Ataki są coraz śmielsze, ale zagadka pozostaje. O co naprawdę chodzi Rosji
– Rosyjska kampania sabotażu długo była prowadzona wręcz prymitywnymi metodami. Teraz wydaje się to zmieniać – mówi Gazeta.pl dr Michał Piekarski. Wskazują na to zwłaszcza ostatnie ataki w Niemczech. Skutki pozostają jednak ograniczone i trudno dostrzec konkretną korzyść odniesioną przez Rosję.
– Rosyjska kampania sabotażu to oczywiście nic nowego. Trwa od 2022 roku ze zmiennym natężeniem. Choć jest nietypowa i nieco zaskakująca – mówi dr Piekarski, wykładowca w Instytucie Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Wrocławskiego. Chodzi o to, że Rosjanie prowadzą ją niemal wyłącznie rękoma ludzi, których można określić jako „bieda-dywersantów”. Rekrutowanych w sieci ofertą łatwego zarobku rzędu kilkuset euro za akcję. Nie ma tego, z czego rosyjskie służby były znane przed wojną, czyli złożonych operacji prowadzonych przez profesjonalnych agentów służb bezpieczeństwa.
Ma być tanio i prosto
Jak opisuje dr Piekarski, przed 2022 roku Rosjanie działali na ogólnie pojętym Zachodzie tak jak klasyczne służby. Skupiali się głównie na działaniach wywiadowczych, czyli gromadzili informacje. – Skupiali się na wartościowych celach. Werbowaniu ludzi z dostępem do istotnej wiedzy, czyli wojskowych, urzędnikach czy pracownikach służb. Do tego oczywiście zabójstwa istotnych dla nich wybranych celów. Lepiej lub gorzej, ale było to profesjonalnie przeprowadzane – mówi ekspert. Inwazja na Ukrainę w 2022 roku doprowadziła do zdecydowanej zmiany. Warunki do prowadzenia operacji w wykonaniu profesjonalnych agentów zostały poważnie ograniczone. Był to efekt masowego wydalania rosyjskich dyplomatów, zamykania konsulatów i istotnych ograniczeń w poruszaniu się pozostałych przedstawicieli rosyjskiej dyplomacji w krajach UE. Do tego najpewniej znacznie wzmocniony ich nadzór ze strony kontrwywiadów zachodnich i zassanie środków przez wojnę z Ukrainą.
– W zamian Rosjanie zaczęli to, co nazywam kampanią „bieda-dywersantów”. Znajdowani najczęściej przez komunikator Telegram i kuszeni ofertą 50-300 euro na start za wykonanie jakiegoś pozornie prostego zadania – opisuje dr Piekarski. Szkolenia i przygotowania najczęściej żadnego. Tak samo weryfikacji. – Ci, którzy dadzą radę przeprowadzić pierwszą prostą operację, na przykład namalowanie na murach iluś napisów krytykujących Ukrainę albo NATO, mogą dostać ofertę na kolejną. Już bardziej złożoną, jak na przykład podpalenie – opisuje mechanizm ekspert. – Jak wpadną albo nie dadzą rady, to strata właściwie żadna. Przerób kandydatów jest duży – dodaje.
Werbowani w ten sposób dywersanci zazwyczaj są w trudnej sytuacji życiowej, zdesperowani, często z przeszłością kryminalną, albo wręcz powiązani ze świadkiem przestępczym. – Problem w tym, że działania takich ludzi zazwyczaj trudno odróżnić od zjawisk powszechnych. Od wandalizmu czy wypadku. Nikt się do tego nie przyznaje, nie zostawia manifestu. Jest tylko niepewność, podejrzenie i konieczność często mozolnego badania sprawy – opisuje dr Piekarski.
Nie taka długa lista
Skalę problemu z przypisaniem odpowiedzialności Rosjanom za tego rodzaju działania ilustruje poniższa grafika. Przedstawia ona akty sabotażu, próby aktów sabotażu lub innych działań o charakterze przestępczym, które w ciągu ostatniego roku oficjalnie powiązano z Rosjanami, lub chociaż oficjalnie dopuszczano możliwość ich sprawstwa. Jak widać, nie ma tego tak wiele.Wydarzenia zakwalifikowane jako sabotaż lub wysoce prawdopodobny sabotaż zorganizowany przez Rosję. Okres ostatniego roku. Od 1 września 2025. Terytorium europejskich państw NATO.
