Już nie tylko proste i tanie. Rosyjskie drony ewoluowały i znów przyprawiają o poważny ból głowy
Przez lata rosyjski dron uderzeniowy Szahed albo Gierań był synonimem prostoty. Tanio, masowo, jako tako. Ukraińcy nauczyli się je masowo strącać. Rosjanie zareagowali. Teraz nad Ukrainę nadlatują masy nowych dronów, które stanowią znacznie większe wyzwanie. Też dla nas i naszych programów zbrojeniowych.
Główną różnicą odróżniającą nowe Gieranie od tych starych jest napęd. Pierwsze modele miały proste silniki tłokowe umożliwiające długi, ale powolny i głośny lot. Te nowsze mają silniki odrzutowe, które oznaczają mniejszy zasięg, ale wyraźnie szybszy lot. W efekcie znacznie trudniej je strącić.
Rosjanie mają przestawiać większość mocy produkcyjnych na te nowsze modele, które w niektórych atakach zaczynają już stanowić większość maszyn wlatujących nad Ukrainę. Ta szybka wojenna ewolucja oznacza też wyzwanie dla naszego wojska, które w znacznie powolniejszym pokojowym trybie tworzy system San do zwalczania takich dronów.
Świt ery odrzutowych dronów
Coraz powszechniejsze użycie odrzutowych Gieranii widać od początku tego roku, ale szczególne natężenie to miesiące letnie. – W lipcu Rosjanie użyli ich pięć razy więcej niż w czerwcu. Niektóre z fal uderzeniowych w 2/3 składają się z dronów odrzutowych – mówił w połowie sierpnia płk Jurij Ignat, rzecznik prasowy ukraińskich sił powietrznych. Choć zaznaczał przy tym, że nadal w ogólnym ujęciu większość dronów uderzeniowych wlatujących nad Ukrainę to te starsze, z silnikami tłokowymi. Rosjanie nie zastępują bowiem całkowicie jednych drugimi. Przynajmniej na razie. Aktualną ich strategią wydaje się przeprowadzanie złożonych uderzeń z wykorzystaniem dronów najprostszych, tych bardziej złożonych, oraz najbardziej skomplikowanych klasycznych rakiet manewrujących i balistycznych. Podchodzą do tej kwestii kompleksowo, aby sprawić jak największy problem ukraińskiej obronie.
Niestety trudno przedstawić szczegółowe dane na temat tego ile, jakich dronów i kiedy Rosjanie użyli. Ukraińcy nie podają takich informacji w swoich rutynowych sprawozdaniach na temat ataków powietrznych. Drony uderzeniowe wrzucają do jednej kategorii, bez podziału na modele. Okresowo pojawiają się jedynie ogólnikowe dane. Na przykład w czerwcu portal „Militarnyj” podawał, iż w całym 2025 roku Rosjanie użyli około 180 odrzutowych Gieranii, podczas gdy tylko od początku 2026 roku do momentu napisania tego artykułu, było to już około 1400. Biorąc pod uwagę wcześniej przytoczone słowa płk. Ignata, że w lipcu takich maszyn było pięć razy więcej niż w czerwcu, to wzrost częstotliwości użycia odrzutowych dronów musi być znaczący.
