Trybunał bez sędziów, państwo bez arbitra. Jak spór o ślubowania doprowadził do kryzysu konstytucyjnego

Zaczęło się od pominięcia czworga z sześciorga sędziów podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim. Po siedmiu miesiącach przed gmachem Trybunału Konstytucyjnego stoją policjanci, a prezydent i premier oskarżają się nawzajem o łamanie konstytucji. Wyjaśniamy, jak doszło do eskalacji, kto i jakich argumentów używa oraz dlaczego stawką jest coś więcej niż obsada jednej instytucji.

W nocy z 30 na 31 października 2026 r. spór, który od lat dzielił polską scenę polityczną, wyszedł poza salę sejmową i studia telewizyjne. Przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego przy Alei Szucha zebrali się politycy opozycji, w tym liderzy PiS i Konfederacji. Na miejscu była policja, na teren budynku próbował wejść prezes TK Bogdan Święczkowski, a po północy do gmachu przyjechał prezydent Karol Nawrocki, który przerwał w tym celu zagraniczną podróż. Obie strony przedstawiają te wydarzenia w sposób, który trudno pogodzić: jako zamach na konstytucyjny organ albo jako przywracanie rządów prawa.

Żeby zrozumieć, dlaczego tak się stało, trzeba cofnąć się o kilka miesięcy.

Sześciu wybranych, dwóch zaprzysiężonych

13 marca 2026 r. Sejm wybrał sześcioro sędziów Trybunału Konstytucyjnego na wszystkie wolne miejsca w tym organie. Byli to Magdalena Bentkowska, Marcin Dziurda, Anna Korwin-Piotrowska, Krystian Markiewicz, Dariusz Szostek i Maciej Taborowski. Zgodnie z konstytucją sędziowie TK są wybierani przez Sejm, a ślubowanie składają wobec prezydenta. Dla wszystkich sześciu procedura wyboru była identyczna.

Prezydent Karol Nawrocki odebrał jednak 1 kwietnia ślubowanie tylko od dwojga z nich: Bentkowskiej i Szostka. Pozostała czwórka nie dostała zaproszenia do Pałacu. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki uzasadniał to dwoma argumentami. Po pierwsze, w czasie kadencji Nawrockiego, który urząd objął 6 sierpnia 2025 r., w Trybunale zwolniły się dwa miejsca. Po drugie, zaprzysiężenie dwojga sędziów ma pozwolić Trybunałowi osiągnąć ustawowy pełny skład 11 osób. Prezydent mówił później publicznie, że chciał, aby TK działał, i że miał wątpliwości co do wszystkich sześciu wyborów.

Kancelaria Sejmu odpowiedziała, że prezydent nie wykonał ustawowego obowiązku, a odebranie ślubowania od części wybranych osób „nie znajduje podstawy prawnej”. Czworo pominiętych sędziów zaprosiło prezydenta na własne ślubowanie w Sejmie, które odbyło się bez jego udziału. Dla koalicji rządzącej, ale też dla znacznej części prawników, decyzja prezydenta oznaczała, że głowa państwa przyznała sobie prawo do selekcji sędziów, którego konstytucja jej nie daje.

Najważniejsze fakty

  • 13 marca 2026 r. Sejm wybrał sześcioro sędziów TK w jednej, identycznej procedurze.
  • 1 kwietnia prezydent przyjął ślubowanie od dwojga z nich, uzasadniając to liczbą wakatów w czasie swojej kadencji i potrzebą „pełnego składu”.
  • Kancelaria Sejmu twierdzi, że wszyscy wybrani są sędziami TK i znajdują się w identycznej sytuacji prawnej.
  • 13 października Komisja Wenecka uznała, że prezydent powinien niezwłocznie przyjmować ślubowanie od sędziów wybranych przez Sejm i nie może kontrolować prawidłowości ich wyboru.

Argument o niekonsekwencji i głos Komisji Weneckiej

W debacie publicznej szybko pojawił się argument o niekonsekwencji. Skoro prezydent przyjął ślubowanie od dwojga sędziów wybranych w tym samym głosowaniu, to uznał skuteczność uchwał Sejmu. Tak twierdzą m.in. autorzy analizy Konkret24, którzy wyliczają kolejne rozbieżności w stanowisku Pałacu. Skoro wybór był ważny dla dwojga, trudno wskazać przesłankę, dla której miałby być nieważny dla czworga pozostałych. Prezydent odpowiada, że nie otrzymał od marszałka Sejmu wyjaśnień dotyczących swoich wątpliwości, więc musiał sam dokonać wyboru. Zapowiadał też, że o losie pozostałych sędziów powinien rozstrzygnąć sam Trybunał.