- Niemcy, 7 września 2025 – zajęcie i przeszukanie masowca Scanlark (bandera Saint Vincent i Grenadyny, załoga rosyjskojęzyczna) w kanale Kilońskim. Służby podejrzewały, że statek służył jako mobilna baza do startów dronów do lotów rozpoznawczych nad infrastrukturą krytyczną i obiektami wojskowymi (m.in. przelot nad fregatą niemieckiej marynarki w bazie w Kilonii 26 sierpnia). Znaleziono sprzęt i wyposażenie nietypowe dla frachtowca. Załogę i statek puszczono po miesiącu bez stawiania zarzutów. Nie znaleziono dość dowodów.
- Serbia, 29 września 2025 r. – serbskie służby zatrzymały 11 osób podejrzanych o prowadzenie, od kwietnia do września 2025 r., kampanii prowokacji we Francji i Niemczech. Grupa miała działać po przeszkoleniu przez organizatora wykonującego polecenia zagranicznej służby wywiadowczej. Zarzucane czyny obejmowały dewastowanie żydowskich obiektów w Paryżu zieloną farbą, pozostawianie świńskich głów przed meczetami, rozpowszechnianie treści podżegających do nienawiści oraz prowokacje przed Bramą Brandenburską w Berlinie. Celem było pogłębianie napięć etnicznych i religijnych. W późniejszych ustaleniach śledczych rosyjskie struktury wywiadowcze były wskazywane jako źródło instrukcji i finansowania.
- Łotwa, 27 października 2025 – postawiono zarzuty czterem osobom działającym na rzecz rosyjskiej służby wywiadowczej. Grupa planowała i wykonywała akty sabotażu, w tym podpalenia i rozpoznanie infrastruktury krytycznej. Działo się to w latach 2024-2025.
- Rumunia, 20 października 2025 r. – udaremniona próba podpalenia siedziby ukraińskiej firmy Nova Post w Bukareszcie. Dwaj obywatele Ukrainy przyjechali do Rumunii z Polski i pozostawili w placówce firmy dwie przesyłki zawierające improwizowane, zdalnie inicjowane urządzenia zapalające. Zostały zneutralizowane przed uruchomieniem. Rumuńskie służby oświadczyły, że podejrzani działali pod bezpośrednią koordynacją rosyjskich służb oraz należeli do szerszej, kontrolowanej przez Rosję siatki sabotażowej aktywnej w Europie.
- Polska, 16 listopada 2025 r. – sabotaż linii kolejowej Warszawa–Dorohusk w miejscowościach Mika i Gołąb (obok Puław). Przy pomocy ładunku wybuchowego zniszczono szynę. Po powstałej dziurze przejechało kilka pociągów, ale nie doszło do katastrofy. Polska prokuratura zakwalifikowała czyn jako akt dywersji o charakterze terrorystycznym, popełniony na rzecz obcego wywiadu. Premier Donald Tusk i służby wskazały na współpracę sprawców z rosyjskim wywiadem.
- Finlandia / Estonia, 31 grudnia 2025 r. – uszkodzenie dwóch podmorskich kabli między Finlandią a Estonią na Zatoce Fińskiej. Fińskie służby zatrzymały masowiec Fitburg, płynący z Petersburga do Hajfy pod banderą Saint Vincent i Grenadyny. Według ustaleń śledczych statek miał celowo ciągnąć kotwicę po dnie przez co najmniej kilkadziesiąt kilometrów, zrywając kable. Kapitan i bosman zostali formalnie oskarżeni o sabotaż.
- Czechy, 20 marca 2026 r. – celowe podpalenie zakładu obronnego LPP Holding w Pardubicach, wytwarzającego sprzęt dla Ukrainy. Śledztwo objęło hipotezę rosyjskiego sabotażu oraz możliwe użycie antyizraelskiej bojówki jako legendy mającej ukryć prawdziwych mocodawców. Rosyjski udział nie został jednak publicznie potwierdzony przez czeskie służby. W kwietniu w Polsce aresztowano dwóch Polaków podejrzanych o podpalenie. Obaj mają być aktywistami propalestyńskimi. Firma LPP nigdy nie zrealizowała jednak planów współpracy z Izraelem, w zamian skupiając się od 2022 roku na Ukrainie.
