Ekspert: Rosjanie mogą celowo kierować pociski nad Polskę. „Po prostu nas punktują”

Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Obiekt spadł około 40 kilometrów od granicy. Z tego, co przekazało Ministerstwo Obrony, dystans od granicy pokonał w 6 minut, więc musiał lecieć z prędkością powyżej 400 kilometrów na godzinę – powiedział komandor, porucznik rezerwy Maksymilian Dura w rozmowie z PAP. Ekspert wskazał najbardziej prawdopodobny scenariusz.

W czwartek 30 lipca o godzinie 3:40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. O godzinie 3:46 obiekt zanikł, a miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa Kolonia (woj. lubelskie).

Nieoficjalnie: Na Lubelszczyźnie spadł rosyjski pocisk manewrujący Ch-101

Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha poinformował, że polską przestrzeń powietrzną naruszył rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Premier Donald Tusk i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekazali, że jest to „najbardziej prawdopodobna” wersja, jednak wciąż nie ma oficjalnego potwierdzenia.

CH-101 to pocisk przenoszony przede wszystkim przez bombowce Tu-95MS i Tu-160. Jak czytamy w branżowym serwisie Missile Threat, został zaprojektowany do precyzyjnego rażenia celów naziemnych z odległości przekraczającej 2,5 tys. kilometrów, lecąc na bardzo małej wysokości i wykorzystując systemy nawigacji inercyjnej, GLONASS oraz dopasowanie ukształtowania terenu, co utrudnia jego wykrycie. Jego zasięg maksymalny to 4 tys. km.

Może przenosić konwencjonalną głowicę bojową o masie ok. 400-450 kilogramów, natomiast nie można instalować na tej platformie głowicy jądrowej (tę możliwość posiada CH-102 zdolny do przenoszenia głowicy jądrowej o mocy do 250 kt). Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę jest jednym z podstawowych środków rosyjskich uderzeń dalekiego zasięgu.

Komandor porucznik rezerwy: Musiał lecieć z prędkością powyżej 400 kilometrów na godzinę

W rozmowie z PAP komandor, porucznik rezerwy Maksymilian Dura wyraził wątpliwość, czy strona ukraińska ma podstawy, żeby już teraz twierdzić, że obiektem, który spadł w Polsce, był akurat CH-101. Przyznał natomiast, że obecnie można uznać, że to rzeczywiście była rosyjska rakieta manewrująca.

 – Obiekt spadł około 40 kilometrów od granicy. Z tego, co przekazało Ministerstwo Obrony, dystans od granicy pokonał w 6 minut, więc musiał lecieć z prędkością powyżej 400 kilometrów na godzinę. Teoretycznie mógł to być też dron z silnikiem odrzutowym, bo i takie są stosowane do ataków na Ukrainę. Natomiast z całą pewnością nie był to dron kamikadze typu Gierań czy Shahid, bo te latają z prędkością 200 kilometrów na godzinę – zauważył ekspert.Zapytany o powód tego, że obiekt znalazł się nad Polską, Dura ocenił, że jest mało prawdopodobne, by był to skutek działania ukraińskich systemów walki elektronicznej, przez które rakieta się „zgubiła”.

 – Używane przez Rosjan rakiety manewrujące mają możliwość tzw. mapowania terenu. Orientują się nie tylko na podstawie GPS-u, ale też na podstawie różnych innych systemów. Zakłócanie GPS-u z poziomu ziemi, jest zakłóceniem idącym do odległości horyzontalnej. Oznacza to, że promień systemu zakłócającego wynosi około 30 kilometrów. Rakieta, po wyjściu z obszaru zakłócenia wraca na swój tor – wyjaśnił kmdr Dura.

Ekspert wskazał najbardziej prawdopodobny scenariusz

Jak wskazał, prawdopodobnie rakieta została uszkodzona przez systemy obrony przeciwlotniczej, albo Rosjanie skierowali ją nad Polskę specjalnie. – Biorąc pod uwagę desperację Rosjan i to, w jak trudnej są obecnie sytuacji, może być tak, że oni po prostu nas punktują. Takie przypadki będą się zdarzały – podkreślił.

Ekspert zapytany, jaki ładunek mogła przenosić rakieta, ocenił, że tego typu środki są zazwyczaj wyposażane w głowice odłamkowo-burzące, które nie służą do głębokiej penetracji, na przykład w celu niszczenia bunkrów, lecz do niszczenia budynków i powodowania jak największych strat. – Rosjanie uzbrajają je różnie – pamiętajmy, że im większy ładunek, tym mniejszy zasięg rakiety. W tym przypadku można stwierdzić, że przenosiła głowicę bojową, kilkaset kilogramów ładunku. Gdyby była nieuzbrojona, wbiłaby się po prostu w ziemię, jak w grudniu 2022 roku pod Bydgoszczą – powiedział kmdr Dura.

Źródło: gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com