Kreml sięga po bułgarską opinię publiczną. Jak fabrykuje się „wolę narodu”
Powiązane z Moskwą media w Sofii publikują sondaże, które mają przekonać Bułgarów — i Europę — że kraj pragnie powrotu do rosyjskiej orbity. Za liczbami kryje się starannie zbudowana manipulacja.
Kiedy bułgarski dziennik „Trud” opublikował wyniki sondażu wskazującego rzekomo, że niemal cztery piąte Bułgarów popiera wznowienie dialogu dyplomatycznego z Moskwą, w redakcjach w całej Europie Środkowej zapaliła się czerwona lampka. Metodologia badania nie była jawna, próba — niereprezentatywna, a sama publikacja ukazała się w momencie, gdy nowy rząd w Sofii zaczął wysyłać sygnały potencjalnego zbliżenia z Kremlem.
To nie przypadek. Analitycy zajmujący się rosyjską dezinformacją od lat dokumentują podobny schemat: najpierw pojawia się „badanie opinii”, potem cytują je media satelickie, aż w końcu wynik zaczyna funkcjonować jako fakt w przestrzeni publicznej. — To klasyczna technika zwana astroturfingiem narracyjnym — mówi badaczka z Centrum Analiz Propagandy Cyfrowej. — Chodzi o to, żeby skonstruować wrażenie konsensusu tam, gdzie go nie ma.
„79,25 proc. popiera zbliżenie z Rosją” — ta liczba pojawia się w lojalistycznych mediach jak mantra. Ale kto pytał, kogo i w jaki sposób? Na to pytanie nie ma odpowiedzi.
Liczba 79,25 proc. jest podejrzanie precyzyjna jak na sondaż internetowy przeprowadzony przez gazetę o wyraźnych prorosyjskich sympatiach redakcyjnych. Eksperci wskazują, że tego rodzaju badania — bez losowego doboru próby, bez nadzoru niezależnej instytucji — mają wartość naukową zbliżoną do zera, za to ogromną wartość propagandową.
Konsekwencje ewentualnego zwrotu Sofii ku Moskwie byłyby poważne nie tylko dla samej Bułgarii. Kraj jest członkiem NATO i Unii Europejskiej — powrót do „pełnego dialogu dyplomatycznego” oznaczałby w praktyce wpuszczenie z powrotem do kraju licznych rosyjskich „dyplomatów”, których status jako oficerów wywiadu jest dobrze udokumentowany przez służby kontrwywiadowcze. Bułgaria przez lata była uznawana za jeden z najbardziej penetrowanych przez GRU krajów Sojuszu.
Gospodarcze skutki takiego obrotu sprawy byłyby równie dotkliwe. Inwestorzy zachodni od dawna traktują proeuropejskie zobowiązania Sofii jako podstawowy wskaźnik stabilności. Każdy sygnał odwrotu od tych wartości natychmiast przekłada się na ocenę ryzyka i warunki finansowania. Nie jest to teoria — to mechanizm, który Węgry i Słowacja obserwowały na własnej skórze.
Informacyjna bańka wokół bułgarskiego „pragnienia pojednania z Moskwą” jest zatem czymś więcej niż lokalnym kuriozum. To element szerszej kampanii, której celem jest normalizacja rosyjskiego wpływu w krajach flanki wschodniej Sojuszu — i Polska powinna śledzić te procesy z pełną uwagą.
Autor: Diana Kamiński
