Prawda o froncie ginie w propagandzie. Jest przewaga Rosjan, ale to niecały obraz

Po miesiącach bez większych sukcesów rzeczywistość na froncie mija się już drastycznie z oficjalnymi mapami publikowanymi przez Rosjan. Zwłaszcza w miejscach, gdzie Ukraińcom udało się coś odbić. Do optymizmu jednak daleko. Ukraińskie mapy też są z innej rzeczywistości.

Tym priorytetem jest zajęcie całego obwodu donieckiego. Tak, aby Kreml mógł ogłosić faktyczne opanowanie tego, co już lata temu jednostronnie anektował. Dlatego ten obszar jest ewidentnym priorytetem rosyjskiego dowództwa i tam są skoncentrowane największe siły. Przekłada się to na powolny, ale nieubłagany postęp na kluczowych dla Rosjan kierunkach. Ukraińcy ze swojej strony kontratakują na drugorzędnych dla rosyjskiego wojska odcinkach i tam też mają sukcesy. W ostatecznym rozrachunku zmiany w kontroli terenu pozostają bardzo skromne.

Równoległe rzeczywistości

Dokładne podawanie kto ile kilometrów kwadratowych zajął lub odbił, robi się jednak coraz trudniejsze. Nie tylko z powodu rozległej szarej strefy na styku obu wojsk, która już od lat jest wyznaczona przez zasięgi najbardziej powszechnych prostych dronów FPV, czyniących życie niezwykle trudnym i ryzykownym w odległości kilkunastu kilometrów od miejsca startu. Obie strony się do tego przystosowały, działając w niej niemal zawsze niewielkimi rozproszonymi grupami. Te często się w terenie mijają. Zwłaszcza Rosjanie od lat stosujący taktykę infiltracji potrafią znaleźć się daleko za czymś, co wydaje się przybliżonym przebiegiem linii frontu. Ukraińcy opisują incydenty, kiedy niewielkie grupy rosyjskich infiltratorów docierają kilkanaście kilometrów w głąb czegoś, co na mapach teoretycznie jest terenem kontrolowanym przez wojsko Ukrainy. Pod koniec sierpnia Ukraińcy donosili o incydencie w rejonie Drużkiwki na priorytetowym dla Rosjan odcinku w Donbasie. Ich mała grupa infiltracyjna miała zaskoczyć ukraiński zespół operatorów dronów i ich zabić na pozycji znajdującej się kilkanaście kilometrów za linią kontaktu. Rzadki incydent pokazujący jak porowata jest umowna linia frontu. Operatorzy dronów są najcenniejszym zasobem dla obu stron i zazwyczaj znajdują się we względnie bezpiecznej strefie.

Na ten fakt niepewności kto gdzie jest, nakłada się wojna informacyjna prowadzona przez obie strony. Ukraińcy systemowo ukrywają swoje kontrataki. Opisywaliśmy szczegółowo ten mechanizm w sierpniu, pisząc o postępach lokalnej kontrofensywy w rejonie Łymania. W skrócie Ukraińcy nie chwalą się sukcesami, więc rosyjski system dowodzenia udaje, że ich nie zauważa, aby nie przyznać się do porażki wobec Moskwy. Przez to rosyjskie lokalne oddziały nie otrzymują takiego wsparcia, jakie im potrzebne. Oficjalnie nie mają przecież problemu. Przekłada się to jednak na daleko posuniętą ciszę informacyjną na wybranych odcinkach frontu. Ukraińcy starają się też tak długo, jak to możliwe ukrywać faktyczną utratę terenu. Miejscami różnica pomiędzy mapami pro-ukraińskich blogerów, a nawet tych względnie neutralnych, sięga kilkunastu kilometrów.

Z drugiej strony Rosjanie oficjalnie żyją w rzeczywistości alternatywnej. Praktyka „machania flagami”i „zwycięstw na kredyt” rozrosła się do ogromnego stopnia. W tym przypadku chodzi o to, że lokalni rosyjscy dowódcy są nieustannie głodni sukcesu, za który mogą dostać pochwały i nagrody. Do tego mają narzucone normy do wykonania. Czyli dotrzeć do danej wsi w takim to a takim okresie. Kiedy realnie nie są w stanie tego zrobić, tworzą rzeczywistość alternatywną. Zespół kilku infiltratorów dotrze do wsi X i zamacha rosyjską flagą do drona obserwacyjnego? Wieś oficjalnie zdobyta. Nieważne, że jeszcze tego samego dnia odcięci od wsparcia infiltratorzy zostali zabici przez ukraińskie drony. Jutro muszą pójść kolejni, ale tym razem już bez wsparcia artylerii, bo jak to tak prosić o obłożenie ogniem zdobytej wsi. Ukraińcy kontratakowali i coś odbili? Oficjalnie nic takiego się nie stało. Każdego dnia w ten sposób rośnie kłamstwo.

