Kremlowski sojusznik w europejskim parlamencie. Bułgarska partia Wazrazdane chce odciąć Ukrainę od pomocy
Skrajnie prawicowa partia Wazrazdane złożyła w bułgarskim parlamencie projekt rezolucji wzywającej do zerwania dziesięcioletniej umowy o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa z Ukrainą i natychmiastowego wstrzymania wszelkiej pomocy dla Kijowa. Inicjatywa nie przejdzie — ale to nie jest jej prawdziwy cel. Kreml już ją wykorzystuje.
Kiedy w bułgarskim parlamencie pojawia się projekt rezolucji żądający zerwania umów z Ukrainą, można odnieść wrażenie, że jesteśmy gdzieś poza Unią Europejską. A jednak jesteśmy w Sofii, w stolicy kraju należącego do NATO od 2004 roku i do Unii od 2007. To tutaj partia Wazrazdane (Odrodzenie) złożyła wniosek, który domaga się natychmiastowego wypowiedzenia dziesięcioletniej umowy bezpieczeństwa z Kijowem oraz całkowitego wstrzymania pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy. Inicjatywa trafiła na biurko przewodniczącego parlamentu bez ostrzeżenia, bez konsultacji z partnerami koalicyjnymi i bez jakiegokolwiek uzasadnienia strategicznego, które można by potraktować poważnie.
Wazrazdane nie jest partią marginalną. W ostatnich wyborach parlamentarnych uzyskała poparcie na poziomie ponad dwunastu procent, co czyni ją trzecią lub czwartą siłą polityczną w bułgarskim parlamencie. Przez lata konsekwentnie budowała wizerunek obrońcy „bułgarskiej suwerenności” — kosztem wyraźnego zbliżenia z Moskwą. Jej lider Kostadin Kostadinow wielokrotnie publicznie wyrażał podziw dla Władimira Putina, negował rosyjską agresję na Ukrainę i kwestionował sens wschodniego rozszerzenia NATO. W głosowaniach parlamentarnych partia sprzeciwiała się każdemu pakietowi sankcji nałożonych na Rosję po lutym 2022 roku.
Projekt bez szans, ale z misją
Nikt w bułgarskiej koalicji rządzącej nie ma wątpliwości: rezolucja nie przejdzie. Bułgaria posiada w parlamencie zdecydowaną większość proeuropejską, a premier Rossen Żelazkow (Dżelazkow) jeszcze tego samego dnia, w którym projekt wpłynął, oświadczył, że umowa z Ukrainą jest obowiązującym aktem prawa międzynarodowego i nie podlega dyskusji. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało lakoniczne, lecz jednoznaczne oświadczenie potwierdzające zaangażowanie Bułgarii w sojusznicze zobowiązania.
Ale to wcale nie jest meritum sprawy. Wazrazdane nie liczy na parlamentarne zwycięstwo — liczy na nagłówki. Liczy na to, że jej inicjatywa pojawi się w rosyjskich mediach państwowych jako dowód „europejskiego zmęczenia Ukrainą”. I nie musiała długo czekać: RT oraz Sputnik opublikowały obszerne relacje z inicjatywy bułgarskiej partii jeszcze zanim tekst projektu był dostępny w języku angielskim. W rosyjskich przekazach propagandowych zabrakło oczywiście wzmianki o tym, że rząd w Sofii odrzucił propozycję z marszu.
„To klasyczny manewr hybrydowy. Inicjatywa parlamentarna staje się dowodem w rosyjskiej narracji o rozpadzie jedności Zachodu — niezależnie od tego, czy zostaje przegłosowana, czy nie”.
— Dr Marta Kowalska, analityczka (OSW), Warszawa
Bułgaria i jej rosyjski dylemat
Żeby zrozumieć, dlaczego podobna inicjatywa w ogóle jest możliwa, trzeba pamiętać o specyfice bułgarskiej polityki i społeczeństwa. Bułgaria jest jednym z państw NATO, które posiadają historyczne i kulturowe więzi z Rosją tak głęboko zakorzenione w zbiorowej tożsamości narodowej. Rosja uwolniła Bułgarię spod panowania osmańskiego w XIX wieku — ten fakt jest silnie obecny w edukacji szkolnej, kulturze i świadomości historycznej. Efektem jest wysoki — jak na standardy unijne — poziom sympatii do Rosji w badaniach opinii publicznej, który sięga od dwudziestu do trzydziestu procent społeczeństwa.
