O „pancerną ścianę” rozbije się albo Rosja albo… Ukraina!

Czołg / autor: fot. Fratria

Średnio raz na tydzień słyszymy o tym, że wojna na Ukrainie znajduje się w kluczowym momencie, jednak teraz takie rozumowanie wydaje się bardziej uzasadnione.

W chwili gdy kieruję do Państwa te słowa premier Mateusz Morawiecki w Davos próbuje przekonać światowych przywódców do wielkiej koalicji na rzecz dalszego, tym razem pancernego wspierania Ukrainy. Niestety wysiłek ten rozbija się nie tylko o wolę polityczną decydentów Zachodu ale też twarde liczby.

Jesteśmy bowiem w sytuacji w której dochodzimy do czegoś co można określić mianem „pancernej ściany” – pod tym określeniem rozumiem limit tego co państwa zachodnie mogą przekazać Ukrainie bez drastycznego obniżenia swego własnego potencjału obronnego. Mało który kraj rozumie powagę sytuacji tak jak rozumie to Polska – nasz kraj przekazał jakieś 40 proc. (przytaczam ocenę Jarosława Wolskiego) swego potencjału pancernego Ukrainie, mocno wzmacniając jej możliwości… ale niestety nie gwarantując tym samym pełnego i ostatecznego zwycięstwa w tej wojnie.

Koalicja Leopardowa mogłaby tu wiele zmienić ale wciąż nie rozstrzygnie ona wojny. Owszem – sytuacja po 24 lutego mocno zweryfikowała założenia rozmaitych Armii Nowego Wzoru, jednak nie oznacza to jednoznacznie rozstrzygnięcia na niwie pancernej.

A Rosja gra, na ten moment, już nie na zajęcie całej Ukrainy lecz na zamrożenie konfliktu – zadanie Ukrainie tak dużych strat by wymusić rozmowy pokojowe. A te mogą zakończyć się niekorzystnie dla naszych ukraińskich sąsiadów, włącznie z wymuszeniem oddania „korytarza” na Krym. Ukraina musi więc zadać Federacji Rosyjskiej nie tyle upokarzające klęski, by i pozycja negocjacyjna Ukrainy była większa.

A „pancerna ściana”? Cóż – Rosja toczy wojnę materiałową chcąc zużyć nie tylko potencjał Ukrainy ale i jej zachodnich sojuszników. Nawet USA zdają sobie sprawę, że worek nie jest bez dna i wydanie Ukrainie choćby 50 Abramsów (to wbrew pozorom ogromna liczba) mogłoby uszczuplić potencjały mocarstwa w innych częściach świata.

A drapieżniki czekają na każdy objaw słabości.

Na ten moment Rosja nie jest bliżej zwycięstwa niż była 24 lutego… ale to nie znaczy, że konflikt został rozstrzygnięty. Rosja, jeśli nie tąpnie gospodarczo, będzie mogła toczyć konflikt jeszcze długo, opierając się także materiałowo na sojusznikach takiego autoramentu jak Iran, Korea Północna czy Chinach.

Co mogłoby odwrócić ten trend? Uderzenie w tych sojuszników. Sankcje za pomoc Rosji wydają się perzpektywą odległą ale nie nierealną. Davos wydaje się dobrą areną do zainicjowania takiego ruchu. Czy do niego dojdzie? Przekonamy się, ale warto pamiętać o słowach polskiego premiera – świat nie będzie bardziej bezpieczny po ewentualnym zwycięstwie Rosji. I to dotyczy nie tylko jej „bliskiej zagranicy”.

Źródło

About Post Author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com