Był z Francją, dzisiaj z Wielką Brytanią, będzie z Niemcami. Co dają Polsce kolejne traktaty?

Dzisiaj podpisany został nowy traktat Polski z Wielką Brytanią. Politycy podkreślają jego wielkie znaczenie dla naszego bezpieczeństwa. Jednak kiedy takie dokumenty przeczytać, to o konkrety trudno. Większe są w traktatach tworzących NATO czy UE. Po co więc te dodatkowe?

Podpisany dzisiaj przez premierów Donalda Tuska i Keir Starmera dokument formalnie nazywa się Traktatem o partnerstwie w Zakresie Bezpieczeństwa i Obronności. W skrócie nazywany „traktatem z Northolt” od miejsca, gdzie odbyła się ceremonia jego zawarcia. Jest ono szczególne w historii współpracy Polski i Wielkiej Brytanii, bo to w bazie lotniczej RAF Northolt stacjonowały polskie dywizjony myśliwskie podczas II wojny światowej. W tym ten najsłynniejszy 303. podczas bitwy o Anglię.

Dodatkowe ubezpieczenie

Według deklaracji polityków przed podpisaniem traktatu, jak i wynika z samej jego nazwy, dotyczy on głównie bezpieczeństwa i obronności. Jest to kolejny element strategii obecnego rządu Polski, który dąży do zacieśnienia współpracy z głównymi graczami demokratycznej Europy. W 2025 roku podpisano podobne porozumienie z Francją. Teraz Wielka Brytania. Na czerwiec zapowiedziano już podpisanie traktatu z Niemcami. Tym samym Polska zawrze dodatkowe, dwustronne porozumienia z trzema najsilniejszymi graczami o podobnych do nas poglądach na rzeczywistość.

Nie są to jednak co do zasady traktaty sojusznicze, w potocznym rozumieniu tego słowa. Nie ma w nich zapisów w rodzaju „jeśli Rosja zaatakuje Polskę zbrojnie, to Wielka Brytania na pewno wypowie wojnę Rosji i natychmiast wyśle do walki wszystkie dostępne siły”. W porozumieniach w rodzaju tych teraz podpisywanych jest to ujęte znacznie bardziej dyplomatycznie i elastycznie. Na przykład w traktacie z Francją tak:

Zgodnie z postanowieniami artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych w przypadku napaści zbrojnej na ich terytorium Strony udzielają sobie nawzajem pomocy, w tym przy zastosowaniu środków wojskowych. Pomoc oraz wsparcie będą realizowane stosownie do zobowiązań, jakie wynikają z artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego i artykułu 42 ustęp 7 Traktatu o Unii Europejskiej.

Odwołanie do NATO i UE podkreśla, że to w ramach tych dwóch organizacji jesteśmy już sojusznikami i są one tymi kluczowymi w zapewnianiu, że w przypadku wojny z dużym prawdopodobieństwem przyjdziemy sobie z pomocą. W przypadku Wielkiej Brytanii co prawda UE nie wchodzi w rachubę, jednak pozostaje fundament w postaci NATO. Porozumienia dwustronne są ostrożnie formułowane tak, aby nie stwarzały wrażenia dublowania Traktatu Północnoatlantyckiego, lub jego zastępowania. Nie służyłoby to dbaniu o jedność NATO w czasie, kiedy jest ona bardzo napięta ze względu na politykę administracji Donalda Trumpa.

Jednocześnie nie ulega jednak wątpliwości, że sieć dodatkowych porozumień dwustronnych z najważniejszymi graczami na kontynencie to efekt właśnie spadku pewności do NATO i USA. Do tego również oczywiście agresywnej polityki Rosji. Jednak to właśnie znacząca zmiana polityki Waszyngtonu powoduje dużo niepewności w Europie i skłania do wzmacniania lokalnych sojuszy. Przy jednoczesnym ostrożnym balansowaniu, aby przy okazji nie szkodzić i tak już trudnym relacjom z USA.

Szczegółowy zapis dotyczący wspólnej obrony, zawarty w traktacie z Wielką Brytanią nie został jeszcze ujawniony, ale najpewniej nie odbiega znacząco od tego, co jest w tym zawartym z Francją czy Traktacie Północnoatlantyckim. Jednak zobowiązanie nie może być zupełnie fasadowe, bo zapowiedziano konieczność ratyfikacji traktatu przez parlament i prezydenta w przypadku Polski. Czyli traktat ma rangę umowy międzynarodowej prawnie wiążącej nasz kraj i wzajemnie Wielką Brytanię.

Co z tego mamy

Skoro jednak w tego rodzaju traktatach więcej „chcemy aby” i „będziemy się starać” niż „zrobimy”, to jakie z nich korzyści? Po pierwsze dyplomacja najczęściej wygląda właśnie tak. Nawet artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego jest tak napisany, że nie gwarantuje nikomu przyjścia pomocy zbrojnej. Państwa z reguły nie lubią się wiązać sztywnymi obowiązkami, ale zostawiać sobie zawsze furtki, jeśli coś okaże się mało zgodne z ich interesem w danym momencie. To u nas w znacznym stopniu przyjęło się nieco idealistycznie zakładać, że jak jesteśmy z kimś „sojusznikiem” to trzeba mu przyjść z pomocą, nawet jeśli będziemy mieli z tego same straty. Wiele państw tak nie myśli. Przyświeca im raczej klasyczna maksyma autorstwa brytyjskiego premiera lorda Palmerstona z XIX wieku:

Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników ani wiecznych wrogów; wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony.

