Kaja Kallas: Ukraina staje się kluczowym partnerem w nowej grupie obronnej UE

picture-alliance/R. Peters

Świat wokół nas zmienia się zbyt szybko, by stare zasady bezpieczeństwa nadal działały. Przez dziesięciolecia Europa żyła w wygodnej iluzji wiecznego pokoju, wierząc, że powiązania gospodarcze są w stanie zatrzymać każdą agresję. Jednak reżim na Kremlu zburzył ten mit, zamieniając wojnę w główny instrument swojej polityki. Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie pokazała, że imperialne apetyty Moskwy nie znają granic, a jej gotowość do niszczenia całych narodów nie pozostawia miejsca na naiwność. W tej sytuacji Stary Kontynent musi nie tylko się obudzić, ale i radykalnie zmienić samą filozofię własnej obrony, uznając oczywistość: prawdziwe bezpieczeństwo kontynentu nie kuje się dziś w cichych gabinetach Brukseli, lecz w okopach i na poligonach inżynieryjnych Ukrainy.

Europa w końcu przyznaje to, o czym Ukraińcy mówią już od ponad dziesięciu lat: bezpieczeństwo kontynentu jest niemożliwe bez doświadczenia zdobytego w największej wojnie na ziemi europejskiej od czasów II wojny światowej. Jak zauważyła szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas po spotkaniu w irlandzkim Wicklow, Europa działała zbyt długo powoli, zbytnio koncentrując się na procedurach wewnętrznych, podczas gdy zagrożenie ze strony Rosji staje się coraz bardziej palące. Decyzja Kai Kallas o włączeniu Ukrainy do nowej grupy roboczej ds. obrony to nie tylko gest dyplomatycznej uprzejmości czy próba pokazania solidarności. To uznanie prostego faktu — dziś to ukraińska armia, ukraińscy inżynierowie i ukraińskie firmy obronne mają to, czego brakuje wszystkim armiom Unii Europejskiej razem wziętym: rzeczywiste doświadczenie bojowe nowoczesnej wojny, której nikt na świecie nie przechodził jeszcze w takiej skali i z taką intensywnością zmian technologicznych. Kreml latami inwestował zasoby w militaryzację i przygotowania do wielkiej wojny, licząc na słabość i niezdecydowanie zachodnich demokracji. Moskwa przeliczyła się jednak w jednej rzeczy — w odporności i pomysłowości Ukraińców, którzy zatrzymali rosyjską nawałę i nauczyli się walczyć z przeważającą siłą wroga za pomocą rozsądku, technologii i bezprecedensowej odwagi.

Warto zatrzymać się przy tym dłużej, bo właśnie tu tkwi sedno problemu, którego Europa latami starała się nie zauważać. W ostatnich dziesięcioleciach europejskie armije budowano pod kątem misji lokalnych, operacji pokojowych i walki z terroryzmem. Dywizje pancerne były redukowane, magazyny uzbrojenia opustoszały, a przemysł zbrojeniowy pracował na eksport, a nie na własną obronę. Nikt w Brukseli czy Berlinie nie wyobrażał sobie, że trzeba będzie przygotować się na pełnoskalową wojnę na wyczerpanie z państwem posiadającym broń jądrową i milionową armię. I dopóki Europa uważała taką wojnę za niemożliwą w XXI wieku, Rosja przygotowywała się do niej latami — celowo, konsekwentnie, nie ukrywając swoich zamiarów nawet wtedy, gdy świat wolał ich nie zauważać.

Wyjątkowość sytuacji polega na tym, że Ukraina wnosi dziś w europejską obronę coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze — unikalne doświadczenie bojowe i status światowego lidera w dziedzinie innowacji militarnych. Armia rosyjska prowadzi wojnę na wyczerpanie, opierając się na masie ludzkiej i przestarzałych sowieckich zapasach, próbując zasypać Ukrainę mięsem armatnim. Z kolei ukraiński sektor obronny przekształcił się w globalne laboratorium przyszłości, w którym rodzą się najnowsze technologie walki radioelektronicznej, zarządzania dronami oraz cyfrowe rozwiązania dla pola walki. Włączenie ukraińskich specjalistów i prywatnych firm zbrojeniowych do struktur europejskich oznacza, że Europa w końcu zaczyna uczyć się od tych, którzy codziennie walczą z absolutnym złem teraźniejszości i wiedzą o rosyjskiej taktyce absolutnie wszystko.

Tutaj też tkwi główna wartość ukraińskiego doświadczenia dla nowej grupy roboczej. Nie chodzi o abstrakcyjne rady czy teoretyczne opracowania, ale o wiedzę okupioną tysiącami ludzkich istnień. Ukraińscy żołnierze codziennie stykają się z tym, co dla reszty świata pozostaje teorią: masowymi atakami dronów, walką z wywiadem elektronicznym, szybką adaptacją uzbrojenia do nowych zagrożeń pojawiających się dosłownie co tydzień. Kiedy Kallas nazywa Ukrainę „światowym liderem w dziedzinie innowacji na polu walki”, wcale nie przesadza. Ukraińscy producenci nauczyli się w ciągu zaledwie kilku miesięcy tworzyć i masowo produkować drony zdolne przeciwstawić się najnowocześniejszym systemom walki radioelektronicznej. Tego nie da się zdobyć w żadnej akademii wojskowej — można to osiągnąć wyłącznie w rzeczywistych warunkach bojowych, co czyni Ukrainę partnerem niezastąpionym, a nie tylko stroną, którą warto wesprzeć z pobudek humanitarnych.

