CBA weszła do biura Rzecznika Praw Dziecka. „Zatrzymanie pewnych rzeczy” po głośnej aferze
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl
Chodzi o interwencję dotyczącą rodziny z warszawskiej Białołęki. Monika Horna-Cieślak, będąc świadkiem ulicznego incydentu z udziałem dziecka, miała podjąć działania, które doprowadziły do przymusowego odebrania biologicznym rodzicom dwojga dzieci. Rzecznika Praw Dziecka odpiera zarzuty.
Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli do biura Rzecznika Praw Dziecka. Prowadzą tam czynności na polecenie Prokuratury Okręgowej w Szczecinie – przekazał we wtorek (6 października) rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński. To właśnie do szczecińskiej prokuratury zostało przekazane zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez RPD.
Do opisanego przez portal Zero.pl zdarzenia doszło w sierpniu tego roku. Według portalu Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, zauważyła kobietę, która szarpała swoje dziecko i na nie krzyczała. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała, używając wulgarnych słów. O sprawie Horna-Cieślak zawiadomiła policję, która pod presją, jak twierdzi portal, wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci. Skutkowało to umieszczeniem trzy- i czterolatka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.
Rzecznika Praw Dziecka odpiera zarzuty
Portal, powołując się na słowa sądu rodzinnego, podał, że podjęte przez RPD działania „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” a „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.W rozmowie z PAP Rzecznika Praw Dziecka odparła te zarzuty. Tłumaczyła, że działała w ramach swoich kompetencji, w trosce o bezpieczeństwo dzieci, a rodzina, której dotyczyła interwencja, była znana służbom i była m.in. objęta procedurą Niebieskiej Karty.
Dobrzyński: Nie ma mowy o podejrzeniu korupcji
Nakaz dotyczył zatrzymania pewnych rzeczy, do śledztwa prowadzonego przez szczecińską prokuraturę – wyjaśnił rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński na antenie Polsat News. – Ważne jest, że to śledztwo prokuratorskie nie dotyczy stricte korupcji. Nie ma mowy o podejrzeniu korupcji, tylko o wykonywaniu czynności zleconych przez prokuraturę – dodał Dobrzyński.
Zaznaczył, że „prokuratura nie wydała tego polecenia policji, czynnej służbie. Wydała to polecenie agentom CBA”. – Nie szukajmy w tym momencie drugiego dna tej sprawy – stwierdził Dobrzyński.
Do sprawy odniosła się również Horna-Cieślak. „Biuro Rzecznika Praw Dziecka informuje, że w związku ze sprawą dotyczącą interwencji na warszawskiej Białołęce, właściwym organom wydane zostały wszystkie posiadane przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka dokumenty zgodnie z obowiązującym prawem” – czytamy we wpisie zamieszczonym na jej profilu na platformie X.
Sąd podważa zasadność środków
Zgodnie z obowiązującą procedurą zastosowanie tak drastycznego środka opiekuńczego musiało zostać poddane ocenie sądu. Po przeanalizowaniu materiału dowodowego i wysłuchaniu wyjaśnień matki sąd uznał podjęte przez służby kroki za zbyt radykalne i nakazał natychmiastowy powrót dzieci do domu rodzinnego.
O rozpoczęciu postępowań poinformowała Prokuratura Krajowa we wpisie opublikowanym 25 września na X. „Do Prokuratury Krajowej wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Rzecznika Praw Dziecka przestępstwa przekroczenia uprawnień (art. 231 § 1 k.k.) i fałszywego oskarżenia (art. 234 k.k.) w związku z interwencją dotyczącą rodziny z warszawskiej Białołęki.” – czytamy w oświadczeniu.
Źródło: gazeta.pl
