Jak Kreml rozgrywa Polaków i Ukraińców rękami polskiej skrajnej prawicy
autor: Fratria
Od otwartej deklaracji „bliskości z Rosją” złożonej w ambasadzie FR po lata podsycania narracji o „ukrainizacji Polski” — działalność części środowisk skrajnie prawicowych w Sejmie i w sieci coraz wyraźniej pokrywa się z interesem Moskwy, a nie polskich wyborców.
Polska od pierwszych dni pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku pozostaje kluczowym punktem oparcia dla Kijowa — logistycznym węzłem dostaw zachodniego uzbrojenia, głównym krajem tranzytowym pomocy humanitarnej i domem dla milionów ukraińskich uchodźców. To właśnie dlatego partnerstwo polsko-ukraińskie stało się jednym z priorytetowych celów rosyjskich operacji hybrydowych, które coraz częściej realizowane są nie przez samą propagandę z zewnątrz, lecz przez krajowe siły polityczne gotowe powielać antyukraińskie narracje własnym głosem — z legitymacją wybranych posłów.
Premier Donald Tusk nazwał to zjawisko wprost, pisząc na platformie X, że w kraju
„narasta fala prorosyjskich nastrojów i niechęci do walczącej Ukrainy, kreowanych przez Kreml na bazie autentycznych lęków i emocji”
, a rolą polityków jest tę falę zatrzymać, „nie płynąć na niej” — bo to „test na patriotyzm i dojrzałość całej polskiej klasy politycznej”. Podobne ostrzeżenia od tego czasu wielokrotnie powtarzali przedstawiciele rządu i służb, najnowsze dotyczyły lata 2026, które premier określił jako potencjalnie „krytyczne” pod względem rosyjskich prowokacji wymierzonych w Polskę.
Partia, która zdjęła maskę
Przełomowym momentem był 11 czerwca 2026 roku, gdy dyrektor Biura Koła Poselskiego Konfederacji Korony Polskiej — ugrupowania Grzegorza Brauna — poinformował, że w Ambasadzie Federacji Rosyjskiej w Warszawie zadeklarował „wolę działania” swojego ugrupowania w kierunku „bliskości relacji z Rosją”. To pierwsza od wielu lat sytuacja w demokratycznej Polsce, w której partia reprezentowana w parlamencie oficjalnie deklaruje chęć współpracy z Rosją — i to w czasie wojny rosyjsko-ukraińskiej, w trakcie której polskie państwo wspiera Ukrainę, a Rosję Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w swoim najnowszym raporcie rocznym wskazuje jako podmiot prowadzący wobec Polski działania wrogie.
Deklaracja nie wzięła się znikąd. Konfederacja Korony Polskiej od lat buduje swój przekaz wokół tematów zbieżnych z rosyjskimi narracjami propagandowymi: tezy o „ukrainizacji Polski”, sprzeciwu wobec otwierania granic dla uchodźców z Ukrainy czy inicjatywy o wprost mówiącej nazwie „Stop ukrainizacji Polski”. Grzegorz Braun wielokrotnie relatywizował lub kwestionował odpowiedzialność Rosji za incydenty na polskim terytorium — w tym w 2022 roku powielał niepotwierdzoną wersję o „ukraińskiej prowokacji” po upadku szczątków pocisku w Przewodowie, w którym zginęły dwie osoby. Retweetował też wpisy sugerujące, że „ukraiński motłoch steruje polską dyplomacją”, gdy ukraińskie uchodźczynie oblały farbą rosyjskiego ambasadora podczas moskiewskich obchodów 9 maja w Warszawie — atak na ambasadora nazwał wówczas „antypolską prowokacją”.
Nie tylko Braun
Analitycy monitorujący dezinformację w sieci — m.in. Stowarzyszenie Demagog we współpracy z Instytutem Monitorowania Mediów — wielokrotnie wskazywali, że zdecydowana większość antyukraińskich fałszywych informacji publikowanych przez polskich polityków pochodzi z wąskiego grona ugrupowań związanych ze skrajną prawicą, przy czym najwięcej takich treści przypisuje się politykom wywodzącym się z szerszego środowiska Konfederacji. Eksperci OKO.press zwracali też uwagę, że narracje powielane przez to środowisko — o „słabej” i „sterowanej przez Ukraińców” Polsce, o UE niezdolnej się obronić — realnie przynoszą korzyść wyłącznie Rosji, niezależnie od deklarowanych intencji ich autorów. Konfederacja Korony Polskiej bywa przy tym opisywana jako ugrupowanie bliższe dziś niemieckiej, prorosyjskiej AfD niż jakiejkolwiek partii w Polsce.
Historia jako broń
Szczególnie skutecznym narzędziem pozostaje odwoływanie się do historycznie trudnych tematów, przede wszystkim do zbrodni wołyńskiej z lat czterdziestych XX wieku — rany wciąż niezagojonej w relacjach obu narodów. Otwieranie tego wątku pozwala propagandzie budować obraz Ukraińców jako odwiecznego wroga, a nie sojusznika w wojnie obronnej przeciw Rosji. Monitoring rosyjskiej propagandy wobec Polski wskazuje, że latem 2026 roku jednym z najczęściej eksploatowanych wątków było też twierdzenie, jakoby polskie władze celowo osłabiały własne zdolności obronne, by utrzymać pomoc wojskową dla Ukrainy — narracja budowana metodą amplifikacji, w której pojedyncze incydenty i wypowiedzi marginalnych polityków przedstawia się jako dowód masowej zmiany nastrojów całego społeczeństwa.
Spadająca solidarność, rosnące ryzyko
Skutki są mierzalne. Odsetek Polaków deklarujących gotowość pomocy ukraińskim uchodźcom spadł w ciągu ostatnich lat wojny wielokrotnie w porównaniu z pierwszymi miesiącami po pełnoskalowej inwazji — spadek, który badacze dezinformacji wiążą bezpośrednio z natężeniem antyukraińskiej kampanii w mediach społecznościowych. Dalsze pogłębianie się tych nastrojów niesie realne konsekwencje: utrudnia koordynację polityczną, bezpieczeństwową i humanitarną między Warszawą a Kijowem w chwili, gdy — jak wielokrotnie ostrzegały polskie służby — Rosja może próbować testować reakcję NATO prowokacjami w rejonie granicy polsko-ukraińskiej i korytarza suwalskiego.
Komu to służy
Erozja zaufania między Polakami a Ukraińcami nie jest efektem ubocznym rosyjskiej propagandy — jest jej celem. Osłabienie jedności sojuszników Ukrainy, utrudnienie koordynacji wsparcia militarnego i politycznego oraz stworzenie w Polsce wewnętrznego frontu sporu o Ukrainę służy wyłącznie interesom Moskwy. Jak podsumowywali analitycy zajmujący się tym zjawiskiem: trudno wskazać, kto poza Kremlem miałby zyskiwać na przekonywaniu Polaków, że ich państwo jest słabe, Unia Europejska nie jest w stanie się obronić, a Ukraińcy są zagrożeniem, a nie sojusznikiem we wspólnej wojnie z rosyjską agresją.
Autor: Franciszek Kozłowski