Przekładając to na współczesność, kluczem jest więc takie zbliżenie interesów i wartości naszych, oraz naszych głównych sojuszników, abyśmy mieli wysoką pewność, że zaryzykują swoje życie i dobrobyt, aby nam pomóc. I tego rodzaju traktaty jak te podpisywane teraz, pomagają to osiągnąć.Po pierwsze przez kształtowanie narracji. Dzięki nim politycy i media określają nasze państwa jako sojuszników i mogą to wielokrotnie powtarzać. Słowa mają moc, bo wpływają na to, jak ludzie widzą świat. Zarówno politycy, jak i wyborcy. W tym zawartym z Wielką Brytanią ma między innymi padać stwierdzenie wprost, że długoterminowym zagrożeniem dla obu państw jest Rosja i jej polityka. Niby oczywistość, ale na papierze zyskuje dodatkową moc i może potem być cytowane jako uzasadnienie innych decyzji.

Po drugie przez pogłębienie koordynacji władz obu państw. Tego rodzaju traktaty zawierają wiele zapisów o regularnych konsultacjach na różnych szczeblach, wymianie informacji czy współpracy służb. Lepsza koordynacja władz oznacza natomiast większą szansę na zgodne reagowanie na to, co się dzieje na świecie. Na przykład na rosyjskie działania dywersyjne, czy oznaki gromadzenia przez Rosję wojsk w pobliżu granic Polski.

Po trzecie przez intensyfikację współpracy sił zbrojnych. Traktat z Wielką Brytanią ma między innym zawierać zapisy o dodatkowych dwustronnych ćwiczeniach wojsk obu państw oraz planowaniu ich użycia na wypadek konfliktu. Już teraz to robią w ramach NATO, ale każda dodatkowa okazja nie zaszkodzi i może ułatwić reakcję w chwili kryzysu.

Brytyjska specyfika

Czwarta korzyść jest wyraźnie zaznaczona w przypadku brytyjskim. Chodzi o wzmocnienie współpracy zbrojeniowej. Główne powiązania Polski i Wielkiej Brytanii w tej kwestii to system przeciwlotniczy Narew oraz fregaty Miecznik. Kluczowe są w tym rakiety systemu CAMM, których twórcą i producentem jest europejski koncern MBDA, a konkretnie jego brytyjski oddział. MBDA UK. Polska potrzebuje tysięcy tych pocisków, które mają stać się podstawowym narzędziem obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu w wojskach lądowych i Marynarce Wojennej. Fregaty Miecznik powstają natomiast jako rozwinięcie projektu Arrowhead 140 brytyjskiego koncernu Babcock. Polska Grupa Zbrojeniowa podpisała już z MBDA wiele umów dotyczących obu systemów uzbrojenia. Mieczniki powstają w Gdyni, a podstawowe rakiety systemu CAMM oznaczone literami ER mają być składane w Zielonce pod Warszawą. Co równie istotne, wielką potrzebą polskiego wojska jest stworzenie rozwiniętej wersji pocisku CAMM o oznaczeniu MR, czyli „medium range” (ang. średni zasięg). Do tej pory prace w tej kwestii szły opornie. Być może nowy traktat to przyśpieszy, bo oba rządy podkreślały, że jednym z istotniejszych zapisów będzie stworzenie nowego pocisku przeciwlotniczego.Umowa ma zawierać też inne deklaracje dotyczące wspólnego rozwoju systemów dronowych, przeciwdronowych, walki elektronicznej i obrony cyberprzestrzeni. Ten ostatni element ma być szczególnie podkreślany. Faktem jest, że oba państwa mogą sobie w tej kwestii istotnie pomóc, przy czym Polska nie tylko będąc rynkiem zbytu, ale też mając pewne kompetencje w zakresie dronów, obrony przeciwdronowej czy cyberbezpieczeństwa. Podkreślanie wagi takiej współpracy na najwyższym szczeblu rządowym nie jest jedynie pustą deklaracją, ale może wydatnie pomagać przy okazji późniejszych negocjacji na niższych piętrach władzy oraz przemysłu. To oznacza wzmocnienie więzi ekonomicznych, które przekładają się na większą wspólnotę interesów obu państw. Czyli większą chęć wzajemnej obrony.

Z tego rodzaju traktatów można się więc śmiać, jako pustosłowia bez konkretów, bo na coś takiego mogą pozornie wyglądać. Pełnią one jednak określoną funkcję, która nie jest bezsensowna. Choć nie są to żelazne zobowiązania na miarę wyidealizowanych wizji tego, czym jest sojusz międzynarodowy. 

Źródło: gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com