Towarzyszy temu jednak zauważalny spadek ogólnej liczby ataków bezzałogowców. Maj był rekordowy z wynikiem około 7,5 tysiąca dronów wysłanych nad Ukrainę. Czerwiec to już 5,7 tysiąca a lipiec 4,8 tysiąca. Ukraińska interpretacja jest taka, że Rosjanie przestawiają moce produkcyjne na bardziej skomplikowane drony odrzutowe, ograniczając dotychczas masową produkcję prostszych tłokowych. Po tym, jak Ukraińcy doszli do poziomu przechwytywania ponad 90 procent z nich. Można przypuszczać, że w nieustannym wyścigu wojennych innowacji Rosjanie doszli najwyraźniej do wniosku, że samo zasypywanie Ukrainy masą prostych maszyn przestaje mieć sens. Pomimo dużego wysiłku i tak zaledwie mniej niż 10 procent dociera do celu. Najwyraźniej uznali, że trzeba położyć znacznie większy nacisk na trudniejsze do przechwycenia drony odrzutowe.Większe, szybsze i droższe
Według ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR Rosjanie są w trakcie adekwatnego modernizowania swoich fabryk Gieranii zlokalizowanych głównie w Ałabudze. W połowie sierpnia zastępca szefa HUR gen. Wadym Skibicki mówił, że według szacunków jego agencji na sierpień zaplanowano wyprodukować w Rosji 11 tysięcy dronów uderzeniowych, z czego około 2,8 tysiąca starszych tłokowych Gierań-2, ale już około 3000 nowszych odrzutowych Gierań-4 i -5. Produkcję przejściowego wariantu odrzutowego Gierań-3 miano już zawiesić. Były one prostą modyfikacją bazowego Gierania-2 poprzez przebudowę ogona celem zmieszczenia w nim prostego chińskiego silnika odrzutowego Telefly JT80. Osiągały około 330 km/h.
Gierań-4 i -5 są znacznie większe, przy czym jeden istotnie różni się od drugiego. Ten pierwszy wydaje się ewolucyjną kontynuacją sięgających korzeniami irańskich Szahed-136, kupionych jeszcze w 2022 roku. Został jednak powiększony i przeprojektowany aerodynamicznie, żeby lepiej sprawdzał się w lotach z większą prędkością. Zastosowano w nim dwa razy mocniejszy chiński silnik też od firmy Telefly. Dzięki tym zmianom ma osiągać prędkość przekraczającą 500 km/h. Zasięg ma wynosić teoretycznie do niemal tysiąca kilometrów i w ostatnich dniach zaobserwowano drony pokonujące trasę z Krymu na zachodnią Ukrainę, długą na około 800 km w linii prostej. Głowica, podobnie jak w standardowych Gieraniach-2, to albo 50 kg, albo 90 kg.
Gierań-5 to już natomiast coś, co zaciera granicę pomiędzy dronem a klasyczną rakietą manewrującą. Ogólny układ konstrukcyjny ma tej drugiej. Czyli długi na około 6 metrów rurowaty kadłub i małe proste skrzydła w połowie jego długości. Masa startowa ma sięgać 850 kilogramów, podczas gdy mniejsze Gierań-4 to około 450, a starsze Gierań-2 około 200 kg. Widać wyraźnie tycie konstrukcji wraz z jej ewolucją. Silnik największej wersji jest najmocniejszym co oferuje Telefly i w efekcie dron/rakieta manewrująca ma osiągać 600 km/h. Głowica jednak ciągle niewielka, do 90 kg. Gierań-5 plasuje się już raczej w kategorii prostych i tanich rakiet manewrujących, jakich szereg powstaje też aktualnie na zachodzie. Choćby Anduril Barracuda 500, która ma być produkowana w Polsce.
Większe możliwości mają wady
Większe prędkości przelotowe nowych Gieranii oznaczają, że ukraińska obrona przeciwlotnicza ma większy problem z ich zestrzeliwaniem. Opracowane w latach 2024-25 drony przechwytujące zoptymalizowane do polowania na powolne Gierań-2 nie potrafią dogonić szybszych wersji rozwojowych. Naziemne zespoły przeciwlotnicze mają znacznie mniej czasu na ustawienie się na trasie nadlatujących odrzutowych napastników, a potem mogą nawet nie mieć szans ich trafić ze swoich ciężkich karabinów maszynowych. Używane przez nie lekkie rakiety przeciwlotnicze z ramienia mają łatwiej, bo silniki odrzutowe zostawiają wyraźniejszy ślad cieplny, na który łatwiej się naprowadzić. Takiej broni jest jednak zawsze za mało. W reakcji na ten problem Ukraińcy oczywiście już pracują nad rozwiązaniem. Pojawiły się pierwsze prototypy dronów przechwytujących zdolnych rozwijać większe prędkości i wysokości. Na sierpień zapowiadano próby czterech wariantów. Nie wiadomo na razie nic więcej.
