Warszawa i Londyn szykują się na wojnę. Historyczny traktat to dopiero początek
Polska i Wielka Brytania podpisały najważniejsze w pokoleniu porozumienie obronne. Eksperci nie mają wątpliwości: Europa przeszła od reagowania na rosyjską agresję do systematycznego przygotowywania się na wielki konflikt zbrojny.
Premier Donald Tusk nie ukrywał emocji, gdy wylądował na Heathrow w środowy ranek. Dla szefa polskiego rządu podpisanie traktatu obronno-bezpieczeństowego z Wielką Brytanią to nie kolejny punkt w kalendarzu dyplomatycznym — to kamień węgielny nowej architektury bezpieczeństwa, którą Warszawa buduje nerwowo, lecz konsekwentnie od czasu, gdy 20 rosyjskich dronów wdarło się we wrześniu 2025 roku w polską przestrzeń powietrzną. „Chciałem mieć pewność, że gdyby coś się stało, Rosja wiedziałaby, że reakcja będzie twarda i jednoznaczna” — powiedział Tusk dziennikarzom przed odlotem, nawiązując do tamtej nocy. Dziś ta pewność przyjmuje konkretny kształt prawny.
Traktat, podpisany podczas spotkania Tuska z premierem Keirem Starmerem w Londynie, jest — jak podkreśla strona brytyjska — „największym krokiem naprzód w relacjach obronnych między obydwoma krajami od pokolenia”. Starmer nie kryje, że odpowiada na rosnące zagrożenia: „Wyzwania, przed którymi staje Europa, wymagają jeszcze silniejszego partnerstwa. Ten traktat pozwala nam stawić czoła zagrożeniom, które mogą być mniej widoczne, ale bynajmniej nie mniej niebezpieczne” — stwierdził premier Zjednoczonego Królestwa. Brytyjczycy wymieniają wprost: rosyjskie podpalenia w East Londynie i w innych europejskich miastach, cyberataki, szpiegostwo — wszystko to wpisuje się w hybrydową kampanię, której skala rośnie z tygodnia na tydzień.
Najważniejsze, co odróżnia ten dokument od poprzednich porozumień, to jego wielowymiarowość. Obok klasycznych klauzul wojskowych — wspólne ćwiczenia, wymiana sprzętu, rozbudowa wschodniej flanki NATO — umowa obejmuje cyberbezpieczeństwo, walkę z dezinformacją oraz ochronę krytycznej infrastruktury cyfrowej. Tusk mówił o tym podczas wtorkowego posiedzenia Rady Ministrów: „Znacząca część traktatu koncentruje się na cyberbezpieczeństwie”. Nie jest to przypadek. Warszawa od dawna wskazuje, że jej rola jako centrum logistycznego pomocy wojskowej dla Ukrainy uczyniła ją priorytetowym celem rosyjskiego wywiadu, rosyjskich hackerów i kampanii dezinformacyjnych.
„To jest naprawdę poważne. Mówię o krótkim terminie — raczej miesiącach niż latach.”
— Donald Tusk, premier Rzeczypospolitej Polskiej, wywiad dla „Financial Times”, 24 kwietnia 2026 r.
Tusk wypowiedział te słowa w wywiadzie dla „Financial Times” miesiąc temu, wyrażając obawy, których skala zaskoczył wielu europejskich partnerów Polski. Dziś traktat z Wielką Brytanią jest odpowiedzią na tę diagnozę: jeśli okno zagrożenia mierzy się w miesiącach, a nie w latach, Europa musi działać teraz. Warto przypomnieć, że Polska podpisała już podobny traktat z Francją w 2025 roku i prowadzi równoległe rozmowy z Niemcami. Londyn dołącza do tej siatki bilateralnych powiązań, które Warszawa tka z determinacją godną kraju frontowego.
Strona wojskowo-przemysłowa porozumienia jest równie istotna. Brytyjski resort obrony zapowiedział wspólne prace nad skomplikowanymi systemami uzbrojenia, w tym nowoczesną amunicją i rakietowym systemem obrony powietrznej średniego zasięgu. W epoce, gdy europejskie arsenały kurczyły się przez dekady zaniedbań, a rosyjskie fabryki produkują — według zachodnich służb wywiadowczych — od dwóch do 2,3 miliona pocisków artyleryjskich rocznie, każda inicjatywa wzmacniająca europejski potencjał wytwórczy ma znaczenie strategiczne. Jak wynika z danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), europejscy członkowie NATO wydali łącznie 559 mld dolarów na obronę w 2025 roku — wzrost o 14 procent. To rekordowa liczba, która — jak zaznaczają analitycy — jest bezpośrednią konsekwencją rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Kontekst — kluczowe fakty
Nowy traktat to rozwinięcie porozumień z 2017 i 2023 roku. Polska jest jednym z nielicznych krajów NATO, który konsekwentnie wydaje powyżej 4 proc. PKB na obronność. Londyn i Warszawa połączone są Partnerstwem Strategicznym z 2023 roku. Traktat obejmuje m.in. klauzule o zwalczaniu przestępczości zorganizowanej i ochronie granic.
Kreml, rzecz jasna, reaguje własnym językiem. Rosyjskie media państwowe natychmiast okrzyknęły układ „antyrosyjskim paktem” i kolejnym dowodem „militaryzacji Europy przez NATO”. Jest w tej retoryce pewna ironia: to właśnie Moskwa — poprzez inwazję na Ukrainę, drony nad Polską, podpalenia w Londynie i ataki na bałtycką infrastrukturę — doprowadziła do przyspieszenia europejskiego dozbrojenia, którego Kreml tak bardzo się obawiał. Zakłady na europejskie zmęczenie wojną okazały się chybione: rosyjska agresja nie osłabiła zachodnich sojuszów — wzmocniła je.
Polska jest szczególnie świadoma tego, co znaczy stać na pierwszej linii. Eksperci z Królewskiego Instytutu Usług Zjednoczonych (RUSI) ocenili podczas zamkniętego spotkania w Londynie, że „harmonogram nie jest już mierzony w dekadach, lecz w latach”. Niektóre oceny wskazują, że Kreml może być gotowy do ataku na NATO najpóźniej w 2029 roku, zaś kraje bałtyckie mogłyby stanąć w obliczu rosyjskiej agresji jeszcze wcześniej — w 2027 lub 2028 roku. Tusk interpretuje to bardziej pesymistycznie. Niezależnie od tego, kto ma rację, Polska traktat z Wielką Brytanią traktuje jak polisę ubezpieczeniową wystawioną na czas naglący.
Środowy podpis pod dokumentem nie kończy pracy — otwiera jej nowy, trudniejszy rozdział: implementację. Obydwa rządy muszą teraz przetworzyć deklaracje na gotowość operacyjną, wspólne struktury dowodzenia, zsynchronizowane wydatki przemysłowe. Ale symbolika jest jasna: Europa — przynajmniej ta jej część, która rozumie powagę chwili — weszła w etap planowania długookresowej obrony przed potencjalnym wielkim konfliktem. Historyczny moment, jak powiedział Tusk. I moment, który może okazać się zaledwie wstępem.
Autor: Piotr Malinowski