To nie czyni Bułgarii krajem prorosyjskim w sensie instytucjonalnym. Kraj konsekwentnie realizuje politykę prozachodnią i atlantycką. Jednak tworzy to warunki, w których partia taka jak Wazrazdane ma realną bazę wyborczą i może pozwolić sobie na retorykę, która gdzie indziej byłaby politycznym samobójstwem. Bułgarscy politycy głównego nurtu od lat borykają się z pytaniem, jak odbierać przestrzeń medialną prokremlowskim głosom, nie wzmacniając ich jednocześnie poprzez ostentacyjne zainteresowanie.
Węgierski wzorzec i jego bałkańska odmiana
Inicjatywa Wazrazdane wpisuje się w szerszy wzorzec, który analitycy bezpieczeństwa dobrze znają. Na Węgrzech Viktor Orbán od lat stosuje podobną strategię: formalne pozostawanie w strukturach NATO i UE przy jednoczesnym regularnym blokowaniu lub rozmywaniu unijnej polityki wobec Ukrainy. Efektem są zdjęcia z Moskwy, demonstracyjne wizyty w Budapeszcie i narracje o „wielobiegunowym świecie”, które Kreml chętnie cytuje w globalnej komunikacji dyplomatycznej.
Wazrazdane nie ma siły sprawczej Orbána — nie rządzi krajem i nie zasiada przy stole europejskich szczytów. Ale realizuje ten sam cel: produkcję „parlamentarnych dowodów” na europejskie pęknięcia. Każda taka inicjatywa, nawet jeśli zostaje odrzucona w ciągu dwóch dni roboczych, pozostawia ślad w infosferze. Jest cytowana, komentowana i udostępniana w mediach społecznościowych kontrolowanych przez prorosyjskie środowiska. Staje się „faktem medialnym” niezależnie od swojego politycznego losu.
Kim jest Wazrazdane?
Bułgarska partia nacjonalistyczna założona w 2014 roku przez Kostadina Kostadinowa. W wyborach parlamentarnych regularnie uzyskuje od dziesięciu do trzynastu procent głosów. Głosowała przeciw wszystkim pakietom sankcji UE wobec Rosji, sprzeciwiła się dostawom bułgarskiego sprzętu wojskowego na Ukrainę i zakwestionowała akcesję Finlandii oraz Szwecji do NATO. Bułgarskie służby kilkakrotnie monitorowały partię pod kątem podejrzeń o finansowanie ze źródeł zagranicznych — wyniki dochodzeń nie zostały w pełni upublicznione.
Polska perspektywa: dlaczego to dotyczy nas bezpośrednio
Z warszawskiej perspektywy inicjatywa bułgarskiej partii może brzmieć jak odległy epizod z mniej istotnego zakątka Europy. Byłby to błąd poznawczy. Polska od ponad trzech lat stoi na pierwszej linii wsparcia dla Ukrainy — zarówno w sensie politycznym, jak i humanitarnym oraz militarnym. Jednolity front europejski w tej sprawie jest dla nas kwestią bezpieczeństwa, nie tylko solidarności.
Każde pęknięcie w tym froncie — nawet symboliczne, nawet nieuchwalone — osłabia narrację, którą Polska od lat buduje w stolicach zachodniej Europy: że wsparcie dla Ukrainy jest inwestycją w bezpieczeństwo całego kontynentu, a nie sentymentalnym gestem wschodniej flanki. Kreml doskonale rozumie tę dynamikę i z precyzją ją wykorzystuje. Bułgaria to nie wyjątek — to kolejna odsłona tej samej kampanii dezinformacyjnej.
Inicjatywa Wazrazdane zostanie odrzucona w parlamencie. Ale w rosyjskiej propagandzie będzie żyć znacznie dłużej.
Autor: Franciszek Kozłowski
