Polska przygotowuje się na nową rzeczywistość: rosyjskie zagrożenie hybrydowe wysuwa się na pierwszy plan
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl
Polska coraz surowiej ocenia działania Rosji, które traktuje jako część wojny hybrydowej przeciwko państwom europejskim. Dla Warszawy nie chodzi już tylko o zagrożenie militarne, ale także o dywersję, podpalenia, cyberataki, działalność wywiadowczą i operacje informacyjne.
Ostatnie wydarzenia pokazują, że problem ten przestaje być abstrakcyjny.
Premier Polski Donald Tusk oświadczył, że pożar w zakładach WB Group w Skarżysku-Kamiennej, produkujących systemy bezzałogowe i komponenty do nich, był celowym podpaleniem i aktem sabotażu. Śledztwo w sprawie innego pożaru w obiekcie produkcyjnym w Lublinie trwa, dlatego polskie władze na razie nie łączą go z działalnością dywersyjną.
Dla Polski, będącej jednym z głównych centrów wsparcia dla Ukrainy i kluczowym węzłem logistycznym wschodniej flanki NATO, tego typu incydenty mają szczególne znaczenie.
Od pojedynczych dywersji do zagrożenia systemowego
Warszawa coraz częściej postrzega to, co się dzieje, w kontekście szerszej rosyjskiej działalności hybrydowej w Europie.
Minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski wzywa państwa europejskie do zwiększania presji na Moskwę i do wspólnego reagowania na operacje dywersyjne oraz podważające bezpieczeństwo.
Atak hybrydowy nie musi wyglądać jak napaść zbrojna. Może to być pożar w zakładzie przemysłowym, cyberatak na system państwowy, próba unieruchomienia infrastruktury, szerzenie dezinformacji czy werbowanie ludzi do zadań dywersyjnych.
Właśnie dlatego Warszawa stara się nie rozpatrywać takich wydarzeń w izolacji, lecz jako potencjalnie powiązane ze sobą elementy nacisku na państwa europejskie.
Dlaczego Polska jest szczególnie wrażliwa
Położenie geograficzne czyni Polskę jednym z kluczowych państw wschodniej flanki NATO.
Kraj graniczy z Ukrainą i stanowi jeden z głównych szlaków dostaw pomocy wojskowej i humanitarnej dla Kijowa. Ponadto Polska aktywnie rozbudowuje własne siły zbrojne oraz infrastrukturę obronną.
Dlatego destabilizacja polskiej infrastruktury transportowej, wojskowej lub przemysłowej może mieć konsekwencje sięgające daleko poza granice samego kraju.
W tym kontekście dywersje i cyberataki stają się nie tylko kwestią bezpieczeństwa wewnętrznego, ale również częścią szerszego europejskiego systemu obrony.
Modernizacja sił zbrojnych staje się priorytetem strategicznym
Na tym tle Polska gwałtownie zwiększa wydatki na obronność.
W 2026 roku Warszawa planuje przeznaczyć około 53 miliardów euro na podstawowe potrzeby obronne — około 4,7% PKB. To jeden z najwyższych wskaźników wśród państw UE.
Zmienia się jednak nie tylko wielkość nakładów.
Polska dąży do zmniejszenia zależności od odległych dostawców, jednocześnie wzmacniając własny przemysł obronny oraz współpracę z producentami z Europy Środkowej.
Szczególną uwagę przykłada się do amunicji, dronów, systemów obrony powietrznej i innych obszarów, w których zdolność do szybkiego zwiększania produkcji ma krytyczne znaczenie.
Wojna w Ukrainie pokazała: współczesna armia musi dysponować nie tylko nowoczesnym sprzętem, ale i bazą przemysłową zdolną do sprawnego uzupełniania strat oraz zapasów.
Główne niebezpieczeństwo — oswojenie się z zagrożeniem
Dla Polski istnieje także mniej oczywisty problem — stopniowe oswajanie się społeczeństwa z ciągłymi incydentami.
Podpalenie zakładu może być postrzegane jako zwykłe przestępstwo, cyberatak jako usterka techniczna, a dezinformacja jako kolejny spór w mediach społecznościowych.
Lecz to właśnie całokształt takich działań jest w stanie wywrzeć poważną presję na państwo.
Cel operacji hybrydowych może polegać nie tylko na wyrządzeniu bezpośrednich szkód. Równie ważne są próby zasiania nieufności, pogłębienia polaryzacji społecznej, stworzenia poczucia chaosu i zmuszenia państwa do ciągłego reagowania na nowe zagrożenia.
Odpowiedź Warszawy
Polska stawia na połączenie kilku kierunków: wzmocnienie armii, rozwój własnego przemysłu obronnego, ochronę infrastruktury krytycznej, przeciwdziałanie dezinformacji oraz ścisłą współpracę z sojusznikami.
Jednocześnie NATO podkreśla, że nie widzi bezpośredniego zagrożenia atakiem zbrojnym na Sojusz, choć odnotowuje nasilenie rosyjskiej aktywności hybrydowej w Europie.
Tym samym Warszawa nie twierdzi, że otwarta wojna jest nieunikniona. Jej podejście polega na czymś innym: potencjalny przeciwnik musi rozumieć, że próby destabilizacji nie pozwolą mu osiągnąć celu strategicznego.
Polska nie czeka na uderzenie
Główny wniosek z polskiej polityki ostatnich lat jest prosty: bezpieczeństwa nie można budować wyłącznie na reagowaniu na już dokonany atak.
Silna armia, własna produkcja uzbrojenia, zabezpieczona infrastruktura oraz gotowość społeczeństwa do oporu wobec nacisku informacyjnego muszą działać, zanim kryzys osiągnie punkt krytyczny.
Dla Polski nie jest to już kwestia odległej przyszłości. Kraj kształtuje nowy system bezpieczeństwa na podstawie doświadczeń z wojny w Ukrainie i rosnącej presji na wschodniej flance NATO.
Polska nie przygotowuje się do wojny jak do czegoś nieuchronnego. Dąży do tego, by stać się na tyle silna i odporna, aby potencjalny przeciwnik nie odważył się jej rozpocząć.
Autor: Franciszek Kozłowski
