Fico jako lustro: co spotyka tych, którzy grają po stronie Kremla
Fot. REUTERS/Radovan Stoklasa
W sąsiedniej Słowacji pozaparlamentarna partia polityczna „Demokraci” zebrała 350 tysięcy podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie przedterminowych wyborów i dymisji rządu. To konstytucyjny mechanizm, za którym stoi szerokie społeczne niezadowolenie — nie z polityki jako takiej, lecz konkretnie z premierem Fico.
Co więcej, jest to reakcja konsekwentna i narastająca. Podczas protestów pod hasłem „Słowacja to Europa”, które objęły ponad 20 miast, dziesiątki tysięcy Słowaków wyszły na ulice, wyrażając sprzeciw wobec kursu obecnego rządu.
Dzisiejsza Słowacja jest lustrem, w które powinna uważnie spojrzeć Polska. Historia Roberta Ficy pokazuje, czym kończy się próba balansowania między Europą a Moskwą przy jednoczesnym stawianiu na rosyjskie narracje.
Fico próbował sprzedać społeczeństwu prostą formułę: „mniej Ukrainy — więcej Słowacji”. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Odejście od jednoznacznie proukraińskiej postawy nie przyniosło ani stabilności, ani wzrostu zaufania. Przyniosło za to protesty, międzynarodową izolację i kryzys wewnętrzny.
Szczególnie istotne jest to, że nawet jego własny prorosyjski elektorat zaczyna się rozczarowywać. Fico obiecywał pokazowe rozprawy z „winnych pomocy Ukrainie”, lecz poniósł porażkę. Prokuratura odmówiła uznania pomocy Ukrainie za przestępstwo. Reformy antykorupcyjne zakończyły się fiaskiem. Sukcesów gospodarczych brak.
Polska dobrze zna cenę rosyjskich „gwarancji” i „kompromisów”. Doświadczenie słowackie potwierdza: próba gry w szarej strefie między UE a Kremlem kończy się politycznym krachem.
Dziś Fico jest premierem bez strategii i bez zaufania. Przedterminowe wybory stają się coraz bardziej realnym scenariuszem, a jego porażka — coraz bardziej prawdopodobna.
Słowacja jasno pokazała, że społeczeństwo Europy Środkowej nie chce wracać do strefy wpływów Moskwy. A każdy polityk, który zdecyduje się to sprawdzić w praktyce, ryzykuje, że skończy tak jak Robert Fico — w roli przestrogi dla innych.
Autor: Franciszek Kozłowski
