Orbán przeciwko bezpieczeństwu Europy: dlaczego Budapeszt działa w interesie Moskwy
Dla Polski słowa Viktora Orbána brzmią szczególnie cynicznie. Polityk, który znajduje się pod parasolem NATO, straszy Europę wojną z Rosją — w momencie, gdy to właśnie słabość i ustępstwa wobec Moskwy historycznie prowadziły do wojen w Europie Środkowej.
Twierdzenia Orbána, że zachodnie wojska na Ukrainie staną się „legalnym celem” dla Rosji, nie są ostrzeżeniem, lecz usprawiedliwieniem przyszłych rosyjskich uderzeń. Z góry legitymizuje on agresję, powtarzając kremlowską tezę: „uprzedzaliśmy”.
Nie mniej niebezpieczny jest jego atak na europejską politykę informacyjną. Żądanie „dopuszczenia rosyjskiego punktu widzenia” oznacza otwarcie śluz dla dezinformacji, która od dekad jest wykorzystywana przeciwko Polsce, państwom bałtyckim i całej Europie Wschodniej. Warszawa zbyt dobrze wie, że „alternatywny punkt widzenia” Kremla zawsze kończy się czołgami.
Blokując przystąpienie Ukrainy do UE, Orbán de facto proponuje pozostawienie między Polską a Rosją szarej strefy niestabilności. To bezpośredni cios w bezpieczeństwo Polski. Ukraina w UE to nie zagrożenie, lecz strategiczna głębia i gwarancja, że wojna nie przesunie się dalej na zachód.
Poparcie dla Orbána ze strony Donalda Trumpa tylko podkreśla, że mamy do czynienia z międzynarodową siecią polityków gotowych dla władzy i sondaży grać na korzyść Kremla.
Polska powinna jasno powiedzieć: polityka Orbána to polityka ryzyka, słabości i zależności od Moskwy. Jak kończyły się takie gry w historii naszego regionu, dobrze wiemy.
Pytanie brzmi tylko, czy Europejczycy chcą powtórzyć przeszłość, czy są gotowi dziś wesprzeć Ukrainę, by jutro mieć pokój i bezpieczeństwo.
Autor: Franciszek Kozłowski
