Prezes TK w ogniu wniosków prokuratury. Spór o Trybunał to test dla państwa prawa
Sześć wniosków o uchylenie immunitetu, w tym jeden o zgodę na zatrzymanie i areszt, oraz noc z policją pod Trybunałem Konstytucyjnym. Sprawa Bogdana Święczkowskiego pokazuje dwie rzeczy naraz: skalę rozliczeń z czasów rządów PiS i ryzyko, że walka o praworządność rozstrzygnie się poza regułami prawa.
Jeszcze kilka tygodni temu spór o Trybunał Konstytucyjny wydawał się jednym z wielu starć politycznych. Dziś wygląda jak konfrontacja instytucji. Prokurator generalny Waldemar Żurek skierował do TK sześć wniosków o uchylenie immunitetu jego prezesa Bogdana Święczkowskiego oraz jeden wniosek dotyczący wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Jak ustalił Onet, jeden z wniosków wobec Święczkowskiego obejmuje zgodę na ewentualne zatrzymanie i skierowanie do sądu wniosku o tymczasowe aresztowanie. Żaden polski prezes Trybunału nie znalazł się dotąd w takiej sytuacji.
Co zarzuca prokuratura
Według komunikatu Prokuratury Krajowej z 3 listopada zarzuty dotyczą dwóch okresów: czasu, gdy Święczkowski kierował prokuraturą za rządów PiS, oraz jego obecnej pracy w Trybunale. W pierwszej grupie znalazły się sprawy systemów Pegasus i Hermes. Prokuratura zarzuca mu nieuprawnione wykorzystanie materiałów z kontroli operacyjnej, ujawnienie informacji niejawnych w śledztwie dotyczącym Pegasusa, naruszenie prawa przy zakupie systemu Hermes przez Prokuraturę Krajową oraz delegowanie prokuratorów wbrew przepisom.
Żurek wskazywał, że wcześniejsze wnioski obejmują m.in. „bezprawne operacje systemem Pegasus uderzające w tajemnicę obrończą” mecenasa Romana Giertycha i Zbigniewa Stonogi oraz przekazywanie tajnych materiałów Zbigniewowi Ziobrze. Łącznie wnioski liczą 307 stron. Prokurator generalny przekonuje, że „immunitet sędziowski chroni niezawisłość orzekania, a nie przestępczą samowolę”.
Druga grupa zarzutów dotyczy działań w Trybunale. Prokuratura uważa, że Święczkowski przekroczył uprawnienia i nie dopełnił obowiązków, uniemożliwiając orzekanie sędziom wybranym przez obecny Sejm oraz naruszając ich prawa pracownicze. Właśnie z tym wątkiem wiąże się wniosek o zatrzymanie. Śledczy zakładają, że prezes TK może nie stawić się dobrowolnie. Osobny wniosek dotyczy wydarzeń z połowy października, gdy Święczkowski miał naruszyć nietykalność cielesną sędziego Macieja Berka, wypychając go z części budynku, w której znajdują się pokoje sędziowskie.
Najważniejsze fakty
- 6 wniosków o uchylenie immunitetu Święczkowskiego i 1 wniosek dotyczący Sochańskiego trafiło do TK.
- Jeden wniosek obejmuje zgodę na zatrzymanie i wniosek o areszt.
- Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK zebrać ma się 17 listopada.
- Wszystkie zarzuty to na razie stanowisko prokuratury, nie ustalenia sądu.
Pegasus, Hermes i pytanie o państwo służb
Zarzuty wobec prezesa TK nie wyrastają w próżni. Od 2023 roku kolejne rozliczenia dotyczą tego, czy w latach 2015–2023 państwowe narzędzia, od prokuratury po służby specjalne, były używane przeciwko politycznym oponentom. Sprawa Pegasusa, czyli inwigilacji m.in. polityków opozycji i prawników, stała się symbolem tych podejrzeń. Prokuratura twierdzi, że Święczkowski jako prokurator krajowy bez wymaganego upoważnienia polecił prokuratorowi Pawłowi Wilkoszewskiemu kontrolę czynności operacyjnych dotyczących inwigilacji Giertycha. Prokuratura z kolei przyznaje, że prokurator krajowy mógł poprosić o akta i zapoznać się z nimi w ramach nadzoru. Granica między nadzorem a nadużyciem to jeden ze spornych punktów.
W tej samej układance mieści się ubiegłoroczne uchylenie przez Sejm immunitetu Zbigniewa Ziobry i przedstawienie mu 26 zarzutów dotyczących lat 2017–2023. Dla obozu rządzącego wszystkie te sprawy składają się na jedną opowieść: o systemowym wykorzystywaniu aparatu państwa, przy wsparciu najwyższych władz partii, w tym Jarosława Kaczyńskiego, do zwalczania przeciwników. Dla PiS to ta sama opowieść widziana odwrotnie: o politycznej zemście i kryminalizowaniu poprzedników. Ocenę rozstrzygną sądy, a do tego czasu obowiązuje domniemanie niewinności.
Noc z 30 października
Eskalacja nastąpiła w piątek 30 października. Według relacji mediów wieczorem pod siedzibą Trybunału pojawiły się policja i Służba Ochrony Państwa, a sędzia Anna Korwin-Piotrowska ogłosiła zawieszenie Święczkowskiego i Sochańskiego. Siedmiu sędziów wybranych przez nowy Sejm weszło na teren TK przez budynek Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Szef KPRM Jan Grabiec potwierdził, że wydał na to zgodę po prośbie policji i SOP, które powoływały się na obawy o bezpieczeństwo sędziów. Jak podał RMF FM, policja działała po informacji jednego z sędziów o możliwym zagrożeniu dla życia lub zdrowia oraz ryzyku zakłócenia porządku. Komenda Stołeczna Policji zaprzeczała, jakoby funkcjonariusze weszli do budynku, i twierdziła, że działa wyłącznie na zewnątrz.
