Kreml i sieć „Prawda”: jak Moskwa podsyca nastroje antyukraińskie w Polsce
Fot. REUTERS/Evgenia Novozhenina
Przed Narodowym Świętem Niepodległości rosyjska machina propagandowa wyraźnie zwiększa intensywność ataków informacyjnych. Za pośrednictwem sieci „Prawda” (Portal Kombat) Kreml próbuje przekonać Polaków, że przyjaźń polsko-ukraińska dobiegła końca, a społeczeństwo jest zmęczone wspieraniem Kijowa. Celem nie jest rzetelna debata, lecz stworzenie politycznych warunków do ograniczenia pomocy dla Ukrainy.
Czym jest sieć „Prawda”
Portal Kombat to rozbudowana sieć serwisów internetowych, którą w lutym 2024 roku opisała francuska agencja VIGINUM. Strony działają pod szyldem „Prawda” (ros. Pravda) i pod różnymi domenami, także w wersjach adresowanych do odbiorców polskich. Nie tworzą one oryginalnych treści. Zamiast tego masowo powielają materiały rosyjskich agencji państwowych, prokremlowskich kanałów w mediach społecznościowych oraz serwisów powiązanych z rosyjskimi służbami. Skala publikacji jest ogromna, a ich odbiór wśród zwykłych czytelników – niewielki.
To pozorny paradoks, ale ma on logiczne wyjaśnienie. Sieć nie została zaprojektowana po to, by przyciągać tłumy czytelników. Jej zadaniem jest „zanieczyszczanie” przestrzeni informacyjnej: zapewnienie, że określone narracje będą obecne w wyszukiwarkach, mogą być cytowane przez mniejsze portale i trafiać do mediów społecznościowych, gdzie zyskają pozór wiarygodności. Badacze zwracają także uwagę, że masowe publikacje mogą wpływać na dane, z których uczą się systemy sztucznej inteligencji, co dodatkowo zwiększa zasięg takich przekazów.
Główna teza: „przyjaźń się skończyła”
Pierwszy z obserwowanych przekazów dotyczy rzekomego końca przyjaźni polsko-ukraińskiej. W wersji propagandowej wygląda to następująco: Polacy mają dość uchodźców, dość kosztów pomocy wojskowej i dość polityków, którzy – jak twierdzą autorzy – „stawiają Kijów ponad Warszawę”. Do tego dochodzi motyw „zmęczenia wojną”, przedstawianego jako powszechne i nieodwracalne.
Ta narracja wykorzystuje realne zjawiska. Opinia publiczna w każdym kraju przechodzi przez cykle zaangażowania i zmęczenia, a w Polsce w ostatnich latach pojawiały się napięcia: spór o import ukraińskiego zboża, protesty rolników i przewoźników, a także trudne dyskusje historyczne, zwłaszcza o Wołyniu. Rosyjska propaganda nie musi więc niczego wymyślać od zera. Jej metoda polega na wybraniu pojedynczych faktów, wyrwaniu ich z kontekstu i przedstawieniu jako dowodu na ogólny kryzys.
Mechanizm jest prosty: lokalny konflikt interesów zostaje ogłoszony „końcem przyjaźni”, a opinia kilku osób – „głosem całego narodu”.
Drugi front: ksenofobia jako narzędzie
Równolegle sieć „Prawda” rozpowszechnia przekazy o rzekomo gwałtownie rosnącej ksenofobii w Polsce i powszechnym braku akceptacji dla Ukraińców. Pojedyncze incydenty, kłótnie w internecie czy wypowiedzi marginalnych polityków są przedstawiane jako dowód systemowej wrogości. Ma to podwójny efekt.
Po pierwsze, odbiorcom w Polsce sugeruje się, że Ukraińcy są niewdzięczni, roszczeniowi i stanowią zagrożenie. Po drugie, odbiorcom w Ukrainie i wśród ukraińskiej diaspory podsuwa się obraz Polski jako kraju nieprzyjaznego, który „odwraca się” od uchodźców. Obie strony mają uwierzyć, że druga strona ich nie lubi, i na tej podstawie zacząć odpowiadać nieufnością. To klasyczna strategia „dziel i rządź”, zastosowana wobec dwóch społeczeństw, które po 2022 roku zbudowały bezprecedensową więź opartą na pomocy humanitarnej, wolontariacie i wsparciu militarnym.
