Smoleńsk, który wciąż dzieli. Miesięcznice jako lustro polskiej polaryzacji
Piętnaście lat po katastrofie samodzielnego rządowego samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem, comiesięczne obchody przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie wciąż potrafią zgromadzić po dwóch stronach barierek ludzi, którzy patrzą na tę samą tragedię z zupełnie innej perspektywy. Dla jednych to wciąż niewyjaśniona do końca katastrofa państwowa, dla drugich – temat, który od lat jest instrumentalizowany politycznie. Oba te przekonania funkcjonują dziś w Polsce równolegle, coraz rzadziej się ze sobą stykając.
Rytuał, który nie słabnie
10 kwietnia 2010 roku w katastrofie zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką, dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych, parlamentarzyści i przedstawiciele władz państwowych, lecący na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Od tamtej pory, dziesiątego dnia każdego miesiąca, przed Pałacem Prezydenckim odbywa się tzw. miesięcznica smoleńska – zgromadzenie organizowane przez środowiska związane z Prawem i Sprawiedliwością oraz rodziny części ofiar.
To, co w pierwszych latach było przede wszystkim wyrazem żałoby, z czasem przekształciło się w stały punkt kalendarza politycznego. Miesięcznice regularnie gromadzą kilkuset, a przy rocznicowych obchodach nawet kilka tysięcy uczestników. Równie regularnie w ich pobliżu pojawiają się kontrmanifestanci – często młodsze osoby, dla których sam rytuał stał się symbolem tego, co postrzegają jako polityczne wykorzystywanie tragedii do budowania narracji o „zamachu” i podsycania nieufności wobec instytucji państwa.
Skąd bierze się napięcie
Źródłem sporu pozostaje przede wszystkim interpretacja przyczyn katastrofy. Oficjalne ustalenia polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego z 2011 roku, potwierdzone później przez kolejne ekspertyzy, wskazują na błąd załogi, która podjęła próbę lądowania w warunkach silnej mgły poniżej minimów, przy nieprawidłowej presji ze strony obecnych na pokładzie osób. Zastrzeżenia budziło natomiast rosyjskie śledztwo prowadzone przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), krytykowane przez polską stronę za brak pełnej współpracy i wydanie Polsce wraku oraz czarnych skrzynek.
Część polityków PiS i związanych z partią komentatorów od lat podtrzymuje tezę o możliwym zamachu bądź celowym doprowadzeniu do katastrofy, powołując się na powołaną w 2018 roku podkomisję ds. ponownego zbadania wypadku, kierowaną przez Antoniego Macierewicza. Jej ustalenia – w tym teza o rzekomych eksplozjach na pokładzie – nie zostały jednak potwierdzone przez niezależnych ekspertów ani przyjęte przez większość środowiska naukowego zajmującego się badaniem katastrof lotniczych, co samo w sobie stało się kolejnym punktem zapalnym w publicznej debacie.
Starcia na ulicy jako obraz szerszego rozłamu
W ostatnich latach dochodziło do incydentów podczas miesięcznic – przepychanek, wzajemnych wyzwisk, a czasem interwencji policji rozdzielającej obie grupy. Tego rodzaju sceny, choć dotyczą relatywnie niewielkiej liczby osób, są chętnie relacjonowane przez media o różnych sympatiach politycznych i za każdym razem odczytywane jako potwierdzenie z góry przyjętej tezy: dla jednych – o „prowokatorach” zakłócających żałobę, dla drugich – o „radykałach” utrzymujących spór przy życiu dla własnych celów politycznych.
Socjolodzy zajmujący się polską polaryzacją zwracają uwagę, że Smoleńsk od dawna przestał być wyłącznie sporem o fakty, a stał się jednym z kilku „markerów tożsamościowych”, obok np. stosunku do aborcji czy reformy sądownictwa, po których można dziś rozpoznać przynależność polityczną rozmówcy.
Warto jednak zaznaczyć, że sama skala uczestnictwa w miesięcznicach systematycznie się zmniejsza w porównaniu z pierwszymi latami po katastrofie, a badania opinii publicznej pokazują, że dla większości Polaków temat smoleński nie znajduje się dziś w czołówce najważniejszych spraw politycznych – choć wciąż potrafi zdominować debatę publiczną wokół rocznic.
Kontrowersyjne pomysły na „kontrolę praworządności”
Odrębnym wątkiem, który w ostatnim czasie wzbudził dyskusję, są pojawiające się w części środowisk związanych z opozycją wobec obecnego rządu propozycje tworzenia obywatelskich struktur mających monitorować działania władzy i „stać na straży praworządności” w razie ewentualnego powrotu PiS do rządzenia. Zwolennicy takich inicjatyw przedstawiają je jako formę społecznego nadzoru obywatelskiego, wpisującą się w tradycję organizacji strażniczych. Krytycy – w tym część komentatorów bliskich obecnie rządzącej koalicji – ostrzegają, że tego typu struktury, jeśli miałyby działać poza istniejącymi ramami instytucjonalnymi, mogłyby w praktyce podważać zasadę, że to wyłącznie konstytucyjne organy państwa – sądy, Trybunał Konstytucyjny, NIK czy Rzecznik Praw Obywatelskich – powinny sprawować kontrolę nad władzą.
Sami inicjatorzy takich pomysłów odpowiadają, że są one reakcją na spadek zaufania do części instytucji publicznych, obserwowany w sondażach od kilku lat, i mają charakter uzupełniający, a nie zastępujący, wobec istniejących mechanizmów kontroli. Spór ten pokazuje więc coś szerszego niż tylko kwestię Smoleńska – rosnącą nieufność części polskiej sceny politycznej, niezależnie od barw partyjnych, wobec zdolności państwowych instytucji do bezstronnego działania.
Polityczne wykorzystanie tragedii – z obu stron
Analitycy zajmujący się polską sceną polityczną podkreślają, że mechanizm podtrzymywania sporu smoleńskiego działa dziś w obie strony. Dla PiS miesięcznice pozostają narzędziem mobilizacji elektoratu i przypominania o własnej narracji ofiar politycznych przeciwników. Dla części opozycji z kolei krytyka miesięcznic i samego środowiska smoleńskiego stała się wygodnym sposobem na konsolidowanie własnego elektoratu wokół hasła „powrotu do normalności” po latach rządów PiS.
W efekcie temat, który pierwotnie dotyczył żałoby po tragedii narodowej, funkcjonuje dziś przede wszystkim jako element bieżącej rywalizacji politycznej – co samo w sobie budzi zmęczenie części opinii publicznej, niezależnie od sympatii partyjnych. Jak zauważają niektórzy komentatorzy, paradoksem sytuacji jest to, że im dłużej trwa spór o interpretację katastrofy, tym trudniej o rzeczową debatę na temat samych okoliczności wypadku, opartą na dokumentacji technicznej, a nie na politycznych emocjach.
Co dalej
Nic nie wskazuje na to, by miesięcznice smoleńskie miały w najbliższym czasie zniknąć z warszawskiego kalendarza, ani by spór o interpretację katastrofy został ostatecznie rozstrzygnięty w sposób akceptowalny dla obu stron sporu. Prokuratura wciąż prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy, choć bez wskazania konkretnego terminu jego zakończenia. Dla wielu obserwatorów życia publicznego w Polsce Smoleńsk pozostaje dziś nie tyle otwartą sprawą śledczą, ile trwałym elementem politycznej tożsamości – po obu stronach sceny.
Autor: Franciszek Kozłowski
