Terror z nieba. Rakietowe drony nad Kijowem i lekcja dla wschodniej flanki NATO
Poniedziałek 28 września 2026 roku pokazał, jak wygląda państwo, które wojnę prowadzi przeciwko cywilom. Rosja zaatakowała Kijów i Dniepr falami dronów, a wśród trafionych obiektów znalazły się siedziba Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, centrum medyczne w centrum stolicy i biurowiec w Dnieprze. Nie stoją tam żadne bataliony, tylko ludzie z laptopami, lekarze i naukowcy.
Skala nalotu jest znacząca. Według ukraińskich sił powietrznych między 6:30 a 18:30 Rosja wystrzeliła 124 drony, z czego 86 to konstrukcje odrzutowe. Dla polskiego czytelnika liczba 86 ma znaczenie praktyczne. Drony odrzutowe są szybsze od klasycznych Szahedów, trudniej je przechwycić tanimi środkami, a ich zasięg i prędkość skracają czas reakcji obrony przeciwlotniczej. Ten problem nie kończy się na granicy z Ukrainą, bo dotyczy także wschodniej flanki NATO.
Polska ma tu własne doświadczenie. Pod koniec lipca rosyjski pocisk Ch-101 spadł w województwie lubelskim, po czym Moskwa uruchomiła kampanię dezinformacyjną obwiniającą Kijów i polski rząd. Wtedy pokazała, że jej broń jest tak samo niebezpieczna jak jej narracja. Kto dziś w Polsce mówi, że „to nie nasza wojna”, powinien spojrzeć na mapę zasięgów.
Uderzenie w budynek Prezydium NAN Ukrainy jest szczególnie wymowne. Pożar objął znaczną część gmachu, a ratownicy prowadzili poszukiwania pod gruzami. Prezes akademii Anatolij Zahorodnij poinformował o śmierci dwóch pracownic. Media rozbieżnie opisują ofiary jako „akademików” i „pracownice”, więc do czasu oficjalnej listy trzeba ostrożnie dobierać słowa. Pewne jest jedno: to instytucja cywilna, a Zahorodnij podkreślił, że budynek nie ma znaczenia wojskowego.
Dla polskiego środowiska naukowego to cios osobisty. Polska Akademia Nauk i ukraińskie instytuty łączą projekty badawcze, wymiana doktorantów i stypendia dla naukowców, którzy uciekli przed wojną. Zabijanie akademii to uderzanie w przyszłość państwa, bo bez elit intelektualnych trudno je odbudować. Taka logika stoi za rosyjską strategią.
Równolegle trafiono w medyczne centrum „Dobrobut”. Pocisk uderzył w siedmiopiętrowy budynek, a strażacy gasili dach sąsiedniego domu mieszkalnego; rannych było trzech. Dniepr również został zaatakowany. W biurowcu zginęły trzy osoby, ewakuowano 47. Dane o liczbie rannych wahają się od 12 do 18, co jest typowe dla pierwszych godzin po ataku.
Czy można mówić o państwie terrorystycznym? Parlament Europejski w listopadzie 2022 roku uznał Rosję za państwo wspierające terroryzm. Prawnicy będą dyskutować o definicjach, ale kryterium jest proste: kto systematycznie uderza w ludność cywilną, by ją zastraszyć i złamać wolę oporu, stosuje terror. Szpital, akademia i biurowiec w środku dnia dobrze pasują do tej definicji.
Co z tego wynika dla Polski? Po pierwsze, obrona powietrzna nie jest luksusem, tylko warunkiem przetrwania. Każdy zestaw, który chroni Kijów, oddala zagrożenie od naszych granic. Po drugie, dezinformacja idzie w parze z bombami. W ciągu doby pojawią się tezy, że „to była baza wojskowa” albo „ukraińska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła własny cel”. Trzeba je znać z góry i odpowiadać faktami.
Po trzecie, solidarność ma wymiar konkretny. Polska od 2022 roku jest jednym z głównych zaplecz Ukrainy i to nie jest wybór ideowy, tylko racjonalna kalkulacja bezpieczeństwa. Państwo, które dziś celuje w kijowskich naukowców, jutro sprawdzi odporność każdego sąsiada. Odpowiedzią powinny być większe dostawy środków obrony przeciwlotniczej, wspólna produkcja dronów przechwytujących i twarde egzekwowanie sankcji.
Nie chodzi o emocje, tylko o chłodną ocenę. Rosja pokazała 28 września, czym jest: państwem, które wysyła odrzutowe drony w stronę szpitali i akademii nauk. Nazwanie tego po imieniu to początek strategii, nie jej koniec.
Tekst analityczny. Liczby ofiar według stanu na wieczór 28.09.2026, mogą ulec zmianie.
Autor: Franciszek Kozłowski
