Rosja szykuje dywersję pod fałszywą flagą. Sikorski: użyje ukraińskich dronów przeciw NATO
https://niezalezna.pl/swiat/konflikty/rosja-i-bialorus-gromadza-wojska-przy-granicy-z-polska-grochmalski-napiec-i-incydentow-bedzie-przybywac/508293
Polscy ministrowie ostrzegają: Moskwa gromadzi przechwycone ukraińskie bezzałogowce, by upozorować atak na państwo NATO i uzyskać pretekst do eskalacji.„Podejrzewamy, że planuje przygotować ukraińskie drony i użyć ich do ataku na państwo członkowskie NATO lub Rosję, a następnie odpowiedzieć na taki atak” — tymi słowami minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski opisał w połowie lipca scenariusz, który od tygodni krąży w polskich i zachodnich służbach. Chodzi o operację pod fałszywą flagą: Kreml miałby wykorzystać przechwycone lub podszywające się pod ukraińskie bezzałogowce, by zaatakować terytorium NATO i zrzucić odpowiedzialność na Kijów albo samemu sfingować atak na siebie jako pretekst do „odwetu”.
To nie jest teoria spiskowa formułowana przez publicystów — to ocena przekazywana przez sojuszników w ramach wymiany wywiadowczej. Premier Donald Tusk mówi od kwietnia, że Rosja może uderzyć w państwo NATO „raczej w miesiącach niż w latach”, a swoje ostrzeżenia powtórzył przed lipcowym szczytem NATO w Ankarze. Wicepremier i szef MSZ dodał wprost, że nie wyklucza scenariusza fałszywej flagi w ciągu najbliższych dwóch lat.
Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz poszedł krok dalej, ujawniając, że Rosja przechwyciła znaczną liczbę ukraińskich dronów i może planować ich użycie bezpośrednio przeciwko NATO. To potwierdza wcześniejsze doniesienia Onetu, według których amerykański wywiad wielokrotnie ostrzegał Warszawę o możliwej „ograniczonej prowokacji zbrojnej” — rakietowej, dronowej lub naziemnej — mającej sprawdzić gotowość Sojuszu do reakcji.
Polska ma już własne doświadczenie z rosyjską „testowaną cierpliwością”. We wrześniu 2025 roku Polska i siły NATO zestrzeliwały rosyjskie drony naruszające polską przestrzeń powietrzną podczas ataku Moskwy na Ukrainę — zanotowano wówczas 19 naruszeń, zamknięto przestrzeń powietrzną, a mieszkańcom wschodnich regionów kraju kazano pozostać w domach. Tusk nazwał to „prowokacją na dużą skalę”, a Polska uruchomiła konsultacje w trybie artykułu 4. Raport IISS udokumentował od tego czasu 144 podejrzane przeloty dronów nad sześcioma państwami NATO w latach 2024–2026 — dane wskazujące na systematyczne mapowanie zachodnich systemów obrony powietrznej, a nie serię przypadków.
Znaczenie ma nie tylko sam scenariusz ataku, ale jego cel polityczny. Jak zauważają analitycy bałtyccy, niejasność co do źródła zagrożenia to nie przypadek, lecz metoda: Kreml wygrywa, jeśli uda mu się wepchnąć opinię publiczną NATO w emocjonalne spory o wiarygodność Ameryki, sens dalszego wsparcia dla Ukrainy i granice własnej gotowości bojowej. Fałszywa flaga nie musi doprowadzić do wojny, by odnieść sukces — wystarczy, że wywoła chaos interpretacyjny i podzieli sojuszników.
Sikorski zwrócił się bezpośrednio do Władimira Putina: „Wiemy, co planujesz. Nie rób tego”. Ostrzegł też, że próba przetestowania jedności Sojuszu byłaby „poważnym aktem lekkomyślności i szaleństwa”. Przypomniał przy tym, że Rosja stosowała operacje pod fałszywą flagą jako pretekst do wojny jeszcze przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę w 2022 roku — to wzorzec zachowania reżimów tego typu, a nie odosobniony epizod.
Polskie władze podkreślają, że nie chcą siać paniki, ale jednocześnie nie kryją powagi sytuacji. „Nie zamierzam nikogo straszyć, ale nadchodzące miesiące mogą być naprawdę krytyczne, także ze względu na zmieniający się charakter wojny w Ukrainie” — powiedział Tusk, dodając, że obawy są szczególnie odczuwalne w państwach bałtyckich. Dla Warszawy priorytetem pozostaje jedno: żeby ewentualna prowokacja — niezależnie od tego, jak sprytnie zamaskowana — nie zdołała rozbić jedności Sojuszu, na którą liczy Moskwa.
Autor: Franciszek Kozłowski