Szczególną wagę mają opinie ciał niezależnych od krajowej polityki. 13 października Komisja Wenecka, organ doradczy Rady Europy, opublikowała opinię dotyczącą tej sprawy. Uznała w niej, że prezydent powinien niezwłocznie odbierać ślubowanie od sędziów TK wybranych przez Sejm i nie ma prawa kontrolować prawidłowości ich wyboru. To stanowisko zwolennicy rządu traktują jako potwierdzenie swojej wykładni konstytucji. Obóz prezydenta zwraca uwagę, że opinie Komisji Weneckiej nie mają mocy wiążącej i dotyczą kwestii, które według niego Sejm rozstrzygnął z naruszeniem prawa.

Konflikt o Trybunał nie zaczął się wczoraj

Spór o skład i pozycję TK trwa od 2015 r. Wtedy Sejm poprzedniej kadencji, z większością PO–PSL, wybrał pięciu sędziów, z czego dwóch przedwcześnie, na miejsca, które miały zwolnić się dopiero po wyborach parlamentarnych. Kolejne rządy Prawa i Sprawiedliwości odpowiedziały zmianami w ustawie o TK, odmową zaprzysiężenia części sędziów i obsadzaniem Trybunału własnymi kandydatami. W 2021 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku w sprawie Xero Flor uznał, że skład TK z udziałem wadliwie wybranego sędziego nie spełnia standardu „sądu ustanowionego ustawą”.

Skutek był daleko idący: przez lata kwestionowano legitymację orzeczeń Trybunału, a jego rola jako strażnika konstytucji została poważnie osłabiona. W samym TK do dziś leżą nierozpatrzone sprawy sięgające roku 2013. To właśnie tę zapaść Anna Korwin-Piotrowska wskazywała jako uzasadnienie swoich ostatnich decyzji. Dlatego dla premiera Donalda Tuska obecny konflikt jest kolejną odsłoną procesu, który jego zdaniem rozpoczął się za rządów PiS i był kontynuowany przez prezydentów Andrzeja Dudę i Karola Nawrockiego. Tak mówił w sobotnim orędziu, w którym przekonywał, że w państwie prawa politycy nie mogą zastraszać sędziów.

Od ślubowania do przejęcia gmachu. Chronologia ostatnich dni

Piątek, 30 października. Przed godz. 18 na terenie Trybunału pojawiła się policja. Komenda Stołeczna wyjaśniła, że działała na prośbę prokuratora generalnego Waldemara Żurka o zwrócenie uwagi na bezpieczeństwo budynku w związku z protestami, a także po piśmie jednej z sędziów TK o możliwym zagrożeniu dla życia i zdrowia pracowników. Według policji funkcjonariusze nie weszli do budynku, a zatrzymali trzy osoby, które przeskoczyły przez ogrodzenie.

Mniej więcej w tym czasie na stronie Trybunału pojawiła się informacja, że Anna Korwin-Piotrowska, jako sędzia o najdłuższym stażu, kieruje pracami TK. Zarządziła ona przerwę w czynnościach prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego. Jako podstawę wskazano art. 130 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych, który pozwala na natychmiastowe odsunięcie sędziego, gdy wymaga tego powaga sądu lub istotne interesy służby. Przerwa może trwać do czasu rozstrzygnięcia sądu dyscyplinarnego, nie dłużej niż miesiąc. Jako powody podano m.in. uniemożliwianie zwołania Zgromadzenia Ogólnego z udziałem wszystkich wybranych przez Sejm sędziów oraz wyznaczanie składów orzekających w sposób sprzeczny z ustawą. Prokurator generalny przekazał też Trybunałowi pięć wniosków o uchylenie immunitetów Święczkowskiemu i Sochańskiemu wraz z 50 tomami akt.

Korwin-Piotrowska zwołała Zgromadzenie Ogólne sędziów TK na 3 listopada. Jednym z jego zadań ma być uchwalenie budżetu Trybunału na 2027 r., co według niej było niemożliwe, dopóki część sędziów nie była dopuszczana do orzekania. Powołała się na „stan wyższej konieczności konstytucyjnej”.