- Francja, 13 lipca 2026 r. – Francja oficjalnie przypisała 16. Centrum rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa oraz jednostce 61240 długotrwałą kampanię cybernetyczną wymierzoną we francuskie podmioty strategiczne. Władze opisały działania jako cyberataki i cyberszpiegostwo. Francuski MSZ mówił także o rosyjskiej kampanii prowadzonej w celach sabotażowych i szpiegowskich. Nie ujawniono jednak publicznie konkretnego przypadku fizycznego sabotażu infrastruktury we Francji, który byłby bezpośrednio skutkiem tej kampanii.
- Niemcy, 4 sierpnia 2026 r. – próba ataku dronami z ładunkiem wybuchowym na lotnisku Leipzig/Halle. Celem były najpewniej ukraińskie samoloty transportowe linii Antonow Airlines, które po ewakuacji z Kijowa operują z niemieckiego lotniska. Łącznie znaleziono 3 drony, dwa w bezpośredniej okolicy samolotów. Przynajmniej jeden nie wybuchł z powodu wadliwego zapalnika. 1 września niemiecki rząd oficjalnie uznał Rosję za odpowiedzialną za próbę ataku.
- Polska, 7 sierpnia 2026 r. – ABW i policja, we współpracy ze służbami USA, zatrzymały w Warszawie obywatela Rosji podejrzanego o przygotowywanie zabójstwa obywatela USA pochodzenia ukraińskiego. Premier Donald Tusk oświadczył, że zatrzymany został zwerbowany przez rosyjskie służby specjalne i miał wykonać w Warszawie „egzekucję”. Podejrzanemu postawiono zarzuty przygotowania zabójstwa oraz przyjęcia zlecenia zabójstwa. Według nieoficjalnych informacji medialnych celem miał być przedsiębiorca zbrojeniowy zaopatrujący Ukrainę, czego polskie władze publicznie nie potwierdziły.
- Estonia, noc z 14 na 15 sierpnia 2026 r. – pożar budynku powiązanego z Milrem Robotics w Tallinnie. Firma produkuje bezzałogowe pojazdy lądowe i dostarcza sprzęt Ukrainie. Estońskie śledztwo badało możliwość celowego podpalenia i sabotażu. Premier Kristen Michal wskazał, że sprawdzany jest także rosyjski wątek. Zatrzymano trzech obywateli Łotwy.
- Słowacja, 25 sierpnia 2026 r. – słowacka policja udaremniła plan podpalenia zakładu ukraińskiej firmy Skyeton w Haniskiej koło Preszowa, produkującego drony dla Ukrainy. Zatrzymano początkowo trzech podejrzanych: dwóch obywateli Łotwy i obywatela Ukrainy. Później zatrzymano czwartą osobę. Policja zabezpieczyła mieszaninę zapalającą, narzędzia oraz plan ataku. Podejrzanym zarzucono przygotowanie szczególnie ciężkiego przestępstwa sprowadzenia powszechnego zagrożenia. Firma Skyeton wskazywała na możliwy rosyjski ślad, ale słowacka policja oświadczyła, że nie ma jeszcze dowodów, iż za planem stała Rosja.
- Polska, 31 sierpnia 2026 r. – pożar zakładu WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej, produkującego komponenty do dronów wykorzystywanych przez Polskę i Ukrainę. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przestępstwa o charakterze terrorystycznym i działalności na rzecz obcego wywiadu. Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński oświadczył, że „wszystko wskazuje” na akt sabotażu. Do 2 września 2026 r. polskie władze nie wskazały jednak publicznie Rosji jako sprawcy w tej konkretnej sprawie.
