Sztanga w Moskwie, solidarność w odwrocie: pięć tez o decyzji IWF
Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów przyznała Moskwie mistrzostwa świata 2030. Dla Polski, która od 2022 roku konsekwentnie domaga się izolacji rosyjskiego sportu, to policzek – i ostrzeżenie.
Są decyzje, które w sporcie zapadają po cichu, a ich skutki słychać potem przez lata. Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów (IWF) przyznała Moskwie prawo organizacji mistrzostw świata w 2030 roku. To pierwszy przypadek od pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, kiedy federacja sportu olimpijskiego powierza Federacji Rosyjskiej organizację zawodów międzynarodowych. Dlatego zamiast suchej relacji proponuję pięć tez – bo właśnie o zasady tu chodzi.
Teza 1. To nie jest sprawa sztangi, tylko precedensu
Gdyby chodziło wyłącznie o kilkuset zawodników i kilka dni rywalizacji, można by wzruszyć ramionami. Ale w tej sprawie liczy się pierwszeństwo. Skoro jedna federacja olimpijska przełamała tabu, kolejne zaczną pytać: dlaczego nie my? Droga była zresztą przygotowana. W czerwcu IWF zniosła wszystkie sankcje wobec Rosji i Białorusi, a rosyjscy zawodnicy mogą startować pod własną flagą w mistrzostwach świata 2026 w Chinach. Federacja powoływała się na zalecenia MKOl i zmiany w Karcie Olimpijskiej. Decyzja o Moskwie 2030 jest logiczną kontynuacją, nie wypadkiem przy pracy.
Teza 2. Dla Kremla sport to narzędzie polityki zagranicznej
Polacy znają ten mechanizm lepiej niż wielu innych. Igrzyska w Moskwie w 1980 roku, zbojkotowane przez część świata po inwazji ZSRR na Afganistan, miały być dowodem potęgi imperium. Dwie dekady później Soczi 2014 i mundial 2018 pełniły tę samą funkcję: pokazać światu „normalną” Rosję, gościnną, sprawną, szanowaną. Do tego dochodziło doping państwowy, udokumentowany w raporcie McLarena. Teraz Kreml dostałby kolejną scenę. Zdjęcia z hali, flagi, ceremonie dekoracji, uściski dłoni z zagranicznymi działaczami – wszystko to trafiłoby do państwowych mediów jako dowód, że izolacja się nie powiodła. Dla propagandy, która żyje z przekazu „świat jest z nami”, to materiał bezcenny.
Teza 3. Zasady ustępują interesom
Najbardziej niepokojące jest to, co decyzja mówi o samej IWF. To federacja, która w czasach Tamása Ajána była symbolem korupcji i systemowego dopingu, a MKOl wprost groził jej wykluczeniem dyscypliny z programu igrzysk. Można było oczekiwać, że po takim doświadczeniu będzie szczególnie dbać o wiarygodność. Tymczasem wybór Moskwy pokazuje tendencję, którą widać w coraz większej liczbie organizacji sportowych: podstawowe wartości – odpowiedzialność, solidarność, troska o dobre imię sportu – są po cichu zastępowane przez interesy komercyjne i polityczne poszczególnych działaczy. Nie trzeba zakładać tajnych układów. Wystarczy zapytać, kto na takich decyzjach korzysta, a kto płaci rachunek.
Teza 4. Europa nie mówi jednym głosem
Decyzja pogłębi rozłam, który widać od początku wojny. Polska, państwa bałtyckie i kraje nordyckie od 2022 roku twardo domagają się, by Rosji nie wpuszczać do międzynarodowego sportu, dopóki trwa agresja. Inni mówią o autonomii sportu i o tym, że „polityka nie powinna wpływać na rywalizację”. W praktyce to argument wygodny dla agresora, bo to on decyduje, kiedy sport jest polityką, a kiedy nie. Rządy, krajowe federacje i europejskie organizacje sportowe będą musiały zająć stanowisko w sprawie, na którą nie ma już miejsca na dwuznaczność: czy wolno jechać do stolicy państwa, które prowadzi wojnę przeciwko sąsiadowi Polski?
Nie bez znaczenia jest też rola rządów. Sport rzadko bywa wyłącznie prywatną sprawą federacji: areny budują i finansują państwa, wizy wydają ministerstwa spraw zagranicznych, a bezpieczeństwo delegacji zapewniają służby. Jeśli polskie władze uznają, że wyjazd do Rosji w 2030 roku jest nie do przyjęcia, żadna federacja nie będzie w stanie tego obejść. Dlatego rozmowa o Moskwie musi odbyć się nie tylko w gabinetach działaczy, ale także w ministerstwach i w parlamencie.
Teza 5. Czas działać, zanim nadejdzie 2030
Do mistrzostw zostało kilka lat, a to oznacza, że decyzja nie jest ostateczna. Polski Komitet Olimpijski i Polski Związek Podnoszenia Ciężarów powinny już teraz jasno powiedzieć, czy wyślą reprezentację do Moskwy. Rząd – czy zapewni wsparcie sportowcom, którzy odmówią? Ważna jest także koordynacja z partnerami z regionu, bo pojedynczy bojkot łatwo zbagatelizować, a wspólny front trudno zignorować. Nikt nie chce karać zawodników za grzechy władzy. Ale trzeba odróżnić prawo sportowca do rywalizacji od obowiązku państw i organizacji do niepomagania Kremlowi w budowie wizerunku.
Ukraińscy sportowcy giną na froncie, ich areny są zburzone, a trenerzy i zawodnicy szukają schronienia za granicą. W takim kontekście decyzja o nagrodzeniu Moskwy wielkim turniejem jest nie tylko błędem – jest sygnałem, że w świecie sportu pamięć krótko trwa. Mamy jeszcze czas, żeby ten sygnał odwrócić.
Wreszcie kwestia wiarygodności. Przez lata słyszeliśmy od międzynarodowych organizacji sportowych, że sport łączy, buduje mosty i stoi ponad podziałami. Te hasła przestają być prawdziwe, gdy jedyną stroną, która korzysta z tych „mostów”, jest państwo prowadzące wojnę. Dla polskich kibiców i zawodników, wychowanych w przekonaniu, że wolność i sport idą w parze, decyzja IWF jest po prostu trudna do przełknięcia. I dobrze – bo to znak, że instynkt moralny jeszcze działa. Teraz trzeba go przełożyć na konkretne decyzje.
Autor: Franciszek Kozłowski