Można je dobrze zobaczyć na oficjalnej mapie „Specjalnej Operacji Wojskowej” na stronie państwowej agencji prasowej RIA Novosti. Według niej Rosjanie zajęli już na przykład miasteczko Swiatohirśk na północ od kluczowego Słowiańska. Wspomniał o tym sam Władimir Putin podczas swojej konferencji prasowej 1 września. Tymczasem według właściwie wszystkich map, nawet tych robionych przez rosyjskich blogerów, faktyczne pozycje ich wojska są jakieś 12 kilometrów na wschód. Co więcej, jest to rejon wspomnianego Łymania, gdzie to Ukraińcy idą naprzód i niedługo te 12 kilometrów to może być 26 kilometrów. Być może już nawet tak jest. Na mapie RIA Novosti Rosjanie nie stracili też nigdy kontroli nad centrum Kupiańska, które Ukraińcy w większości odbili jesienią 2025 roku i teraz ponownie powoli tracą. Nie zauważono też całej ukraińskiej kontrofensywy w rejonie Wiełykiej Nowosiłki trwającej od zimy, która do dzisiaj zaowocowała odbiciem setek km2 terenu. Przykłady można mnożyć. Ukraińcy podobnej oficjalnej mapy nie mają, ale najbardziej zbliżona do niej mapa grupy DeepStateUA, w wielu miejscach też znacząco różni się od tych prezentowanych przez bardziej wyważonych blogerów.Rosjanie idą naprzód, ale mają deficyt ludzi

Istnieją jednak pewne nieliczne miarodajne źródła informacji. Według obliczeń polskiej firmy analitycznej Rochan Consulting, Rosjanie skończyli sierpień z wynikiem 132 km2 na plusie. Faktycznie zajęli więcej, dobrze ponad 200 km2, ale jednocześnie Ukraińcy odbili około 100 km2. Najwięcej w rejonie Łymania i Wiełykiej Nowosiłki, gdzie już od miesięcy prowadzą swoje lokalne i powolne kontrofensywy. Rosjanie największe sukcesy mają na swoim priorytetowym kierunku donieckim. Do tego mniejsze na Zaporożu (pierwsze od dawna istotne sukcesy w rejonie miasta Orichiw) i przy granicy w obwodach charkowskim oraz sumskim. Bardzo zbliżony rezultat pokazują wyliczenia fińskiej Blackbird Group. Amerykański Institute for the Study of War (ISW) podaje wartość 125 km2, z czego 90 km2 czegoś, co Amerykanie określają jako pewne i skonsolidowane zdobycze, reszta to obszary z obecnością Rosjan. Dla odmiany prorosyjski bloger „Creamy_Caprice” przyznał Rosjanom 219 km2. Proukraińska DeepStateUA z nieznanego powodu nie opublikowała swojego tradycyjnego miesięcznego podsumowania.Podane wartości nie różnią się jakoś drastycznie. Sierpień był kolejnym miesiącem bez poważniejszych zmian w przebiegu linii frontu. W zimie Rosjanie stracili wyraźną przewagę, którą mieli przez cały 2025 i większość 2024 roku. Skończyły się miesięczne zyski w rejonie 500 km2, przy praktycznie całkowitej pasywności Ukraińców. Teraz miesiąc w miesiąc konflikt jest bardziej wyrównany, choć ciągle ze wskazaniem na Rosjan. Zwłaszcza na priorytetowym dla nich Donbasie. Tempo postępów jest jednak tak powolne, że zajęcie kluczowych dla nich sąsiednich miast Kramatorsk i Słowiańsk, to odległa perspektywa 2027 roku. Choć prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski twierdzi, że Władimir Putin oczekuje tego rezultatu już do końca 2026 roku. Jest to jednak absolutnie nierealne, z wyjątkiem sytuacji, kiedy nagle z jakiegoś powodu wojsko ukraińskie się załamie.

Nic takiego się jednak nie zapowiada. Sytuacja sił zbrojnych Ukrainy jest niezmiennie trudna przez niedostatek ludzi, problemy z dowodzeniem i szkoleniem oraz brakiem odpowiedniego potencjału do obrony przed rosyjskim lotnictwem. To już jednak coś stałego. Przy czym być może mianowanie pod koniec lipca na stanowisko głównodowodzącego generała Mychajło Drapatego poprawi kwestię dowodzenia oraz szkolenia. Po upływie ponad miesiąca widać, że nie próbuje on robić żadnych rewolucji, ale raczej ostrożną ewolucję. Na przykład na kluczowym odcinku obrony w obwodzie donieckim pod koniec sierpnia zmienił system dowodzenia przez stworzenie dwóch lokalnych dowództw, odpowiadających każde za mniej więcej połowę tego odcinku frontu. Ich dowódcami zostali uznawani za skutecznych generałowie I Korpusu Azow i III Korpusu Armijnego, którzy dotychczas dobrze się sprawdzili na swoich odcinkach właśnie w Donbasie.

Rosjanie tymczasem zmagają się ze swoimi własnymi problemami. Głównie takim, że narzucone politycznie tempo ofensywy, przy realiach frontowych z masowym użyciem dronów, nieuchronnie prowadzi do stałych wysokich strat wśród piechoty. Ukraińcy twierdzą, że przez lato udaje im się eliminować po nawet 40 tysięcy Rosjan miesięcznie (zabijać i poważniej ranić). Nawet jeśli założyć zawyżanie tej statystyki, to przy rekrutacji szacowanej przez eksperta Janisa Kluge na około 30 tysięcy miesięcznie, rosyjskie wojsko może z trudem wychodzić na zero, albo być nawet na minusie. Tak twierdził pod koniec sierpnia anonimowy rozmówca brytyjskiego dziennika „The Guardian”, określony jako „zachodni urzędnik”. Według niego aktualnie Rosjanie mają deficyt około 6 tysięcy ludzi miesięcznie. Oznacza to, że rośnie presja na albo jakąś formę przymusowej mobilizacji, albo zmianę strategii. Być może nastąpi to po wyborach do Dumy 20 września. Choć w Rosji to aktualnie głównie inscenizacja, to o istotnym znaczeniu wizerunkowym dla reżimu.

Źródło: gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com