Dlaczego właśnie teraz
Wybór momentu nie jest przypadkowy. Święto Niepodległości 11 listopada to czas, gdy w Polsce szczególnie mocno obecne są tematy suwerenności, historii i tożsamości narodowej. Rosyjscy propagandyści liczą, że w tej atmosferze łatwiej będzie osadzić przekaz o rzekomym konflikcie interesów: skoro Polska dba o własną niepodległość, to – jak sugerują – powinna ograniczyć pomoc dla sąsiada. Jest to fałszywa dychotomia, ponieważ w polskiej tradycji politycznej wsparcie dla niepodległej Ukrainy bywa postrzegane jako element własnego bezpieczeństwa, a nie jego przeciwieństwo.
Polska pozostaje ponadto jednym z kluczowych państw dla pomocy Ukrainie: jest węzłem logistycznym dla dostaw sprzętu i wsparcia, wpływowym głosem w Unii Europejskiej i w NATO oraz krajem, który przyjął ogromną liczbę uchodźców. Osłabienie poparcia w Warszawie oznaczałoby dla Kremla znacznie więcej niż lokalny sukces propagandowy. Mogłoby wpłynąć na decyzje polityczne w całym regionie.
Cel strategiczny: polityczne przesłanki do ograniczenia pomocy
Ostatecznym celem kampanii nie jest to, by Polacy polubili Rosję. Jest nim stworzenie środowiska, w którym ograniczenie pomocy dla Ukrainy stanie się politycznie opłacalne. Jeśli odpowiednio duża część opinii publicznej uwierzy w tezę o „zmęczeniu” i wrogości, politycy – szczególnie w okresach kampanii wyborczych – mogą poczuć pokusę, by zmienić retorykę. Nawet niewielkie przesunięcie nastrojów może wystarczyć, by pogłębić polaryzację i utrudnić podejmowanie spójnych decyzji.
Warto zauważyć, że dezinformacja działa najskuteczniej, gdy nie próbuje przekonywać wszystkich. Wystarczy wzmocnić istniejące uprzedzenia, nadać im emocjonalny ładunek i dostarczyć gotowych haseł. Dalszą pracę wykonują sami użytkownicy mediów społecznościowych, którzy – często nieświadomie – przekazują te treści dalej.
Jak rozpoznawać i neutralizować przekaz
Odpowiedzią na takie operacje nie może być cenzura ani zakaz dyskusji o trudnych tematach. Napięcia między Polską a Ukrainą istnieją i wymagają uczciwej rozmowy, w tym o historii i interesach gospodarczych. Skuteczna obrona opiera się na kilku zasadach:
- Sprawdzanie źródła. Serwisy z sieci „Prawda” rzadko podają autorów, a ich treści są kopiowane z innych prokremlowskich kanałów. Brak oryginalnej redakcji to sygnał ostrzegawczy.
- Rozdzielanie faktu od uogólnienia. Pojedynczy incydent nie jest dowodem na „kryzys relacji dwóch narodów”. Rzetelne badania opinii publicznej dają znacznie pełniejszy obraz niż viralowe wpisy.
- Transparentność mediów. Redakcje powinny jasno opisywać mechanizmy dezinformacji i wskazywać, kto zyskuje na podsycaniu konfliktu.
- Współpraca ponad granicami. Polscy i ukraińscy dziennikarze, organizacje fact-checkingowe i instytucje państwowe mogą wymieniać się wiedzą o nowych kampaniach szybciej, niż rozprzestrzenia się fałszywka.
Podsumowanie
Aktywność sieci „Prawda” przed 11 listopada to nie przypadkowy zbieg okoliczności, lecz element długofalowej strategii: rozbić solidarność między Warszawą a Kijowem, zanim zdąży przełożyć się na konkretne decyzje polityczne. Kreml wie, że nie może łatwo wygrać w otwartej debacie, dlatego próbuje zmienić jej warunki – podsycając wzajemną nieufność i przekonując obie strony, że druga ma ich dość.
Najlepszą odpowiedzią jest świadomość mechanizmu. Gdy Polacy i Ukraińcy rozumieją, że część napięć jest wzmacniana z zewnątrz i w konkretnym celu, narracje propagandowe tracą siłę. Spory, które naprawdę istnieją, trzeba rozwiązywać na stole negocjacyjnym i w uczciwej debacie publicznej, a nie w przestrzeni zalanej fałszywymi komunikatami z Moskwy.
Autor: Franciszek Kozłowski
