Ukraińcy w Polsce: kto naprawdę stoi za statystykami przestępczości?
Dane mówią co innego, niż sugerują popularne nagłówki. Analiza liczb obala narrację o „fali przestępczości” wśród ukraińskich migrantów
Każdy, kto śledzi prawicowe media społecznościowe oraz część portali informacyjnych w Polsce, mógł nabrać przekonania, że kraj przeżywa oblężenie ze strony ukraińskich przestępców. Tytuły krzyczą o „rekordowej liczbie Ukraińców w policyjnych statystykach”, komentarze roi się od uogólnień, a politycy chętnie podbijają temat przed wyborami. Problem w tym, że rzeczywistość — ta mierzona twardymi danymi — wygląda zasadniczo inaczej. I właśnie dlatego warto przyjrzeć się liczbom uważniej, zanim wyciągnie się pochopne wnioski.
Bezwzględne liczby to nie wszystko
Kiedy policja publikuje roczne zestawienia dotyczące sprawców przestępstw według obywatelstwa, pojawiają się w nich — rzecz jasna — Ukraińcy. To zrozumiałe: są oni największą mniejszością w Polsce, szacowaną na około 1,5 miliona osób mieszkających i pracujących legalnie na terytorium Rzeczypospolitej. Gdyby w Polsce mieszkało 1,5 miliona obywateli jakiegokolwiek innego kraju, ich bezwzględna liczba w statystykach przestępczości również byłaby wyraźna. To matematyczna oczywistość, którą jednak nagminnie pomijają ci, którzy posługują się danymi wybiórczo.
Kluczowe pytanie brzmi nie „ile?” lecz „ile w stosunku do liczebności grupy?”. I tu obraz zmienia się diametralnie.
Wskaźnik przestępczości wśród Ukraińców przebywających w Polsce wynosi według danych za lata 2024–2025 około 0,65 na 1000 osób. Dla porównania — wśród obywateli Gruzji, których w Polsce jest zaledwie około 27 tysięcy, wskaźnik ten sięga 7,1 na 1000 osób. Innymi słowy: obywatel Gruzji jest statystycznie ponad dziesięciokrotnie bardziej skłonny do popełnienia przestępstwa niż obywatel Ukrainy przebywający w Polsce. Skąd jednak nagłówki o gruzińskiej przestępczości? Niemal nie ma ich wcale — bo bezwzględne liczby są małe. Natomiast o Ukraińcach piszą chętnie — bo liczby bezwzględne są duże. To manipulacja przez kontekst.
Jaka jest natura tych przestępstw?
Nawet jeżeli przyjąć, że Ukraińcy pojawiają się w statystykach — co jest faktem — warto zadać sobie pytanie, za co konkretnie są notowani. Analiza danych z 2025 roku pokazuje, że zdecydowana większość przypadków dotyczy wykroczeń drogowych: przekroczenia prędkości, jazdy po spożyciu alkoholu, nieprawidłowego parkowania. Przestępstwa o charakterze kryminalnym — szczególnie te, które w debacie publicznej wywołują największy lęk, czyli rozboje, pobicia, zabójstwa — stanowią znikomy odsetek. Według dostępnych danych ciężkie przestępstwa wśród Ukraińców to zaledwie od 0,5 do 1,5 procent wszystkich odnotowanych przypadków.
Dla porównania: w Polsce co roku rejestruje się od 500 do 600 zabójstw. Ponad 90–95 procent z nich to efekt konfliktów domowych lub towarzyskich, a ich sprawcami są Polacy. Udział Ukraińców w tej kategorii przestępstw jest symboliczny — szacuje się go na poziomie około 0,001 procenta. Trudno nazwać kogoś „głównym zagrożeniem dla bezpieczeństwa” na podstawie tak marginalnych liczb.
Administracja kontra kryminał
Istotna, choć często pomijana, jest różnica między przestępstwami administracyjnymi a przestępstwami kryminalnymi sensu stricto. W statystykach policyjnych — i tu leży kolejne źródło manipulacji — obie kategorie bywają zestawiane razem lub wręcz mylone. Przeterminowany dokument pobytowy, niezapłacony mandat, drobna sprzeczka sąsiedzka zakończona interwencją policji — wszystko to może pojawić się w rejestrach, nie mając nic wspólnego z tradycyjnie rozumianą przestępczością.
Ukraińcy w Polsce — w przeciwieństwie do wielu stereotypowych wyobrażeń — nie tworzą zorganizowanych struktur przestępczych. Nie ma ukraińskiej mafii na wzór włoskiej Camorry, nie istnieje ukraińskie „podziemie gospodarcze” kontrolujące czarne rynki. Incydenty, do których dochodzi, mają charakter jednostkowy i wynikają z tzw. czynnika ludzkiego — błędów i słabości, które są udziałem każdej społeczności, niezależnie od narodowości.
