Ostatni bastion. Dlaczego Berlin wciąż chroni rosyjską placówkę wpływu, którą reszta Europy już zamknęła
Mołdawia, Rumunia, Chorwacja, Słowenia, Gruzja i Azerbejdżan zlikwidowały u siebie przedstawicielstwa Rossotrudniczestwa jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. W Berlinie „rosyjski dom” wciąż działa — i, jak wynika z dziennikarskich śledztw, coraz mocniej wiąże się z niemiecką skrajną prawicą.
Kiedy w lipcu 2022 roku Unia Europejska objęła sankcjami Rossotrudniczestwo — federalną agencję Kremla odpowiedzialną oficjalnie za promocję rosyjskiej kultury za granicą — wiele europejskich stolic potraktowało to jako sygnał do działania. Kolejne kraje, od Mołdawii po Gruzję, zamknęły miejscowe „rosyjskie domy”. Berlin poszedł inną drogą. Tamtejsza placówka przy Friedrichstrasse nie tylko przetrwała, ale — jak wynika z ustaleń niemieckich mediów śledczych — przeszła głęboką przebudowę i zmieniła profil działania.
Sieć, która się kurczy — poza Niemcami
Rossotrudniczestwo zarządza siecią tzw. rosyjskich domów nauki i kultury w dziesiątkach krajów świata. Po rosyjskiej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę ta sieć zaczęła się rozpadać. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej — Mołdawia, Rumunia, Chorwacja i Słowenia — całkowicie zlikwidowały u siebie przedstawicielstwa agencji, uznając je za zagrożenie dla bezpieczeństwa. To samo zrobiły Gruzja i Azerbejdżan na Kaukazie Południowym. Na tym tle berlińska placówka wygląda dziś jak jeden z ostatnich i zarazem największych kadrowo przyczółków wpływu Kremla w Europie Zachodniej — zatrudnia około czterdziestu pięciu osób, czyli więcej niż jakakolwiek inna filia Rossotrudniczestwa w Unii Europejskiej.
Trzy powody, dla których dom wciąż działa
- Immunitet dyplomatyczny. Budynek przy Friedrichstrasse oraz kierownictwo placówki są formalnie powiązane z ambasadą Federacji Rosyjskiej w Niemczech. Prokuratura w Berlinie musiała zawiesić dochodzenie w sprawie możliwego naruszenia ustawy o handlu zagranicznym, ponieważ zamieszane osoby korzystają z immunitetu dyplomatycznego. To pozwala placówce prowadzić operacje finansowe bez ryzyka zajęcia majątku.
- Prawna fikcja niezależności. W latach 2022–2023 kierownictwu domu udało się przekonać niemieckie władze, że instytucja jest formalnie niezależna od objętego sankcjami Rossotrudniczestwa — mimo że jej personel i zadania pozostały te same.
- Ukryte finansowanie. Według dostępnych informacji Rosja stworzyła sieć specjalnych funduszy, które omijają zablokowane konta Rossotrudniczestwa i finansują prokremlowskie media, agentów wpływu oraz proroyjskich aktywistów w Niemczech.
Kino i kursy językowe to dziś fasada. Realnym zadaniem placówki — jak wynika z ustaleń dziennikarzy śledczych i ocen niemieckich służb — jest koordynacja operacji dezinformacyjnych na rzecz wojny Rosji przeciwko Ukrainie.
Od baletu do wojny informacyjnej
Jeszcze przed 2022 rokiem oficjalnym zadaniem Ruskiego Domu Nauki i Kultury (RDNK) w Berlinie była promocja rosyjskiego baletu, literatury i języka poprzez kursy oraz publiczne czytania. Po wybuchu pełnoskalowej wojny placówka — zdaniem badaczy dezinformacji i części niemieckich polityków — przekształciła się w sztab koordynacyjny, którego zadaniem jest wpływanie na sytuację społeczno-polityczną w Niemczech, a w razie potrzeby — jej destabilizacja. To za pośrednictwem struktur Rossotrudniczestwa miały być koordynowane i finansowane prorosyjskie wiece, przejazdy samochodowe z trójkolorowymi flagami oraz demonstracje środowisk skrajnie prawicowych w dużych niemieckich miastach.