Prezydent Nawrocki wrócił z podróży do Senegalu, po 22.00 wylądował w Warszawie i spotkał się w Pałacu Prezydenckim ze Święczkowskim oraz Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego Zbigniewem Kapińskim. Nad ranem pojawił się w siedzibie TK. Doszło do przepychanek przy wejściu. Maciej Berek, należący do grona sędziów wybranych przez Sejm, twierdzi, że prezydent z impetem wpadł na sędzię Korwin-Piotrowską. Strona prezydencka mówi natomiast o naruszeniu nietykalności głowy państwa. Nagranie opublikowane przez Onet pokazuje, jak prezydent mówi do trojga sędziów: „Nie jesteście sędziami”.

„Rozwiązanie konfliktu jest proste i możliwe bez zmian w Konstytucji.”Donald Tusk, wpis na platformie X, 2 listopada 2026

Według premiera wystarczy, by prezydent uznał legalnie wybranych przez Sejm sędziów, a ci podjęli obowiązki w Trybunale. Zdaniem szefa rządu to Karol Nawrocki wybiera na razie siłową konfrontację, która może Polskę bardzo drogo kosztować. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty dodaje, że jedyną drogą jest przyjęcie ślubowania, a nie „reset” czy zmiana konstytucji.

Druga strona sporu: „zamach stanu” i wątpliwości prawników

Rzetelna analiza nie może pomijać argumentów przeciwników rządu, ponieważ są one mocno obecne w debacie i część z nich ma realny ciężar prawny. Prezydent w oświadczeniu napisał o „siłowym przejęciu konstytucyjnego organu państwa” i wezwał do opuszczenia terenu TK przez „siły przymusu”. Minister w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz oceniał, że sędziowie dopuścili się zamachu stanu, za co grozi do 20 lat więzienia. Politycy opozycji, w tym Anna Bryłka, oskarżyli premiera, Macieja Berka i Annę Korwin-Piotrowską o próbę zamachu na konstytucyjny organ.

Spór dotyczy też podstaw prawnych. Odsunięcie prezesa Trybunału na podstawie przepisu o ustroju sądów powszechnych budzi wątpliwości. W środowisku prawniczym pojawiły się głosy, że jest to rozwiązanie bez wyraźnej podstawy w przepisach dotyczących TK. Inni, w tym jeden z byłych prezesów Trybunału, dopuszczają, że teoretycznie taka podstawa istnieje. Prawnicy są w tej sprawie podzieleni. Według rządzących Święczkowski i jego otoczenie uniemożliwiali pracę Trybunału, dlatego stan wyższej konieczności uzasadniał działanie. Przeciwnicy odpowiadają, że o funkcjonowaniu TK powinni rozstrzygać wyłącznie sami sędziowie, a w konstytucyjnym państwie nie wolno naprawiać naruszeń prawa przez ich powielanie.

Uwagę zwraca także głos ambasadora USA Thomasa Rose’a, który ocenił, że jesteśmy świadkami bezprecedensowej konfrontacji w kwestii wykorzystywania władzy państwowej przez rząd oraz niezależności instytucji konstytucyjnej. Dodał, że obie strony przedstawiają skrajnie odmienne wersje wydarzeń. W reakcji na sytuację z funkcji ambasadorów zrezygnowali Jakub Kumoch (Chiny) i Paweł Soloch (Rumunia), obaj związani z otoczeniem byłego prezydenta Andrzeja Dudy. Do prokuratury wpływają zawiadomienia składane przez obie strony konfliktu.

Dlaczego to jest kryzys państwa prawa, a nie tylko spór kadrowy

Dla koalicji rządzącej istota sprawy sprowadza się do jednej kwestii: czy prezydent ma uprawnienie do tego, by odmawiać ślubowania sędziom wybranym przez Sejm. Jeżeli tak, to wszystkie kolejne wybory sędziów TK mogą zostać zablokowane decyzją jednej osoby. Jeżeli nie, odmowa jest ominięciem konstytucji. Tę drugą wykładnię popiera dotychczasowy dorobek Komisji Weneckiej i Kancelaria Sejmu. Ma to znaczenie systemowe: Trybunał, który nie może wydawać orzeczeń uznawanych przez wszystkie organy władzy, przestaje pełnić funkcję arbitra w sporach konstytucyjnych.

