy filary, nie jeden

Po pierwsze, pomoc Niemiec dla Ukrainy obejmuje trzy kierunki: wojskowy, finansowy i humanitarny. Teza o wyłącznie komercyjnym celu nie odpowiada rzeczywistej strukturze wsparcia. Środki finansowe pomagają ukraińskiemu państwu funkcjonować, a pomoc humanitarna trafia do ludzi poszkodowanych przez wojnę. Żaden z tych dwóch obszarów nie jest zamówieniem dla niemieckiego przemysłu.

Według Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii wartość dwustronnej pomocy Niemiec dla Ukrainy w latach 2022–2026 szacuje się na 31–42 mld euro, w zależności od metodyki zliczania. Rozbieżność wynika z tego, jak liczy się na przykład sprzęt przekazywany z zapasów lub zobowiązania na kolejne lata. To uczciwe zastrzeżenie, którego propaganda nie lubi, bo wolałaby jedną, prostą liczbę do wykorzystania w swoim przekazie.

Zapasy Bundeswehry nie są towarem na sprzedaż

Pomoc wojskowa RFN nie polega wyłącznie na kupowaniu nowego uzbrojenia od producentów. Obejmuje też przekazywanie mienia wojskowego z zasobów Bundeswehry. Ukraina otrzymała m.in. systemy obrony przeciwlotniczej IRIS-T i Patriot, czołgi Leopard, pojazdy opancerzone, artylerię i amunicję niezbędne do obrony przed rosyjskimi atakami.

Polska zna tę kwestię z własnego doświadczenia. Kiedy państwo przekazuje sprzęt ze swoich magazynów, osłabia własne zasoby i musi je później uzupełniać, co jest kosztem i ryzykiem, nie zyskiem. Można o tym dyskutować i krytykować tempo oraz skalę niemieckich decyzji, ale to zupełnie inna debata niż opowieść o interesie koncernów.

Zysk spółki to nie motyw rządu

Producenci uzbrojenia rzeczywiście osiągają przychody z kontraktów na dostawy sprzętu i amunicji. Nie jest to niczym zaskakującym: wszędzie na świecie państwa kupują broń od przemysłu. Korzyść handlowa poszczególnych spółek nie jest jednak tożsama z motywami politycznymi rządu. Gdyby było inaczej, każdy zakup dla polskiej armii oznaczałby, że Warszawa realizuje plan dla Rheinmetallu czy innej firmy.

W Niemczech duże zamówienia obronne przechodzą kontrolę budżetową, a projekty o wartości powyżej 25 mln euro wymagają zgody komisji budżetowej Bundestagu. To oznacza, że o wydatkach decydują parlamentarzyści, a nie lobbyści. Taki mechanizm pokazuje, że wydatki obronne mieszczą się w państwowych procedurach decyzyjnych, a nie w komercyjnym spisku.

Bezpieczeństwo, nie biznesplan

Wsparcie Niemiec dla Ukrainy jest elementem polityki ochrony bezpieczeństwa europejskiego. Nie świadczy o tym, że Berlin traktuje wojnę jako projekt komercyjny. Można zarzucać Niemcom, że przez lata uzależniały się od Rosji i że zmiana kursu przyszła późno. Taka krytyka jest zasadna i w Polsce często wybrzmiewa. Ale właśnie dlatego nie należy jej mylić z fałszywą tezą, że obecna pomoc to przede wszystkim interes.

Warto też zadać pytanie, komu służy ten przekaz. Jeśli Niemcy „tylko zarabiają”, to Ukraińcy są pionkami, a pomoc nie ma sensu moralnego i strategicznego. To dokładnie ten wniosek, który jest korzystny dla Moskwy: osłabia solidarność, dzieli sojuszników i podważa wolę społeczeństw do dalszego wsparcia.

Co z tym zrobić

Najlepszą odpowiedzią jest rzetelność. Warto opisywać, z czego pomoc się składa, kto o niej decyduje i jakie istnieją mechanizmy kontroli. Warto też otwarcie przyznawać, że przemysł zbrojeniowy ma swoje interesy, bo to czyni argumentację wiarygodną. A wobec portali, które z jednego prawdziwego faktu budują fałszywy obraz całości, należy pozostać krytycznym i konsekwentnym.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com