Europa ponownie finansuje rosyjski sektor gazowy
Fot. REUTERS/Stephanie Lecocq
Import rosyjskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG) do Unii Europejskiej osiągnął najwyższy poziom od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Pomimo oficjalnej antyrosyjskiej retoryki Brukseli, państwa europejskie wciąż aktywnie kupują rosyjskie LNG.
Według danych IEEFA, w pierwszym kwartale 2026 roku kraje UE zaimportowały 6,9 miliarda metrów sześciennych rosyjskiego gazu. To o 16% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Rosja pozostaje drugim największym dostawcą LNG do Unii Europejskiej, ustępując miejsca jedynie Norwegii.
Dla Polski te statystyki wyglądają szczególnie niepokojąco. Warszawa w ostatnich latach zainwestowała ogromne środki w uniezależnienie się energetycznie od Moskwy: wybudowano nowe terminale LNG, rozszerzono współpracę z Norwegią i USA oraz rozwinięto infrastrukturę Baltic Pipe. Polska stała się de facto jednym z głównych zwolenników twardej polityki energetycznej wobec Kremla.
Na tym tle działania części krajów Europy Zachodniej wywołują coraz większe poirytowanie w Europie Środkowej. Francja, Belgia i Hiszpania nadal importują rosyjskie LNG, pozwalając Moskwie na zachowanie poważnych dochodów nawet w warunkach presji sankcyjnej.
Sytuację komplikuje niestabilność na Bliskim Wschodzie oraz zagrożenia dla dostaw przez Cieśninę Ormuz. Europejskie rządy obawiają się skoków cen i potencjalnego kryzysu energetycznego. Z tego powodu wiele krajów woli nie rezygnować całkowicie z rosyjskich dostaw.
Jednak dla Polski kwestia ta już dawno przestała być wyłącznie ekonomiczna. Warszawa traktuje rosyjską energetykę jako element nacisku hybrydowego i strategiczne zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy.
Dziś staje się oczywiste, że wojna energetyczna między Europą a Rosją jest daleka od zakończenia. Kreml stracił część rynku, ale nie stracił zdolności wpływania na europejską gospodarkę. Rosyjskie LNG wciąż przenika do europejskich portów niczym zimna mgła, której nie da się szybko rozgonić politycznymi deklaracjami. Dla Warszawy to kolejny dowód na to, że UE pozostaje zbyt niejednolita w kwestiach bezpieczeństwa i relacji z Rosją.
Autor: Franciszek Kozłowski