Odrzutowe Gieranie to jednak nie same pozytywy dla Rosjan. Podstawową wartością ich pierwszych wariantów była prostota i niska cena. Pozwoliło to na szybkie rozwinięcie masowej produkcji i wysyłanie ich nad Ukrainę po kilka tysięcy miesięcznie. Co kilka nocy roje liczące kilkaset sztuk. Konkretna kwota, jaką muszą płacić Rosjanie za sztukę, nie jest znana. Powszechne szacunki na temat Gieranii-2 mówią o kilkudziesięciu tysiącach dolarów z dużymi wariacjami w zależności od modyfikacji. Warianty odrzutowe mają być wyraźnie droższe, bo za sam chiński silnik trzeba zapłacić kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Cena ma więc wspinać się wyraźnie ponad 100 tysięcy za sztukę. Dodatkowo zwiększone rozmiary i masa ułatwiają Ukraińcom wykrywanie nowszych Gieranii przy pomocy radarów, co może przełożyć się na większe szanse przechwyceń, kiedy już będzie odpowiednia broń.
Tak samo rozmiary i masa przekładają się na konieczność budowy większych stanowisk startowych. W praktyce wyglądają one podobnie do wyrzutni niemieckich latających bomb V-1 z okresu II wojny światowej. Długie na kilkadziesiąt metrów szyny na wznoszącym się w górę nasypie. Rosjanie budują obecnie liczne kompleksy startowe wokół Ukrainy z takimi wyrzutniami oraz schronami dla samych dronów. Stosunkowo łatwo je wykryć, jednak Ukraińcy nie mają broni pozwalającej im skutecznie je atakować. Gdyby mieli lotnictwo w stylu NATO, to kompleksy startowe Gieranii byłyby bardzo atrakcyjnym celem.
Wymownym procesem jest to, jak początkowo proste i masowe drony coraz bardziej upodobniają się do klasycznych rakiet manewrujących. Stając się większe, droższe i bardziej skomplikowane, przez co trudniejsze do masowej produkcji. Proste i masowe drony uderzeniowe nie stały się panaceum odmieniającym oblicze wojny. Zajmują niszę w całym skomplikowanym ekosystemie narzędzi wojny. Nie uczyniły tradycyjnych rakiet manewrujących czy balistycznych zbędnymi. Będą funkcjonowały obok, jak wyraźnie pokazuje ewolucja rosyjskich ataków na Ukrainę. Te aktualne są coraz bardziej złożonymi operacjami wykorzystującymi całe spektrum narzędzi, od prostych Gieranii-2 i jeszcze prostszych wabików Gerbera, przez bardziej skomplikowane drony odrzutowe, po mające dosięgać najcenniejszych celów rakiet balistycznych Iskander i manewrujących Ch-101.
Pozostaje mieć nadzieję, że tworząc wymagania dla systemu antydronowego San, polskie wojsko uwzględniło możliwość tego rodzaju szybkiej ewolucji rosyjskich dronów. Został bowiem wymyślony na szybko po wtargnięciach prostych Gerber i Gierań-2 nad Polskę w 2025 roku. W tym roku został on zamówiony w ramach mechanizmu SAFE za 15 miliardów złotych. Pierwsze dostawy mają być w końcówce tego roku. Akurat kiedy Rosjanie znacząco zmniejszą rolę Gerberów i Gieranii-2, zwiększając akcent na szybsze, większe i latające wyżej Gierań-4 i -5.
Źródło: gazeta.pl