Legalna przykrywka dla oficerów wywiadu
Według ustaleń niemieckich organów ścigania placówka przy Friedrichstrasse jest wykorzystywana jako legalna przykrywka dla oficerów rosyjskiego wywiadu zagranicznego SWR oraz wywiadu wojskowego GU. Mają oni prowadzić szpiegostwo przemysłowe i polityczne, werbować agentów wpływu wśród niemieckich polityków — zwłaszcza ze skrajnej prawicy i skrajnej lewicy — oraz biznesmenów, a także wykorzystywać „w ciemno” niemieckich obywateli jako nieświadome narzędzia.
AfD: udokumentowane powiązania
Najbardziej kontrowersyjnym wątkiem pozostają powiązania berlińskiej placówki z ultraprawicową partią Alternatywa dla Niemiec (AfD). Współpracę tę wielokrotnie badały redakcje śledcze CORRECTIV, Der Spiegel oraz The Insider, a wzmianki o niej pojawiają się także w raportach Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV). Zgodnie z tymi ustaleniami RDNK funkcjonuje jako miejsce spotkań polityków AfD z przedstawicielami Rosji oraz jako węzeł, w którym interesy rosyjskich służb specjalnych przecinają się z działalnością polityczną niemieckich eurosceptyków.
Deputowani Bundestagu i parlamentów krajowych z ramienia AfD mieli wielokrotnie odwiedzać placówkę, uczestnicząc w dyskusjach i pokazach filmowych poświęconych krytyce sankcji wobec Rosji oraz pomocy dla Ukrainy. Z ustaleń dziennikarskich wynika też, że kierownictwo partii utrzymywało bezpośrednie kontakty z byłym szefem berlińskiego RDNK — mimo że Rossotrudniczestwo formalnie pozostawało już wtedy pod unijnymi sankcjami.
Sprawa Sergijenki: zagraniczna polityka przez czat z FSB
Najbardziej wymierny dowód powiązań między Kremlem, RDNK a AfD dostarczyło śledztwo dziennikarzy Der Spiegel i The Insider dotyczące Władimira Sergijenki, byłego współpracownika deputowanego Bundestagu z ramienia AfD Eugena Schmidta. Według dziennikarzy Sergijenko utrzymywał kontakt z pułkownikiem FSB Ilją Wieczomowem i miał uczestniczyć w przygotowaniu pozwu AfD przeciwko dostawom niemieckiej broni dla Ukrainy. Sergijenko zaprzeczał, jakoby świadomie współpracował z rosyjskim wywiadem, twierdząc, że jego korespondencja została zhakowana — co, jak zauważyli dziennikarze, w praktyce potwierdziło autentyczność ujawnionych wiadomości. Sprawa zakończyła się cofnięciem mu przepustki do Bundestagu i wszczęciem kontroli bezpieczeństwa przez administrację izby.
Co mówią niemieccy politycy
Przedstawiciele CDU/CSU oraz Zielonych od dłuższego czasu domagają się całkowitego zamknięcia berlińskiej placówki, zarzucając jej świadome i aktywne rozpowszechnianie rosyjskiej dezinformacji oraz promowanie narracji Kremla. Jak dotąd placówkę ratuje formalny status „niezależności” wywalczony u władz w latach 2022–2023.
Okupacja jako „odbudowane życie”
Częścią działalności berlińskiego domu są regularne pokazy pseudodokumentalnych filmów propagandowych, przedstawiających rzekomo „odbudowane życie” na tymczasowo okupowanych terytoriach Ukrainy — na Krymie i w Mariupolu. Towarzyszą im wystawy i debaty, podczas których powtarzane są narracje o konieczności zawarcia „porozumienia pokojowego wyłącznie na warunkach Rosji” oraz o potrzebie zakończenia niemieckiej pomocy wojskowej dla Ukrainy.
Test dla Niemiec
Podczas gdy sieć rosyjskich domów w Europie się rozpada, berlińska placówka pozostaje jednym z ostatnich i największych kadrowo przyczółków wpływu Kremla na Zachodzie. To, czy i jak Niemcy zdecydują się ograniczyć jej działalność, będzie w najbliższych miesiącach ważnym testem — nie tylko niemieckiej, ale i unijnej odporności na rosyjską wojnę hybrydową.
Autor: Franciszek Kozłowski