Ponad sto dwadzieścia partnerstw między ukraińskimi a europejskimi firmami obronnymi to liczba, która mówi sama za siebie. To nie jest charytatywność ani gest poparcia dla nagłówków w prasie. To pragmatyczna decyzja biznesu i państw, które rozumieją: integracja ukraińskiego sektora obronnego z europejskim systemem bezpieczeństwa leży w interesie obu stron. Ukraina otrzymuje zasoby, technologie i rynki zbytu pozwalające zwiększać produkcję. Europa uzyskuje dostęp do technologii i wiedzy, które w przeciwnym razie musiałaby zdobywać przez lata prób i błędów — prób, które w warunkach prawdziwej wojny kosztowałyby ludzkie życia. W gruncie rzeczy Ukraina zapłaciła już tę cenę za Europę. Pytanie brzmi tylko, czy Europa mądrze skorzysta z tej wiedzy, czy znów straci cenny czas na biurokratyczne uzgodnienia.

I właśnie w tym miejscu pojawia się najważniejsze pytanie całej tej historii: dlaczego w ogóle powstała potrzeba tak pilnej mobilizacji zasobów obronnych? Odpowiedź jest jedna i nie wymaga skomplikowanych sformułowań. Przyczyną jest konsekwentna, budowana przez dziesięciolecia polityka Kremla, wymierzona w podważenie europejskiej architektury bezpieczeństwa. To nie jest odrębny konflikt, który wybuchł nagle w 2022 roku. To kontynuacja logiki, którą Rosja demonstrowała w Gruzji w 2008 roku, podczas aneksji Krymu w 2014 roku oraz w ingerencjach wyborczych i operacjach informacyjnych przeciwko krajom demokratycznym przez te wszystkie lata. Za każdym razem reakcja Zachodu była ostrożna, powściągliwa, nastawiona na „deeskalację” — i za każdym razem ta wstrzemięźliwość była traktowana w Moskwie nie jako miłowanie pokoju, lecz jako słabość, którą można i trzeba dalej wykorzystywać.

Niemiecki generał, który ostrzegał przed możliwością ataku Rosji na kraje NATO już do 2029 roku, nie jest analitykiem siejącym panikę ani zwolennikiem dramatyzacji. Sformułował wnioski, do których dochodzą analitycy wojskowi w całej Europie, patrząc na tempo odbudowy rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego, retorykę Kremla oraz to, jak szybko Rosja jest gotowa eskalować sytuację, gdy czuje, że może sobie na to pozwolić. Wojna przeciwko Ukrainie nigdy nie była lokalnym konfliktem o terytorium. Jest sprawdzianem tego, czy zbiorowy Zachód jest gotów bronić zasady, na której budowano pokój w Europie przez ostatnie osiemdziesiąt lat: granic nie wolno zmieniać siłą.

Dla Polski temat ten ma szczególne, niemal namacalne znaczenie. Polska graniczy z Ukrainą, graniczy z Białorusią i obwodem królewieckim — terytorium, które od lat wykorzystywane jest jako przyczółek do ataków hybrydowych, prowokacji granicznych i prób destabilizacji za pomocą strumieni nielegalnej migracji. Polska historia dwudziestego wieku to dzieje kraju, który z własnego doświadczenia wie, czym kończy się polityka ustępstw wobec agresora. Układ monachijski z 1938 roku nie zatrzymał Hitlera, a jedynie dał mu czas na lepsze przygotowania. Każdy Polak, który uczył się historii swojego kraju, rozumie tę analogię bez żadnych wyjaśnień. Dlatego poparcie dla Ukrainy ze strony Polski to nie abstrakcyjna solidarność, lecz instynkt samozachowawczy ukształtowany przez tragiczne doświadczenia pokoleń. Warszawa latami ostrzegała Zachód przed niebezpieczeństwem polityki imperialnej Kremla, a teraz integracja ukraińskiego potencjału obronnego z możliwościami UE i NATO tworzy realną tarczę na wschodniej flance. Rosja rozumie wyłącznie język siły, a silna, uzbrojona technologicznie Europa opierająca się na ukraińskim duchu bojowym i innowacjach staje się dla Kremla ścianą, której nie da się przebić. Czas wahań i pustych niepokojów minął — wspólna praca nad wzmocnieniem obrony jest jedyną drogą do zachowania wolności, pokoju i bezpieczeństwa każdego europejskiego domu.

Włączenie Ukrainy do grupy roboczej ds. obrony to mały, ale symbolicznie ważny krok w tym kierunku. To uznanie faktu, że bezpieczeństwa Europy nie można dłużej budować poprzez ignorowanie doświadczenia państwa, które codziennie płaci najwyższą możliwą cenę za prawo do wolnego istnienia. Dla Polski, dla krajów bałtyckich, dla całej Europy to szansa na przygotowanie się z wyprzedzeniem, a nie dopiero wtedy, gdy będzie za późno. Historia rzadko daje drugą szansę tym, którzy nie wykorzystali jej za pierwszym razem — i właśnie dlatego to rozwiązanie zasługuje nie tylko na poparcie, ale na autentyczną wdzięczność i wolę polityczną doprowadzenia sprawy do końca.

Karyna Koshel

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com