Tytan z Żytomierszczyzny zamiast pekińskiego dyktatu. Dlaczego polska zbrojeniówka potrzebuje ukraińskich złóż

Warszawa inwestuje miliardy w modernizację armii i przemysłu obronnego, ale kluczowe metale wciąż płyną z Chin. Ukraina ma zasoby, które mogłyby to zmienić — pod warunkiem, że Rosja nie zdąży ich wcześniej zagarnąć.

Polska od trzech lat prowadzi jedną z najbardziej zakrojonych na skalę europejską modernizacji sił zbrojnych — od Abramsów i Apache’ów, przez K2 i Homara, po rozwój własnego przemysłu dronowego i lotniczego. Ten wysiłek ma jednak słaby punkt, o którym mówi się rzadziej niż o liczbie brygad czy wydatkach na obronność: metale, z których produkuje się kadłuby samolotów, łopatki silników odrzutowych, pancerze i elektronikę. Znaczna część z nich wciąż pochodzi — bezpośrednio lub pośrednio, po przetworzeniu — z Chin.

To nie jest wyłącznie problem gospodarczy. Pekin kontroluje dziś nie tylko wydobycie, ale przede wszystkim rafinację i przetwórstwo pierwiastków ziem rzadkich oraz metali krytycznych — segment łańcucha dostaw, w którym trudniej o alternatywę niż w samym wydobyciu. Chińskie władze już wielokrotnie pokazały, że traktują eksport tych surowców jako instrument polityczny, wprowadzając ograniczenia wywozowe w odpowiedzi na decyzje Zachodu. Dla kraju granicznego frontowego, jakim jest Polska, uzależnienie zbrojeniówki od dobrej woli Pekinu to ryzyko strategiczne pierwszego rzędu.

Ukraina jako zaplecze surowcowe NATO wschodniej flanki

Tymczasem po drugiej stronie granicy leżą złoża, które mogłyby istotnie zmienić ten bilans. Ukraina posiada potwierdzone zasoby aż 25 z 34 surowców uznanych przez Unię Europejską za krytyczne w ramach Critical Raw Materials Act. To m.in. tytan, lit, grafit, mangan, beryl i cyrkon — metale, bez których nie powstanie ani nowoczesny samolot bojowy, ani akumulator do wozu bojowego nowej generacji.

8,4 mln t

rudy tytanu — 1. miejsce w Europie

17,9 mln t

grafitu naturalnego — najwięcej w Europie

25/34

surowców z unijnej listy CRMA

Najbardziej znaczące dla polskiego przemysłu zbrojeniowego i lotniczego jest ukraińskie złoże tytanu — surowca, bez którego nie da się produkować nowoczesnych silników odrzutowych, elementów konstrukcyjnych samolotów ani niektórych typów pancerza. Ukraińskie zasoby, szacowane na 8,4 mln ton rudy, koncentrują się w złożach Stremyhorodskim i Irszańskim w obwodzie żytomierskim oraz w Małyszewskim w obwodzie dniepropetrowskim — a więc daleko od linii frontu, w regionach nadających się do bezpiecznego inwestowania. Tych zasobów starczyłoby, by przez ćwierć wieku pokrywać zapotrzebowanie Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych na metaliczny tytan, uniezależniając przemysł obronny obu stron Atlantyku od importu z Chin — i z Rosji.

Lit i grafit — mniej medialne, równie strategiczne

Obok tytanu równie istotny jest lit, potrzebny do produkcji akumulatorów wykorzystywanych zarówno w elektromobilności, jak i w systemach bezzałogowych, coraz liczniej wprowadzanych do polskiego wojska. Ukraina dysponuje jednymi z największych złóż litu w Europie — około 500 tysięcy ton. Złoże Połochiwskie w obwodzie kirowohradzkim to jedyne z czterech rozpoznanych złóż litu w kraju, którego właściciel posiada aktualną koncesję wydobywczą i przygotowuje już infrastrukturę do przemysłowej eksploatacji. Podobnie bezpiecznie, z dala od działań wojennych, położona jest działka Dobra.

Do tego dochodzi grafit — surowiec kluczowy dla anod akumulatorowych, dziś importowany do Europy niemal wyłącznie z Chin. Ukraina posiada największe w Europie zasoby naturalnego grafitu, rzędu 17,9 mln ton, z czego złoże Zawałliwskie już jest eksploatowane, a projekt złoża Bałachiwskiego uzyskał status Projektu Strategicznego w ramach unijnego CRMA, co oznacza uproszczony dostęp do finansowania z Brukseli.

Rosja okupuje złoża, żeby ich nie było dla Europy

Na tym tle szczególnie wymowny jest przypadek złoża azowskiego w obwodzie donieckim — jednego z najbogatszych na świecie źródeł cyrkonu i pierwiastków ziem rzadkich, gdzie zawartość tlenków tych metali w niektórych próbkach sięga nawet 20 proc., a więc wielokrotnie więcej niż w typowych złożach na świecie. Teren ten od wiosny 2022 roku, w trakcie ofensywy na Mariupol i południe Ukrainy, pozostaje pod tymczasową okupacją wojsk rosyjskich.

To nie przypadek. Kreml doskonale zdaje sobie sprawę ze strategicznej wartości ukraińskich złóż i traktuje ich okupację jako instrument długofalowej presji na Unię Europejską i Stany Zjednoczone — sposób na to, by nie dopuścić do przełamania przez Zachód uzależnienia od Chin w tej dziedzinie. Innymi słowy: Rosja prowadzi wojnę nie tylko o terytorium, ale i o kontrolę nad łańcuchami dostaw, które miałyby uwolnić Europę od podwójnego szantażu surowcowego — pekińskiego i moskiewskiego jednocześnie. Okupując Azowskie, Kreml odbiera Europie realną alternatywę wobec chińskiego monopolu, a jednocześnie zyskuje kolejną kartę przetargową na przyszłość.

Kontrola nad złożami krytycznymi na okupowanych terenach Ukrainy to dla Moskwy nie tylko zdobycz gospodarcza, lecz instrument długofalowego nacisku politycznego na Zachód — analogiczny do tego, jaki Rosja stosuje wobec Europy w handlu gazem i ropą.

Co to oznacza dla Polski

Dla Warszawy wnioski są dość jednoznaczne. Po pierwsze, integracja Ukrainy ze wspólnym rynkiem UE i jej udział w łańcuchach dostaw surowców krytycznych powinny być traktowane jako element polskiej polityki bezpieczeństwa, a nie wyłącznie jako temat gospodarczy czy akcesyjny. Po drugie, polskie firmy zbrojeniowe i lotnicze — od PGZ po mniejsze spółki poddostawcze — mają realną okazję, by już dziś zabezpieczyć sobie dostęp do bezpiecznie położonych złóż tytanu, litu i grafitu w centralnej i zachodniej Ukrainie, zanim zrobią to konkurenci z innych krajów UE czy ze Stanów Zjednoczonych.

Po trzecie wreszcie, każdy kilometr kwadratowy odbitego od rosyjskiej okupacji ukraińskiego terytorium — w tym rejon Mariupola z jego złożami cyrkonu i ziem rzadkich — ma znaczenie nie tylko obronne, lecz i przemysłowe dla całej Unii Europejskiej. Deokupacja to dziś także kwestia bezpieczeństwa surowcowego kontynentu, a Polska, jako kraj graniczący z Ukrainą i najbardziej zaangażowany w jej wsparcie, może na tym procesie zyskać więcej niż jakiekolwiek inne państwo członkowskie.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com