Dodatkowo w ostatnich dniach doszło do kolejnych dwóch istotnych wydarzeń w Niemczech. 2 września rano ktoś użył improwizowanych rakiet ciągnących miedziane druty do wywołania zwarć i uszkodzenia stacji transformatorowej przy elektrowni Jeanschwalde. Wydarzenie wstępnie zakwalifikowano jako sabotaż i terror, ale nie ma żadnych oficjalnych deklaracji co do śladu rosyjskiego. Dodatkowo 3 września świtem w Monachium dwóch mężczyzn rzuciło z samochodu zapalone butelki z benzyną w kierunku placu budowy obok siedziby firmy zbrojeniowej Rohde & Schwarz. Zniszczenia były znikome. Nie padły oficjalnie żadne sugestie o związku sprawców z Rosją. Być może w przeszłości padną, ale bardzo często nic takiego się nie dzieje, albo zatrzymane osoby są puszczane bez zarzutów.Co Rosjanie z tego mają?
Problem bowiem w tym, że wiele podejrzanych wydarzeń często automatycznie wiązanych z Rosjanami, ostatecznie po zbadaniu przez prokuraturę okazuje się takich powiązań nie mieć. Tworzone przez blogerów listy i mapy „aktów rosyjskiego sabotażu” (na przykład ta) zazwyczaj automatycznie uznają za takowy każde podejrzane wydarzenie. Choćby niewyjaśnione zauważenie drona nad terenem wojskowym, który mógł być jak najbardziej sterowany przez nieuważnego cywila. Co więcej, w Europie działają też bojówki propalestyńskie atakujące zakłady zbrojeniowe w ich ocenie wspomagające wojsko Izraela, albo po prostu anarchistyczne czy lewackie, które mają długą tradycję podpaleń zwłaszcza Niemczech.
– Cały problem z tą kampanią jest to, że wprowadza ogromną niepewność. Ustalenie sprawców i ich motywów z dużą pewnością zajmuje dużo czasu. Uniknięcie paranoi staje się wyzwaniem – mówi dr Piekarski. Dodatkowo konkretne straty spowodowane działaniami sabotażowymi są bardzo ograniczone. Nie wpłynęły zauważalnie ani na zdolność, ani na wolę europejskich państw NATO do wspierania Ukrainy. Można stwierdzić, że wręcz przeciwnie, bo zwiększają niechęć do Rosji. – Może oni tak naprawdę nie chcą wyrządzać jakiś poważnych szkód? Choćby najgłośniejsze wydarzenie u nas, czyli wysadzenie toru w rejonie Puław. Zniszczono jedną szynę z czterech. Gdyby chcieć mieć wyższą pewność, że doprowadzimy do wykolejenia i katastrofy, to trzeba by wysadzić co najmniej dwie – mówi dr Piekarski.Po co więc Rosjanie mogą robić, to co robią? – Sam bym chciał wiedzieć. Przychodzą mi do głowy dwa wytłumaczenia. Po pierwsze działanie psychologiczne obliczone na doprowadzenie do tego, żeby tego rodzaju akty drobnego sabotażu nam spowszedniały. W ten sposób granica tego, co jest dopuszczalne i nie wywołuje istotnej reakcji z naszej strony, zostanie trwała przesunięta. Po drugie to zmęczenie nas i rozproszenie naszych sił. Na przykład naszych służb, które teraz muszą patrolować infrastrukturę kolejową – przypuszcza dr Piekarski.
Ekspert spekuluje również, że być może po prostu Rosjan przeceniamy i automatycznie przypisujemy im większe zdolności oraz sprawstwo niż mają. – Może nie stać ich na więcej niż ta mało skuteczna kampania w wykonaniu „bieda-sabotażystów”? Może ci profesjonalni agenci, którzy przetrwali szeroko zakrojone czystki rosyjskiej obecności dyplomatycznej w UE, są trzymani w rezerwie na bezpośredni konflikt z NATO? Może po cichu te zdolności odtwarzają? – przypuszcza dr Piekarski. Choć jego zdaniem widać kierunek na eskalację. – Pokazują to zwłaszcza ostatnie wydarzenia w Niemczech i niedoszły atak na lotnisku w Lipsku. To było już znacznie bardziej profesjonalnie działanie. Nasza ABW w niedawnym raporcie twierdzi, że rośnie zagrożenie w postaci lepiej przygotowanych ataków – mówi specjalista.
Źródło: gazeta.pl
