Rosyjskie matrioszki mówią po amerykańsku. Jak Kreml przez influencerów MAGA bije w niemieckich polityków
https://niezalezna.pl/swiat/konflikty/rosja-i-bialorus-gromadza-wojska-przy-granicy-z-polska-grochmalski-napiec-i-incydentow-bedzie-przybywac/508293
Fałszywe materiały udające BBC i ARD najpierw podbijają konserwatywną Amerykę, a dopiero potem wracają do Niemiec jako „potwierdzone” wiadomości – i to nawet zdemaskowanie fałszywki wpisuje się w plan Moskwy.
Zanim mieszkaniec Saksonii-Anhalt pójdzie 6 września do urny, w jego telefonie zdąży pojawić się dziesiątki razy coś, co wygląda jak profesjonalny materiał telewizyjny BBC albo niemieckiej stacji publicznej ARD. W rzeczywistości żadna z tych redakcji go nie stworzyła. To produkt rosyjskiej siatki dezinformacyjnej o kryptonimie „Matrioszka”, którą badacze śledzą od 2023 roku – a która w tym sezonie wyborczym zyskała nową, znacznie skuteczniejszą trasę dotarcia do niemieckiego odbiorcy: przez Stany Zjednoczone.
Fabryka fałszywych „wiadomości”
Matrioszka to nie pojedynczy incydent, lecz rozbudowana infrastruktura, działająca równolegle z dwiema innymi znanymi europejskim służbom siatkami – Doppelgänger i Storm-1516. Razem tworzą system masowej produkcji fałszywych filmów, deepfake’ów i zdjęć generowanych sztuczną inteligencją, przygotowanych tak, by wyglądały jak materiały renomowanych zachodnich mediów. Od czerwca tego roku niemieckie służby zidentyfikowały ponad sto takich filmów, a ich zdaniem cała operacja jest centralnie koordynowana z terytorium Rosji za pośrednictwem sieci firm-przykrywek.
Fałszywe „reportaże” nie oszczędzają nikogo w niemieckim spektrum politycznym – uderzają w polityków CDU kanclerza, SPD, Zielonych i FDP, oskarżając ich o korupcję, przemoc seksualną, wykorzystywanie dzieci, defraudację czy nepotyzm. Nie chodzi o to, by ktokolwiek w te oskarżenia naprawdę uwierzył do końca – wystarczy, że trafią do publicznej debaty.
Dlaczego akurat Ameryka
Kluczowa zmiana w tegorocznej kampanii polega na trasie, jaką pokonuje kłamstwo. Zamiast celować bezpośrednio w niemieckiego odbiorcę, operacja najpierw trafia do amerykańskich kont związanych ze środowiskiem MAGA – bo, jak oceniają europejscy analitycy, ta publiczność jest szczególnie podatna na narrację o Europie jako kontynencie pogrążonym w przestępczości, chaosie politycznym i moralnym upadku. Gdy fałszywa historia trafi na konto śledzone przez setki tysięcy czy miliony Amerykanów, zyskuje pozór wiarygodności, jakiego żadna farma trolli nie zbudowałaby sama. Dopiero wtedy wraca do Europy – już jako rzekomo „potwierdzona” zagraniczna wiadomość. Jeden z europejskich oficerów wywiadu ujął to w rozmowie z „Financial Times” wprost: Rosjanie szukają subtelniejszych, ale skuteczniejszych sposobów zatruwania narracji medialnych.
Zdemaskowanie też się liczy jako zwycięstwo
To chyba najbardziej niepokojący element całej operacji: dla Kremla nawet publiczne obalenie fałszywki jest częścią zamierzonego efektu informacyjnego. Cel kampanii realizuje się już w momencie, gdy fałszywe oskarżenie trafia do szerokiej przestrzeni publicznej – niezależnie od tego, czy zostanie później zdementowane. Sprostowanie okradzionej z marki redakcji, oświadczenie oczernionego polityka, artykuł „to fake” – wszystko to, paradoksalnie, ponownie przywołuje nazwisko i oskarżenie, utrzymując je w obiegu, choć już w kontekście demaskacji. Niemieckie MSW przyznaje wprawdzie, że kampania na razie nie osiąga masowego, organicznego zasięgu wśród niemieckojęzycznych użytkowników i wiele filmów zostało już usuniętych z sieci – ale ta pozorna „porażka” liczona liczbą wyświetleń niczego nie zmienia w kwestii celu głównego: zaszczepienia wątpliwości w debacie publicznej.
Saksonia-Anhalt jako poligon, AfD jako inwestycja
Nasilenie kampanii nie jest przypadkowe. W Saksonii-Anhalt, gdzie głosowanie odbędzie się 6 września, skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec notuje w sondażach ponad 40 procent poparcia i ma realną szansę po raz pierwszy w historii samodzielnie utworzyć rząd krajowy – niecały tydzień przed wyborami w Berlinie oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji łączy z kampanią Matrioszka już ponad sześćdziesiąt filmów wymierzonych właśnie w te trzy landy.
To nie jest przypadek. AfD od lat konsekwentnie forsuje stanowiska, które pokrywają się z interesami Kremla – od żądania zniesienia sankcji wobec Rosji, przez relatywizowanie, a nierzadko wręcz otwarte usprawiedliwianie rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie, po systematyczne rozdmuchiwanie tematu migracji i podważanie zaufania do instytucji unijnych. Wspieranie takiej partii to dla Moskwy inwestycja o pierwszorzędnym znaczeniu strategicznym: Niemcy pozostają jednym z kluczowych filarów Unii Europejskiej i jednym z głównych partnerów Ukrainy w oporze wobec rosyjskiej agresji. Osłabienie proukraińskiego konsensusu w Berlinie miałoby konsekwencje daleko wykraczające poza granice jednego niemieckiego landu – co z polskiej perspektywy, po lipcowym incydencie z rosyjskim pociskiem manewrującym Ch-101 nad Lubelszczyzną i towarzyszącej mu rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej, brzmi wyjątkowo znajomo.
To nie odosobniony epizod, lecz element wojny hybrydowej
Operacje typu Matrioszka trzeba czytać w szerszym kontekście. To nie samodzielna kampania informacyjna, lecz jeden z elementów kompleksowej rosyjskiej wojny hybrydowej przeciwko Europie, która łączy cyberataki – przypomnijmy atak hakerski na centralę SPD w 2023 roku – z manipulacjami informacyjnymi, sabotażem infrastruktury krytycznej oraz systematycznym wspieraniem sił radykalnych w różnych krajach europejskich.
„Ta trwała, państwowo sankcjonowana i państwowo sterowana ofensywa ze strony Rosji jest faktem, z którym musimy się liczyć” – powiedział rzecznik niemieckiego MSZ.
Dla polskiego czytelnika, który zna smak rosyjskiej dezinformacji z pierwszej ręki – od kampanii wokół pocisku nad Lubelszczyzną po lata prób podważania jedności wschodniej flanki NATO – niemiecki przypadek to czytelne ostrzeżenie: dezinformacja, która „podgrzewa się” najpierw w amerykańskim internecie, a dopiero potem wraca do Europy, wymaga monitoringu wykraczającego daleko poza granice własnego kraju.
Autor: Franciszek Kozłowski