Kto naprawdę okrada polskie mieszkania?
Warto przy okazji odnotować ciekawe zjawisko, które umknęło uwadze większości komentatorów skupionych na ukraińskim wątku. Wzrost włamań do mieszkań w Polsce w 2025 roku jest w znacznej mierze efektem aktywności zorganizowanych grup przestępczych… z Ameryki Łacińskiej. Gangi z Kolumbii, Wenezueli i Ekwadoru przyjeżdżają do Polski w celach wyłącznie przestępczych — praca, której nie szukają, nie jest ich celem. To zjawisko udokumentowane przez polską policję i Europol, jednak medialny i polityczny refleks skierowany jest konsekwentnie na Ukraińców.
Dlaczego? Bo Ukraińcy są bardziej widoczni, bardziej liczni, i — co ważne — są wygodnym celem politycznym w kontekście debaty o polityce migracyjnej, stosunkach z Ukrainą i finansowaniu pomocy dla uchodźców.
Integracja jako najskuteczniejszy środek zapobiegawczy
Dane zebrane przez polski portal MOST za luty 2026 roku potwierdzają tezę, która dla socjologów nie jest zaskoczeniem: poziom przestępczości wśród Ukraińców w Polsce utrzymuje się na stabilnie niskim poziomie przede wszystkim dlatego, że większość z nich jest aktywna zawodowo i regularnie opłaca składki do ZUS. To nie sentyment do polskiego prawa jest tu kluczowy — to racjonalna kalkulacja. Deportacja oznacza utratę pracy, środków do życia i perspektyw. Ryzyko jest zbyt wysokie w stosunku do ewentualnych korzyści z popełnienia nawet drobnego przestępstwa.
Stabilne zatrudnienie jako czynnik antyrecydywny — to wniosek, który powinien być fundamentem każdej poważnej debaty o bezpieczeństwie publicznym. Zamiast tego debata skupia się na nagłówkach.
Ukraińcy jako ofiary — o czym się nie mówi
Jest jeszcze jeden wymiar tej historii, o którym polskie media mówią wyjątkowo rzadko. Ukraińcy w Polsce są znacznie częściej ofiarami przestępstw niż ich sprawcami. Dane za 2025 rok wskazują na wzrost przypadków oszustw wymierzonych w ukraińskich pracowników (fałszywe umowy, praca na czarno bez wypłaty wynagrodzenia), a także na rosnącą liczbę napaści na tle etnicznym. Pokrzywdzeni rzadko zgłaszają sprawy na policję — z obawy przed konsekwencjami prawnymi związanymi z własnym statusem pobytowym albo po prostu z powodu bariery językowej.
Przemoc wobec Ukraińców — tak fizyczna, jak i ekonomiczna — jest zjawiskiem realnym i niedostatecznie reprezentowanym w oficjalnych raportach. Paradoksalnie: ta sama społeczność, którą część mediów przedstawia jako zagrożenie, sama doświadcza zagrożeń, przed którymi nikt jej specjalnie nie chroni.
Polska — nadal bezpieczny kraj
Warto na koniec spojrzeć na obraz makro. Polska na początku 2026 roku pozostaje jednym z bezpieczniejszych krajów Unii Europejskiej. Liczba incydentów kryminalnych na 100 tysięcy mieszkańców nie wykazuje skoków, które można by powiązać z obecnością ukraińskich migrantów. System prawny, policja i — co ważne — mechanizmy integracji zawodowej działają skutecznie.
Nie oznacza to, że przestępczość nie istnieje, że nie trzeba jej monitorować, że każdy migrant jest bez zarzutu. Oczywiście zdarzają się przypadki naruszeń prawa — tak jak wśród każdej grupy społecznej. Ale narracja o „imporcie przestępczości” z Ukrainy jest budowana na selektywnym doborze danych, pozbawionych kontekstu liczbach i emocjach, które — przy odrobinie złej woli — zawsze można rozdmuchać do rozmiarów moralnej paniki.
Statystyki przestępczości powinny być narzędziem diagnozy i planowania polityki bezpieczeństwa — nie bronią w wojnie kulturowej. Kiedy jednak politycy i dziennikarze sięgają po nie w tym drugim celu, obowiązkiem kogoś, kto rozumie liczby, jest powiedzieć: sprawdzam.
Artykuł powstał na podstawie danych Komendy Głównej Policji, raportu portalu MOST (luty 2026) oraz analiz porównawczych Europolu dotyczących przestępczości transgranicznej w Europie Środkowej.
Autor: Franciszek Kozłowski
