„Część polskich elit nienawidzi własnego narodu”. Prof. Legutko o „bałwochwalczym kulcie Unii Europejskiej”

Maciej Łuczniewski / Gazeta Polska

„Nieszczęściem Polski jest to, że część jej elit nienawidzi własnego narodu, pogardza nim i chce, żeby rządził nim ktoś obcy; dlatego tak kochają Unię Europejską” – powiedział eurodeputowany PiS, profesor Ryszard Legutko. Porównał ich formę „patriotyzmu” do tego w stylu Wandy Wasilewskiej czy Bogusława Radziwiłła.

Zdrada elit co jakiś czas

W historii Polski co jakiś czas, cyklicznie, mamy do czynienia ze zjawiskiem zwanym zdradą elit. Polega ono z grubsza na tym, że większa bądź mniejsza część warstwy teoretycznie najlepiej wykształconej, mającej najwięcej do powiedzenia w sprawach państwa zaczyna uważać, że będzie lepiej, jeśli będą nami rządzić inni

– mówi prof. Legutko, wybitny znawca filozofii starożytnej i tłumacz dialogów Platona.

„To jest patriotyzm w stylu Wandy Wasilewskiej, która była przekonana, że dla Polski najlepiej jest mieć sowiecką czapę nad sobą, i jednocześnie uważała się za polską patriotkę. To jest niestety stara polska tradycja. Bogusław Radziwiłł, jak rozmawiał z Kmicicem, to pytał, czy może mówić po niemiecku, bo jak mówi po polsku, to mu pierzchną wargi” – przypomina eurodeputowany, który jest profesorem filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jak zwraca uwagę, przedstawiciel polskiej elity, inteligent – z jednej strony się pyszni, ma zadęcie arystokratyczne, a z drugiej, jest niesłychanie służalczy wobec rozmaitych podmiotów zewnętrznych. Towarzyszy temu pogarda, czasami nienawiść do własnego narodu, podkreśla Legutko.

Nienawidzą własnych rodaków

Jak PiS wprowadzał programy socjalne, to była niesłychanie wroga reakcja domorosłych arystokratów. Proszę sobie przypomnieć te wszystkie komentarze w stylu: „to chamstwo, dostanie te 500 złotych, będzie się wciskać na plaże, będzie żreć jajka, będzie śmierdzieć”. Jak się spojrzy na polskie filmy z ostatnich 20 lat, to tam jest ta straszna nienawiść do rzekomo obrzydliwych „Polaczków”

– wskazał polityk.

Pytany, czy to samo w sobie jest groźne dla państwa, odpowiada: „Są to symptomy, które w sposób konieczny – w sprzyjających dla tych ludzi okolicznościach – prowadzą do wyparcia się własnego kraju. W sposób ogólny można powiedzieć, że 'zdradą’ jest wszystko to, co uprawdopodabnia odebranie suwerenności własnemu krajowi. Różne kraje – w zależności od sytuacji, pozycji, historii – mają różny stopień zagrożenia utraty suwerenności. My żyjemy w takim miejscu świata i w takim miejscu historii, że u nas to wszystko jest tańczeniem nad przepaścią. Nie jesteśmy Portugalią, albo Anglią, że ruch w jedną, czy drugą stronę jest do tolerowania” – ostrzega Legutko.

„U nas ta niepodległość bywa nam odbierana. Zwykle z dużym naszym udziałem. Można wręcz powiedzieć, że w polskim narodzie jest pewien gen samobójczy, który skłania dużą część Polaków do oddawania niepodległości. Żyjemy w takich czasach i w takim momencie, że rozgrywa się spór o suwerenność” – podkreśla.

Bałwochwalczy kult UE

Polacy są podzieleni w jakiejś proporcji. I jedni – na scenie politycznej reprezentowani przez opozycję – chcą oddać władztwo nad Polską instytucjom międzynarodowym, mówiąc najogólniej. Źródło suwerenności, czyli tego, kto podejmuje decyzje ma być poza Polską. Natomiast rząd i ci, którzy go popierają walczą o suwerenność. Spór jest bardzo klarowny. Albo będziemy suwerenni w takich granicach, jak to jest możliwe w dzisiejszym świecie, jak inne kraje – jak Francja, Niemcy, Szwecja. Albo ci, którzy u nas nominalnie rządzą, będą namiestnikami i wykonawcami decyzji podejmowanych poza Polską. Czyli w instytucjach międzynarodowych, które są zdominowane przez duże państwa

– wyjaśnił profesor.

Jego zdaniem, jedyny czas, kiedy polskie elity otrząsnęły się z nienawiści do własnego narodu był okres Solidarności, sierpień ’80, kiedy wszyscy zaczęli dziękować robotnikom. „Dzisiejsi intelektualiści, inteligencja nienawidzi własnego narodu i chciałaby, żeby tą 'hołotą’ – jak ją określają – rządzili inni. Dlatego tak kochają Unię Europejską” – dodaje.

Eurodeputowany zwraca uwagę, że „bałwochwalcze zapatrzenie” w UE, dowodzi prowincjonalizmu polskich elit.

Źródło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com