Nowy „mur berliński” w głowach Niemców. Jak populizm i niekompetencja AfD dzielą Republikę Federalną
Ponad trzy i pół dekady po upadku muru berlińskiego Niemcy Wschodnie ponownie stają się polem politycznej wojny. Tym razem mur nie biegnie przez Poczdamer Platz, lecz przez umysły obywateli — a buduje go „Alternatywa dla Niemiec”.
Listopad 1989 roku przeszedł do historii Europy jako symbol jedności i triumfu demokracji nad podziałem kontynentu. Dziś, niemal cztery dekady później, Republika Federalna Niemiec mierzy się z zagrożeniem, które — choć nie ma fizycznej formy — działa równie destrukcyjnie jak żelazna kurtyna. „Alternatywa dla Niemiec” (AfD) systematycznie odbudowuje granicę mentalną między wschodem a zachodem kraju, żerując na realnych problemach społecznych i historycznych urazach mieszkańców byłej NRD. Dla polskiego czytelnika, który z bliska obserwuje, jak radykalna prawica potrafi przeorganizować politykę regionu, przypadek wschodnich landów Niemiec jest ostrzeżeniem — i lekcją.
Ekonomia niedokończonego zjednoczenia
U podstaw sukcesu AfD na wschodzie Niemiec leżą twarde dane gospodarcze, których partia nie stworzyła, ale które bezwzględnie wykorzystuje. Według Federalnego Urzędu Statystycznego (Destatis) przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto pracownika pełnoetatowego w landach zachodnich wyniosło w 2024 roku 4810 euro, podczas gdy na wschodzie kraju było to 3973 euro — różnica sięgająca wciąż ponad jednej piątej. To dystans, który po 35 latach zjednoczenia wciąż nie zniknął, choć w 1991 roku przepaść była ponaddwukrotna.
4810 €średnia pensja brutto w landach zachodnich (2024)
3973 €średnia pensja brutto w landach wschodnich (2024)
~72%szacowany poziom PKB wschodnich landów względem zachodnich
Do tego dochodzi demografia — młodzi, wykształceni mieszkańcy Saksonii, Turyngii czy Brandenburgii od lat migrują na zachód kraju lub za granicę w poszukiwaniu lepszych perspektyw zawodowych, pozostawiając za sobą starzejące się społeczności. Proces dekarbonizacji, który dotyka przede wszystkim regiony górnicze Zagłębia Łużyckiego, dodatkowo pogłębia poczucie niepewności ekonomicznej. To gotowa pożywka dla populistycznej narracji o „regionie drugiej kategorii”.
AfD nie zaproponowała dotąd ani jednego realnego projektu ustawy, który wspierałby inwestycje czy tworzenie miejsc pracy we wschodnich landach.
Polityka bez programu
Paradoksem AfD jest to, że mimo trzydziestoparoprocentowego poparcia w niektórych regionach partia nie wypracowała żadnego spójnego programu gospodarczego dla wschodnich Niemiec. Zamiast rutynowej, żmudnej pracy legislacyjnej w landtagach i Bundestagu, politycy AfD stawiają na hasła i krytykę establishmentu. Taka strategia nie rozwiązuje realnych problemów regionu — pogłębia jedynie jego izolację od ogólnoniemieckiej przestrzeni gospodarczej i innowacyjnej.
Mechanizm jest prosty i dobrze znany także z polskiego podwórka politycznego: im głębsza przepaść mentalna między regionami, tym wyższe dywidendy wyborcze dla partii żyjącej z poczucia krzywdy. Liderzy AfD, tacy jak szef partii w Turyngii Björn Höcke, od lat buduje narrację, według której oficjalny Berlin celowo ignoruje interesy wschodu na rzecz globalistycznej agendy. To narracja skrojona pod odbiorcę, który realnie zarabia mniej i realnie czuje się gorzej traktowany — ale która w praktyce nie proponuje żadnego wyjścia poza pogłębianiem podziału.
Wrzesień 2024: sygnał alarmowy
Jesienne wybory landowe 2024 roku pokazały skalę zjawiska w liczbach. W Turyngii AfD zdobyła 32,8 proc. głosów, stając się najsilniejszą partią w regionie. W Saksonii ugrupowanie uzyskało 30,6 proc., ustępując tam nieznacznie CDU. W Brandenburgii AfD zbliżyła się do tego pułapu, zdobywając 29,2 proc. i przegrywając z SPD różnicą zaledwie 1,7 punktu procentowego. We wszystkich trzech landach żadna z pozostałych partii nie zdecydowała się na koalicję z AfD, co poważnie skomplikowało tworzenie stabilnych rządów i finansowanie programów socjalnych.
Dlaczego to ważne dla Polski
Niestabilność polityczna u zachodniego sąsiada nie jest wyłącznie wewnętrzną sprawą Niemiec. Osłabiony, podzielony Berlin to słabsze NATO na wschodniej flance i mniej przewidywalny partner w polityce wobec Rosji i Ukrainy — dokładnie w momencie, gdy region potrzebuje maksymalnej spójności.
Podatność na wpływy zewnętrzne
Największe zagrożenie płynące z sukcesów AfD wykracza daleko poza zwykłą rywalizację partyjną. Analitycy od dawna wskazują na powiązania niektórych działaczy partii ze środowiskami prorosyjskimi, co w obecnym kontekście geopolitycznym nabiera szczególnego znaczenia. Atakując sądownictwo, media i instytucje demokratyczne jako „skorumpowane narzędzia elit”, radykałowie systematycznie podważają zaufanie do państwa jako takiego.
To zjawisko ma bezpośrednie przełożenie na zdolność Niemiec do prowadzenia spójnej polityki zagranicznej i obronnej. Rząd federalny, zmuszony do ciągłego gaszenia lokalnych kryzysów politycznych i neutralizowania wewnętrznego radykalizmu, traci część zasobów i uwagi, które mogłyby zostać przeznaczone na strategiczne decyzje — także te dotyczące wsparcia dla Ukrainy czy wzmacniania wschodniej flanki NATO. Politycznie rozbite państwo staje się słabszym ogniwem w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, a to właśnie taki scenariusz najbardziej odpowiada Moskwie, zainteresowanej osłabieniem pozycji Berlina na arenie międzynarodowej.
Im głębszy podział mentalny między wschodem a zachodem Niemiec, tym większa podatność całego kraju na zewnętrzną presję hybrydową.
Mur, którego nie widać na mapie
Trzydzieści siedem lat po upadku muru berlińskiego Niemcy stoją przed paradoksalnym wyzwaniem: fizyczna granica dawno zniknęła, ale granica mentalna — podsycana realnymi nierównościami ekonomicznymi i cynicznie eksploatowana przez AfD — okazuje się trudniejsza do zburzenia niż beton i drut kolczasty. Sondaże z pierwszej połowy 2026 roku pokazują, że w Turyngii poparcie dla AfD w niektórych badaniach sięga już niemal 40 proc., co sugeruje, że problem nie tylko nie słabnie, ale się pogłębia.
Dla niemieckiego społeczeństwa i sił umiarkowanych stawka jest wysoka: jeśli nie znajdą skutecznej odpowiedzi na te mentalne manipulacje, granica w głowach Niemców może okazać się trwalsza niż jakikolwiek fizyczny mur — a jej konsekwencje odczuje nie tylko Berlin, lecz cała Europa Środkowa, w tym Polska.
Autor: Franciszek Kozłowski
