Jest wyrok dla Roberta Bąkiewicza. Sąd skazał go za atak na aktywistkę Strajku Kobiet
Fot. Wojciech Habdas / Agencja Wyborcza.pl
Angelika Domańska wytoczyła Bąkiewiczowi sprawę w związku z wydarzeniami, do których doszło w październiku 2020 roku. Ogólnopolski Strajk Kobiet zorganizował wtedy demonstracje w kościołach.
Straż Narodowa, którą kierował Robert Bąkiewicz, próbowała zakłócić protest w Kościele św. Krzyża w Warszawie. Według relacji aktywistki Angeliki Domańskiej Bąkiewicz popchnął ją na schodach, przez co kobieta upadła i straciła przytomność.
Kara dla Roberta Bąkiewicza
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wydał wyrok w tej sprawie w piątek (29 maja), o czym informuje Wyborcza.pl. Uznał Bąkiewicza za winnego zarzucanego mu czynu i skazał go na 10 miesięcy prac społecznych. Prawicowy aktywista ma również zapłacić pięć tysięcy złotych zadośćuczynienia.Demonstracje zwolenników Bąkiewicza i Domańskiej
W piątek przed salą rozpraw warszawskiego sądu pojawili się zwolennicy Bąkiewicza, którzy mieli odblaskowe kamizelki z logiem Ruchu Obrony Granic oraz Klubu Gazety Polskiej. Przynieśli ze sobą również transparenty z napisami „Solidarni z Robertem Bąkiewiczem” i „Murem za Bąkiewiczem”. Podczas rozprawy odmówili modlitwę „Pod Twoją obronę”. Przed sądem zgromadziła się też grupa osób wspierających Angelikę Domańską.Stanowiska obrony i prawniczki reprezentującej poszkodowaną
Ogólnopolski Strajk Kobiet zorganizował protesty po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, zgodnie z którym aborcję z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu uznano za niezgodną z ustawą zasadniczą.Obrońcy Bąkiewicza w trakcie procesu wnioskowali o uniewinnienie swojego klienta. Twierdzili, że nie można udowodnić mu winy na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego. Argumentowali też, że demonstracje po orzeczeniu TK były rzekomo nielegalne, ponieważ obowiązywały wtedy obostrzenia związane z pandemią COVID-19.
Prawniczka reprezentująca Angelikę Domańską chciała, aby sąd skazał Bąkiewicza na dwa lata więzienia i 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia. – Pokrzywdzona na skutek chwytania, przetrzymywania, wynoszenia i przymusowego przemieszczania wbrew jej woli doznała konkretnych obrażeń, co w sposób oczywisty wypełnia ustawowe znamiona czynu zabronionego – podkreślała radczyni prawna Agata Bzdyń.
Źródło: gazeta.pl
