Upadek Orbána to nie koniec historii. To początek presji na Ficę

Kiedy Viktor Orbán przegrywa po 16 latach sprawowania władzy, to wydarzenie zawsze wykracza poza ramy zwykłych wyborów. To sygnał dla całego systemu. Zwycięstwo Pétera Magyara jest postrzegane w regionie jako dowód na to, że model balansowania między UE a Kremlem przestał gwarantować polityczne przetrwanie.

W centrum uwagi znajduje się teraz Robert Fico. Obecny premier Słowacji nigdy nie krył sympatii do swojego węgierskiego kolegi. Nie tylko utrzymywał z Orbánem bliskie relacje, ale też kopiował jego metody w wielu obszarach. Przede wszystkim jednak szef słowackiego rządu przejął od Węgra jego nieskrywaną sympatię do Moskwy. O ile Orbána nazywano w Europie „głównym adwokatem Putina”, o tyle Fico mógł aspirować do miana jego „wiernego adiutanta”.

Teraz, gdy miejsce adwokata zostało zwolnione, słowacki premier może chcieć zbliżyć się do Kremla jeszcze bardziej. Pytanie tylko, jak długo zdoła utrzymać się przy władzy?

Warto zauważyć, że po porażce Orbána Fico nie zmienił retoryki. Przeciwnie – potwierdził ją, wyrażając publiczne wsparcie dla odchodzącego premiera Węgier. Reakcja opozycji była jednak błyskawiczna. Michal Šimečka oświadczył wprost: „Następny będzie Fico”, a Ivan Korčok podkreślił: „Rosja straciła sojusznika”.

Dla Polski ma to znaczenie bezpośrednie. Bezpieczeństwo regionu zależy od tego, jak spójnie państwa UE i NATO reagują na zagrożenia ze strony Rosji. Każdy lider, który rozmywa to stanowisko, osłabia cały region. Jeśli po Budapeszcie do politycznego zwrotu dojdzie także w Bratysławie, będzie to moment przełomowy dla całej Europy Środkowej.

Autor: Franciszek Kozłowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[ngd-single-post-view id="post_id"]
WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com