W tym sensie spór o czterech sędziów stał się sporem o to, kto kontroluje Trybunał. Rząd i parlamentarna większość chcą, by TK z udziałem wszystkich wybranych sędziów odzyskał zdolność działania. Prezydent i opozycja uważają, że obecna większość próbuje przejąć instytucję siłą. Każda ze stron oskarża drugą o to samo, a pole do kompromisu wyraźnie się zawęża. Krytycy stanowiska Pałacu podkreślają przy tym, że przedłużanie konfliktu i brak przyjęcia ślubowania od wszystkich sędziów pogłębia niepewność prawną, bo legitymacja organów państwa staje się przedmiotem politycznego sporu.

Koszty już widać. W poniedziałek warszawska giełda rozpoczęła tydzień od spadków, a komentatorzy ekonomiczni, wśród nich prof. Witold Orłowski, ostrzegają, że polityczna awantura wokół TK może zagrozić dobrej passie polskiej gospodarki. Spór ma też wymiar międzynarodowy. Polska, która od 2023 r. odbudowuje relacje z instytucjami Unii Europejskiej i Rady Europy, ponownie znalazła się w centrum uwagi tych, którzy oceniają stan jej praworządności.

Jakie są scenariusze wyjścia z kryzysu

Prezydent zwołał po wydarzeniach konsultacje z przedstawicielami sił politycznych. Spotkał się m.in. z reprezentantami PiS, Konfederacji, Polski 2050 i Razem. Wśród propozycji dominuje tzw. reset, czyli zmiana zasad wyboru sędziów i nowa obsada Trybunału. Konfederacja przedstawiła plan obejmujący także skrócenie kadencji Sejmu. Według doniesień „Rzeczpospolitej”, opartych na rozmówcach z otoczenia premiera, szef rządu miał sondować m.in. pomysł referendum w sprawie zmiany ustawy zasadniczej. Sam premier publicznie podtrzymuje, że rozwiązaniem jest uznanie legalnie wybranych sędziów, a marszałek Czarzasty odrzuca „reset”.

Kolejne dni przyniosą kilka rozstrzygnięć. 3 listopada ma się zebrać Zgromadzenie Ogólne sędziów TK zwołane przez Annę Korwin-Piotrowską oraz Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego zwołane przez Pierwszego Prezesa SN, które ma omówić zagrożenia dla porządku konstytucyjnego i podjąć w tej sprawie uchwałę. Kluczowe będzie także to, jak potraktowane zostaną wnioski o uchylenie immunitetów i czy sąd dyscyplinarny zajmie stanowisko w sprawie zarządzonej przerwy w czynnościach prezesa Trybunału.

Ocena: kto ponosi odpowiedzialność za impas

Z perspektywy rządu i koalicji odpowiedzialność jest jasna: źródłem impasu jest odmowa ślubowania od czworga sędziów wybranych w legalnej, identycznej procedurze, a także wcześniejsze lata, w których Trybunał został podporządkowany politycznym interesom. W tej narracji to prezydent i związana z nim prawica nie tyle bronią Trybunału, ile bronią status quo, w którym mają na niego wpływ. Argumenty te wspiera opinia Komisji Weneckiej.

Z perspektywy prezydenta i PiS to rząd przekroczył granicę, wykorzystując policję i wątpliwą podstawę prawną do odsunięcia prezesa instytucji, której niezależność gwarantuje konstytucja. W tej wersji obecny kryzys jest skutkiem decyzji obozu rządzącego, a nie prezydenta. Obie interpretacje łączy jedno: żadna z nich nie daje odpowiedzi na pytanie, jak odbudować zaufanie do sądownictwa konstytucyjnego, skoro dla połowy sceny politycznej każdy skład TK będzie nielegalny.

Do czasu, aż prezydent i większość parlamentarna nie wypracują procedury, którą uznają wszyscy, Trybunał pozostanie sceną politycznej konfrontacji, a nie niezależnym arbitrem. Kosztem będą obywatele, firmy i instytucje, które potrzebują przewidywalnego prawa. Jak pokazuje doświadczenie ostatniej dekady, polskie spory o sądownictwo rzadko kończą się szybko.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com