Święczkowski nie został wpuszczony do gmachu, a później, według relacji RMF FM, protestujący przecięli łańcuch na furtce i na teren weszli on oraz Jarosław Kaczyński i Piotr Gliński. Prezes TK i wiceprezes uznali zawieszenie za pozbawione skutków prawnych, a w wspólnym oświadczeniu napisali o „zamaskowanych funkcjonariuszach”, którzy „zabarykadowali budynek”. Prezydent Karol Nawrocki przerwał podróż do Senegalu i wrócił do kraju. Liderzy opozycji, zgromadzeni pod Trybunałem, mówili o „zamachu stanu”. Premier Donald Tusk w orędziu przekonywał z kolei, że atak na Trybunał to kolejny etap niszczenia rządów prawa przez PiS i prezydentów Dudę oraz Nawrockiego. Rząd przedstawia swoje działania jako przywracanie praworządności.
Od tamtej pory TK działa w dwóch rzeczywistościach. Korwin-Piotrowska jako osoba kierująca Trybunałem wydała zarządzenie, według którego swobodnie wchodzić mogą dwunastu sędziów i prof. Jarosław Wyrembak, a Święczkowski i Sochański muszą uzgadniać wejście. Prawnicy są podzieleni co do skuteczności tych decyzji i zasad ustalania kworum.
„Bezprawie w asyście munduru dalej jest bezprawiem.”
To zdanie z komentarzy po 30 października dobrze oddaje argument obozu Święczkowskiego. Zwolennicy rządu odpowiadają, że to sam Trybunał pod kierownictwem Święczkowskiego od miesięcy blokował pracę sędziów wybranych przez Sejm, a polityczne cele nie pozbawiają prawa do ochrony ich praw pracowniczych.
Głosy sceptyczne
Nie wszyscy komentatorzy są przekonani do argumentów prokuratury. „Rzeczpospolita” cytuje prof. Jacka Zaleśnego z Uniwersytetu Warszawskiego, który uważa zarzuty zawarte we wnioskach za całkowicie nieuzasadnione. Eksperci zwracają uwagę, że sprawa dotyczy również kwestii, które w istocie są sporem o ustrój: czy sędziowie, którzy nie złożyli ślubowania wobec prezydenta, mogą orzekać, i kto ma kompetencję to rozstrzygnąć. Dla krytyków kierowanie takich sporów na ścieżkę prawa karnego jest ryzykowne.
To nie pierwszy raz. Jak informował „Notes from Poland”, już w październiku 2025 roku Trybunał odrzucił wniosek Żurka o uchylenie immunitetu Święczkowskiemu w sprawie zarzutów nadużycia uprawnień. Sam prezes TK mówi dziś o „żenującym” postępowaniu i zapowiada, że Żurek „sobie wymyśli jeszcze z dwadzieścia” kolejnych wniosków.
Pułapka legitymizacji
Mechanizm wygląda tak: o zgodzie na zatrzymanie prezesa TK ma zdecydować Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK, zwołane przez Korwin-Piotrowską na 17 listopada. Święczkowski nie uznaje zarówno jej decyzji, jak i legitymacji prokuratury kierowanej przez Żurka. Każda ze stron kwestionuje więc kompetencje drugiej. Zgoda Trybunału otworzyłaby prokuraturze drogę do zatrzymania, ale o areszcie musiałby jeszcze zdecydować sąd. Gdyby jednak Zgromadzenie Ogólne zebrało się bez udziału prezesa, a jego uchwała została uznana przez jedną stronę za nieważną, kolejne działania, zatrzymanie czy zarzuty, staną się przedmiotem następnego sporu o ważność.
Stąd największe ryzyko dla zaufania do instytucji. Obywatel, który obserwuje scenę z policją, zamkniętymi bramami i dwiema grupami sędziów każdej z własną interpretacją prawa, może dojść do wniosku, że prawo jest tylko narzędziem w grze politycznej. To dokładnie ten efekt, przed którym przestrzegają prawnicy od lat: spór o Trybunał, zapoczątkowany w 2015 roku, nie ma rozwiązania bez wspólnego uznania reguł. Dla partnerów w Unii Europejskiej i Radzie Europy, śledzących praworządność w Polsce, obrazy z al. Szucha będą czytelnym sygnałem, że kryzys nie wygasa, nawet jeśli intencje obecnej władzy są deklarowane jako naprawcze.
Co dalej
Kluczowe będzie 17 listopada. Jeśli Zgromadzenie Ogólne zgodzi się na uchylenie immunitetu, prokuratura przedstawi zarzuty i będzie mogła wnioskować o środki zapobiegawcze. Jeśli odmówi, rząd dostanie argument, że Trybunał chroni swoich, a PiS argument, że instytucje bronią się przed politycznym atakiem. W obu wariantach to nie koniec, bo sprawa przejdzie na grunt sądów powszechnych, a potencjalnie także instytucji europejskich.
Dla rządu Donalda Tuska stawka jest podwójna. Musi udowodnić, że rozliczenia dotyczą konkretnych czynów, a nie opozycji jako takiej, i że sam działa w ramach prawa. Dla PiS sprawa Święczkowskiego jest testem, czy partia potrafi odpowiedzieć na konkretne zarzuty, zamiast ograniczać się do tezy o politycznym prześladowaniu. Dla obywateli najważniejsze pozostaje coś innego: żeby po tym sporze została w Polsce instytucja, której wyroki ktokolwiek będzie traktował jako wiążące.
Autor: Franciszek Kozłowski
